Psków

W ostatnich dniach razem z Przyrodnikiem i Mateuszem odwiedziliśmy Psków. Przyczyną podróży były różne kwestie organizacyjne związane z badaniami w Sertei, jednak przy okazji mogliśmy zwiedzić sobie miasto. A jest to jedno z ciekawszych miast zachodniej części Rosji, pełne zabytków, w tym odbudowanych fragmentów murów obronnych (tzw. krepost), wznoszonych od XIII po XVI wiek oraz licznych cerkwi (głównie z XV i XVI wieku) i dworów. Zwiedzanie odbyło się w zimowej, prawdziwie rosyjskiej scenerii.

Widok na Kreml – centralną część kreposti (twierdzy) pskowskiej od strony rzeki Pskowy. Za murami Kremla widoczne są kopuły Soboru Troickiego (Świętej Trójcy).

Ujście rzeki Pskowy do Rz. Wielkiej. W trójkącie, którego dwa bogi stanowiły koryta rzek zbudowano Kreml. Wokół rozłożyło się średniowieczne miasto. Za Pskową znalazła się jedna z jego dzielnic – tzw. Zapskowie. Ujście rzeki broniły dwie baszty połączone pierwotnie przerzuconymi nad rzeką arkadami dźwigającymi mur i obronny chodnik.

To samo miejsce widoczne z drugiego brzegu rzeki Wielkiej. Zauważcie, że rzeka jest w całości zamarznięta.

Brama prowadząca do tzw. Dowmontow Goroda czyli grodu Dowmunta – księcia pskowskiego z XIII wieku. Obszar ten zabudowany był licznymi twierdzami (wznoszonymi od XII do XIV-XV wieku). Ich partie fundamentowe, odsłonięte po badaniach archeologicznych, są zabezpieczone i eksponowane na dziedzińcu.

Widok na mur oddzielający Dowmontow Gorod od centralnej części Kremla z Soborem Troickim. Na pierwszym planie fundamenty cerkwi.

Szyja bramna prowadząca do centralnej części Kremla.

Sobór św. Trójcy. Obecna budowla pochodzi z XVII wieku. Wzniesiono ją na miejscu starszych konstrukcji z XIV i XII wieku. Budynek ma imponującą wysokość 72 metrów.

Ikonostas w Soborze Troickim.

Jeszcze jeden widok na Kreml oraz na mur miejski z tzw. Własewską Basztą. Znajdowała się tutaj brama prowadząca do przeprawy przez rzekę Wielką. W baszcie znajduje się dzisiaj restauracja serwująca dania kuchni rosyjskiej.

Baszta Pokrowska znajduje się na południowym krańcu umocnień kreposti. W rejonie tej baszty koncentrował się ostrzał polskiej artylerii w czasie oblężenia w 1581-1582 r. To tutaj dokonano wyłomu w murze i w to miejsce kierowały się szturmy wojsk Stefana Batorego. Dzisiaj w pobliżu znajduje się pomnik poświęcony bohaterskim obrońcom, którzy pokonali wrażych Polaków, Litwinów (i Białorusinów), Węgrów i Niemców.

Chyba pierwsze selfie na blogu. Wygląda na to, że jestem mocno zacofany (no niech będzie konserwatywny). To nasza banda na tle pomnika poświęconego obrońcom Pskowa.

Naprzeciwko Baszty Pokrowskiej stoi Monastyr Moriżskij, gdzie w czasie oblężenia miasta stacjonowały siły Batorego.

Najważniejszą świątynią monastyru jest Spaso-Prieobrażeński Sobor, czyli świątynia Przemienienia Pańskiego. Kościół powstał w 2 połowie XII wieku i zawiera zachowane wewnątrz cenne freski z tego stulecia. Niestety – dotarliśmy do niego po 18.00, kiedy był już zamknięty. Fresków nie widzieliśmy, poza jednym, umieszczonym na zewnątrz, w tympanonie portalu.

Dalej na północ, naprzeciw Kremla, znajduje się Sobór Narodzenia Jana Chrzciciela – zbudowany w latach 40. XIII wieku – jedna z najstarszych, zachowanych świątyń Pskowa.

Wnętrze soboru Jana Chrzciciela.

Cerkiew Nowoje Wozniesenie (Wniebowzięcie) z XV w.

Cerkiew Anastazji Męczennicy z XV w.

Cerkiew Waisilija na Gorce z 1 ćw. XV wieku. Moja ulubiona…

Tzw. Pogankiny Pałaty – dwór rodziny Pogankinów z XVII wieku. Obecnie mieści muzeum pskowskie.

Klatka schodowa Pałaty Podznojewych.

Go East!

Trzytygodniowa przerwa w funkcjonowaniu bloga nie była spowodowana brakiem chęci, czy też tematów – wręcz przeciwnie – jest ich wiele. Niestety mój dostęp do internetu był mocno ograniczony. Na szczęście mogę to teraz naprawić opisując w odcinkach dzieje mojej wyprawy na wschód.

Wszystko to wina Przyrodnika. Podczas jednej z konferencji trafił nad rzekę Sertejkę w Rosji, w Obwodzie Smoleńskim, gdzie w ramach wycieczki konferencyjnej odwiedzał neolityczne stanowisko, którego badania prowadzi od lat Andriej Mazurkiewicz w ramach Północno – Zachodniej Ekspedycji Archeologicznej Państwowego Muzeum Ermitażu. Po tym spotkaniu Przyrodnik, jako wielki miłośnik Rosji, zaczął regularnie jeździć na około 2 tygodnie w każdym sezonie, na badania w Serteji. Po około 2 latach opowieści z cyklu tysiąca i jednej nocy o cudach wschodu postanowiłem wybrać się razem z nim. Dostałem zaproszenie z Ermitażu oraz z Akademii Nauk Białorusi (by „po drodze” wykonać badania także we wschodniej części tego kraju) i po załatwieniu wiz (co wymagało kilkukrotnych wycieczek do Warszawy) wyruszyliśmy. Pojechaliśmy samochodem Przyrodnika, choć na miejscu kilka razu żałowałem, że nie wykorzystaliśmy Land Rovera. Niestety LR ostatnio coraz częściej jest kapryśny i narowisty, więc mógłby nam wyciąć na miejscu jakiś numer. W dodatku przechodził drobny tunning w postaci wymiany zderzaka, więc musiał pozostać w Łodzi. Przyrodnicza Skoda dała radę, choć po wiejsko – leśnych drogach gruntowych w Rosji jechaliśmy z duszą na ramieniu (to znaczy: ja jechałem, Przyrodnik jest odważny i niczego się nie boi, poza remontami dróg w Białorusi).

Pierwszy postój zrobiliśmy na stacji benzynowej, tuż za granicą białoruską. Musieliśmy tam kupić „ustrojstwo” BellToll – czyli systemu podobnego do polskiego ViaToll, służącego do naliczania opłat za przejazd. W Białorusi większość dróg dwupasmowych (odpowiedników naszych autostrad, choć w Polsce nie spełniłyby norm autostrady), jest płatna. Przy czym opłaty dotyczą tylko obcokrajowców (oprócz Rosjan!) jeżdżących samochodami osobowymi oraz wszystkich ciężarówek.

DSC_0432W tle widać stację benzynową Gazpromu. A skoro mowa o Gazpromie, to koniecznie zaśpiewajmy Hymn Gazpromu, wraz z jego prezesem:

Następny postój zrobiliśmy przy zamku Radziwiłłów w Mirze:

DSC07170_v1A później dotarliśmy do Mińska gdzie przyjął nas Maksim Czerniawski z Instytutu Historii Białoruskiej Akademii Nauk.

DSC07184Widok na zachowane fragmenty historycznego przedmieścia Mińska oraz współczesną zabudowę.

DSC07185_v1Sobór Świętego Ducha, dawny kościół bernardynek.

DSC07186_v1I do kompletu kościół bernardynów, p.w. św. Józefa.

Krótkie zwiedzanie centrum miasta zakończyliśmy w knajpie ze świetnym miejscowym piwem i serowymi zakąskami. Następnego dnia ruszyliśmy do Rosji.

DSC_0434Po drodze minęliśmy całe połacie zarośnięte barszczem Sosnowskiego, który budzi obecnie w Polsce taki postrach. W Rosji rośnie to wzdłuż dróg, a nawet w samym środku tamtejszych wiosek.

DSC0719310 lipca po południu byliśmy już na miejscu docierając do obozu ekspedycji sertejskiej. Wypadałoby być może nieco odpocząć po podróży, ale Przyrodnik nie potrafi wysiedzieć na jednym miejscu zbyt długo. Ponieważ większość członków ekspedycji, wraz z „naczalnikiem”, czyli kierownikiem, profesorem Mazurkiewiczem nadal była na stanowisku, czas oczekiwania na ich powrót postanowił skrócić małą wycieczką po okolicy. Na zdjęciu powyżej widzicie dolinę rzeki Serteji.

Dotarliśmy nad rzekę Dźwinę gdzie rozciąga się wioska swoje miano biorąca od rzeki. Od upadku Związku Radzieckiego wioski w obwodzie smoleńskim ulegają stopniowemu wyludnieniu. Mieszkańcy przeprowadzają się do miast lub stopniowo wymierają. W okolicy nie funkcjonuje właściwie żadne rolnictwo – nie widziałem ani jednego pola, ani nawet wypasu bydła. Gdzieniegdzie jedynie widać zbiór siana na paszę. W Sertei zamieszkane są obecnie tylko pojedyncze domostwa. Część z nich przez mieszkańców Smoleńska, którzy mają tutaj swoje dacze. Daje to interesującą, z punktu widzenia archeologa, możliwość obserwacji zaniku drewnianej wsi.

DSC07195_v1Zabudowa wsi w całym regionie jest niemal wyłącznie drewniana. Murowane są tylko budynki dawnych kołchozów.

DSC07213_v1We wsi obowiązkowo znajduje się pomnik poświęcony żołnierzom Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Napisałem „obowiązkowo”, gdyż takie pomniki w Rosji są właściwie wszędzie. Widzieliśmy zanikłą wieś po której pozostał tylko pomnik. Nadal regularnie odmalowywany i zadbany.

DSC07215_v1Najciekawsza była zabudowa gospodarcza, wyglądająca tak, jakby ją przeniesiono wprost ze średniowiecznego Nowogrodu.

DSC07218_v1Opuszczona i zaniedbana chyli się obecnie ku upadkowi…

DSC07220_v1Odpadająca papa i płyty eternitu odsłaniają pierwotne, drewniane pokrycia dachowe…

DSC07205_v1A tej chałupie dach zapadł się do wnętrza. To zapowiada rychły koniec budynku..

DSC07217_v1Niektóre domy są pięknie ozdobione.

DSC07204_v1A już następnego dnia ruszyliśmy do pracy – Przyrodnik w charakterze geoarcheologa, a ja w charakterze jego notatnika…

Czerwone katedry cz. 2 – Bazylea

W chwilowej przerwie w opracowywaniu wyników badań grodzisk wróciłem do wpisu przygotowanego już wiele miesięcy temu, stanowiącego kontynuację krótkiego cyklu o „czerwonych katedrach”. Po prezentacji Strasburga przyszła pora na Bazyleę.

Obecna katedra w Bazylei, położonej w punkcie styku granic trzech państw: Szwajcarii, Francji i Niemiec, w średniowieczu zaś będącej ważnym miastem Rzeszy, jest dziełem niejednorodnym. Podobnie jak w Strasburgu spotykają się tutaj partie budowli późnoromańskiej i gotyckiej, choć sposób współistnienia tych elementów jest zdecydowanie odmienny.

Pierwsza katedra, przeniesiona do Bazylei z nieodległego Augusta Rerica (któremu może warto będzie poświęcić kiedyś wpis) nie została odnaleziona.

DSC09951Relikty zespołu episkopalnego w Augusta Rerica (dzisiaj Kaiseraugst).

Zachowały się natomiast relikty katedry późniejszej, karolińskiej, wzniesionej przez biskupa Haito w IX wieku. Została ona zniszczona w wyniku najazdu Węgrów. Kolejną budowlę, tym razem w niewielkich partiach widoczną także na powierzchni, w murach obecnej świątyni, wzniesiono z fundacji Henryka II i jego żony Kunegundy.

DSC09893_v1Rzeźba fundatora katedry – Henryka II.

Jest późniejsza od innej rzeźby tego samego cesarza, wykonanej w także ufundowanej przez niego katedrze w Bambergu:

Zupełnie inna para kaloszy, zupełnie inny styl i zupełnie inny smak… Lata 70. XIII wieku to okres, kiedy wyraźnie odchodzono już od antycznego stylu znanego z Bambergu i Naumburga w stronę form zapowiadających już wyraźnie poklasyczną sztukę XIV wieku…

DSC09805_v1Fasada zachodnia obecnej katedry pochodzi głównie z XIII wieku. Widoczny jest portal główny, silnie przekształcony w stosunku do oryginalnej, XIII – wiecznej konstrukcji (jej rekonstrukcję możecie obejrzeć na stronie internetowej katedry). Na północ od niego znajduje się grupa św. Jerzego zabijającego smoka, na południe św. Marcin oddający płaszcz. Warto zauważyć, że boczne portale są niewielkie, niemal pozbawione dekoracji. Nie jest to bynajmniej klasyczny, francuski układ zachodniej fasady katedry.

DSC09813_v1Fragment fasady zachodniej z grupą św. Jerzego (podstawa wieży Georgsturm). W tle, za rzeźbami widoczna partia muru, wzniesionego z żółtego mułowca, odcinającego się od tła, wraz z widocznym łukiem. Jest to fragment wieży z 2 połowy XI wieku, dostawionej do katedry henrykowskiej.

DSC09875_v1Wnętrze wieży św. Jerzego. Wieża wzniesiona została przez budowniczego wież katedry w Strasburgu oraz kościoła farnego w Ulm – Ulricha von Ensingen. Skala budowli jest w porównaniu ze Strasburgiem kieszonkowa. Rozwiązanie także mniej rewolucyjne. Jej budowę ukończono w 1429 r. Sąsiednią wieżę św. Marcina ukończono w roku 1500.

DSC09775_v1Widok katedry od strony wschodniej. Widoczne jest obejściowe prezbiterium, będące prawdziwym architektonicznym palimpsestem. Jego dolne partie to późnoromańska konstrukcja z ostatniej tercji XII wieku. Górna kondygnacja z ostrołukowymi oknami wypełnionymi maswerkiem pochodzi z XIV wieku i jest wynikiem odbudowy katedry dokonanej po zniszczeniach w 1356. Doszło wówczas do trzęsienia ziemi, które spowodowało częściowe zawalenie katedry. Odbudowę podjęto pod kierownictwem Jana z Gmünd, przedstawiciela znanego rodu architektów – Parlerów, zamieszanych w budowę najważniejszych środkowoeuropejskich fundacji kościelnych XIV wieku. Architekt ten pracował także przy trzeciej „czerwonej katedrze” we Fryburgu Bryzgowijskim.

DSC09796_v1Dekoracja rzeźbiarsko – architektoniczna późnoromańskiego obejścia katedry. Dolną kondygnację obejścia zdobią arkady, fryzy ze stylizowanymi wiciami roślinnymi, bogate obramienia okienne, z służkami wspartymi na kamiennych lwach oraz podokapowy fryz, wsparty na niewielkich „atlasach”.

Co ciekawe Jan z Gmünd odbudowując katedrę po zniszczeniach w znacznych partiach wykorzystał starsze, późnoromańskie elementy, wprowadzając jedynie bardziej istotne zmiany jedynie w obejściu chóru.

DSC09786_v1Arkady zdobiące obejścia. Widok od strony monasterium kanonickiego.

DSC09793_v1Kapitel półkolumienki arkady.

DSC09799_v1Późnoromański portal w północnym ramieniu transeptu tzw. portal Gallusa.

DSC09803_v1Późnoromańska rozeta ponad portalem Gallusa.

DSC09820_v1Wnętrze katedry, w kierunku wschodnim. Widoczny późnoromański układ ścian nawy przepruty arkadami międzynawowymi w układzie wiązanym, rozdzielonych przyściennymi, masywnymi półkolumienkami oraz odpowiadających arkadom biforiów empor i okien. Nawę przykryto ostrołukowym sklepieniem.

DSC09857_v1Prezbiterium, widok ku wschodowi. Ponad poziomem późnoromańskich arkad obejścia widoczne są przezrocza empor i poziom okien nawy będący realizacją Jana z Gmünd, z XIV stulecia.

DSC09850_v1Wielokolumnowe, późnoromańskie filary obejścia. Z kapitelami pokrytymi bogatą dekoracją rzeźbiarską – roślinną i figuralną. Bardzo oryginalny sposób rozwiązania podpór.

DSC09840_v1Obejście krypty.

DSC09834Fragment dekoracji rzeźbiarskiej kapiteli filarów w krypcie. Przy okazji warto zwrócić uwagę na „tarczownika”, dzierżącego niewielką, okrągłą tarczę oraz pałkę.

DSC09891_v1Widok na łuki oporowe oraz południowe połacie dachu.

Katedra w Bazylei to budowla niewielka. Dość surowa fasada, zwłaszcza w porównaniu z francuskimi katedrami i czołowymi budowlami niemieckiego gotyku, może sprawiać wrażenie nieco niezgrabnej i przyciężkiej. Jednak urok tej budowli tkwi właśnie w „ludzkiej” skali – całość jest możliwa „do ogarnięcia” i w detalu. Niezwykle zróżnicowanym, związanym zarówno z późnoromańską fazą budowlaną z XII i 1 ćwierci XIII wieku, jak i fazą gotycką z lat 70. XIII wieku (kiedy skupiono się głównie na fasadzie zachodniej), fazą „parlerowską” z wieku XIV oraz wieńczącą dzieło budową hełmów wież.

Czerwone katedry cz. 1, Strasburg

W ramach drobnego uzupełnienia poprzednich cykli katedralnych pomyślałem, że warto jest zrobić nową serię wpisów dotyczących średniowiecznej architektury. W pewnym sensie uzupełni ona istotne braki cyklu o początkach gotyku w krajach Europy Środkowej (czyli głównie w Rzeszy). Brakło tam bowiem wówczas istotnego dla rozważań o niemieckim gotyku dzieła, a mianowicie katedry w Strasburgu.

Cykl będzie krótki. Zasadniczo dotyczyć będzie trzech obiektów – czerwonych katedr. Czerwień w tym przypadku nie ma nic wspólnego z polityką, a raczej kolorem dominującego budulca, mianowicie piaskowca wydobywanego w szeroko rozumianym rejonie górnego biegu Renu. Pochodził on z bardzo różnych wychodni (m.in. z Wogezów i Schwarzwaldu) i nadawał naszym katedrom charakterystyczny rdzawo-czerwony kolor, odróżniający je od żółtawych lub szarych budowli Ile-de-France. Czerwone budowle znajdziecie zresztą w wielu miejscach południowych Niemiec i Alzacji. Możecie się więc spodziewać w przyszłości dalszego dręczenia czerwieniami średniowiecza…

StrassburgKatedra Najświętszej Marii Panny w Strasburgu wznosi się w miejscu starszych budowli z okresu merowińskiego, karolińskiego oraz ottońsko-romańskiego. Z tych starszych budowli zachowały się wyłącznie relikty archeologiczne. Obecna budowla powstawała od około 1180 r., początkowo jako realizacja późnoromańska. Wznoszenie budowli rozpoczęto od prezbiterium i północnego ramienia transeptu.

DSC00163_v1Absyda prezbiterialna katedry. Widok wnętrza ku wschodowi.

DSC00037_v1Północne ramię transeptu. Poprzedzone jest późnogotyckim portalem z XVI wieku.

DSC00222_v1Późnoromańskie kapitele wiązkowego filaru ze skrzyżowania nawy i transeptu.

Już podczas prac nad południowym ramieniem transeptu, w latach 20. XIII wieku zatrudniono grupę rzeźbiarzy pracujących wcześniej w Ile-de-France (w Chartres), pracujących w stylu gotyckim. Działo się to mniej więcej równolegle z aktywnością francuskich rzeźbiarzy w Bambergu. Konstrukcyjnie południowe ramię transeptu nadal jest późnoromańskie, jednak jego dekoracja rzeźbiarska to przykład najlepszych dokonań gotyckiej sztuki. Skupiły się one w rejonie portali transeptu, których zdjęć niestety nie mogę pokazać – w tym roku znajdowały się w remoncie.

DSC00090_v1Szczęśliwie w muzeum katedralnym dostępne były oryginały rzeźb zdobiących portal. Powyżej figura Synagogi. Synagoga, czyli lud Boży starego przymierza jest ślepa, bo nie rozpoznała w Jezusie zapowiadanego Mesjasza, ma złamaną chorągiew i opuszczoną dłoń trzymającą kamienne tablice Prawa.

DSC00091_v1Oraz Ecclesia. W przeciwieństwie do swojej koleżanki dumnie podnosi głowę i zwycięski proporzec. Na głowie nosi koronę, a w ręku kielich nowego przymierza. Gotycka rzeźba to przecież teologia w pigułce.

We wnętrzu katedry rzeźby skupiły się na centralnym filarze południowego ramienia transeptu, zwanym filarem anielskim.

DSC00168_v1Zwróćcie uwagę na charakterystyczne cechy tych rzeźb – bardzo naturalnie potraktowane, swobodne sylwetki ludzkie, posadowione na konsolach i zwieńczone charakterystycznymi baldachimami, z motywami architektonicznymi. Odpowiadają one sposobowi potraktowania dekoracji rzeźbiarskiej w Bambergu oraz nieco późniejszym dziełom z Naumburga i Miśni.

DSC00179_v1Rzeźby aniołów z tryumfalnymi trąbami.

A tutaj dla przypomnienia anioł z Bambergu.

DSC00203_v1Filar skrzyżowania naw. Widok ku zachodowi, we wnętrzu południowego ramienia transeptu. Jak widać ma on jeszcze formę całkowicie późnoromańską, z charakterystycznym dla późnych faz tego stylu barokowym rozpasaniem, które nakazało twórcom rozdzielenie służki na dwie.

Od około 1240 roku rozpoczęto w Strasburgu wznoszenie korpusu nawowego katedry. Tym razem rola gotyku nie ograniczyła się wyłącznie do dekoracji rzeźbiarskiej. Całość skonstruowano zgodnie z francuskimi wzorcami, ale dostosowano do istniejących już elementów z wykorzystaniem ław fundamentowych budowli romańskiej. Dzięki temu szerokość korpusu wyniosła 36 m, zaś wysokość 32 m. Nadało to wnętrzu katedry nietypowe, nieco przysadziste proporcje.

DSC00162_v1Wnętrze katedry w kierunku wschodnim.

DSC00207_v1Przęsło korpusu katedry w Strasburgu. Zastosowano strukturę trzykondygnacyjną z poziomem okien nawy głównej, poziomem triforiów, osobno doświetlonych, co wymagało zastosowania specjalnej konstrukcji przykrycia dachów naw bocznych oraz poziomem arkad międzynawowych. Wzorcem dla korpusu katedralnego był korpus wznoszony nieco wcześniej w Saint-Denis.

Dla porównania przęsło korpusu Saint-Denis.

DSC00228_v1W dekoracji rzeźbiarskiej tej partii budowli wykorzystano naturalistycznie potraktowane motywy roślinne, znane nam już z Reims oraz z Naumburga, Miśni, a także Wrocławia.

DSC00231_v1Inny przykład kapiteli wiązkowych filarów. Ich osobliwością jest niespotykany wcześniej stopień złożoności – są otoczone przez 16 służek.

Dla porównania kapitele w obejściu katedry we Wrocławiu.

DSC00296_v1Korpus katedry w Strasburgu. Widoczne łuki oporowe, zaś pod nimi dwuspadowe dachy nad nawami bocznymi, które umożliwiły doświetlenie kondygnacji triforiów.

DSC00088_v1Wnętrze katedry pierwotnie rozdzielono lektorium, którego fragmenty można obecnie oglądać w muzeum katedralnym.

Fasadę katedry zaczęto budować po 1275 r., kiedy zakończono wznoszenie korpusu. O ile ten naśladował wzorce francuskie, to fasada stanowi dzieło oryginalne, wyznaczające nowe trendy rozwoju architektury gotyckiej Rzeszy. Powstanie fasady przypisuje się Erwinowi von Steinbach, wymienianemu w źródłach z końca XIII wieku. Zachowały się projekty jego autorstwa.

Projekt fasady autorstwa Erwina von Steinbach według Wikimedia Commons.

DSC00025_v1Główny portal zachodni katedry.

DSC00026_v1Tympanon portalu.

DSC00027_v1Dekoracja rzeźbiarska portalu. Forma konsol oraz baldachimów wyraźnie wskazuje, że jesteśmy już w zupełnie innym miejscu w rozwoju rzeźby gotyckiej.

DSC00018_v1Projekt Steinbacha został zmodyfikowany w latach 80. wieku XIV. Ponad galerią królewską (zapożyczoną z katedr francuskich, wznoszącą się ponad rozetą), pomiędzy trzonami wież wzniesiono dodatkowe pomieszczenie, tworząc gigantyczną platformę łączącą dwie wieże oraz pomieszczenie na dzwony. Fasada katedry, która wcześniej w ogólnym zarysie przypominała model paryskiej Notre Dame zyskała zupełnie nową formę.

DSC00034_v1Potęga masywu, który wówczas powstał jest widoczna gdy spojrzymy na niego od strony korpusu.

W XV wieku rozpoczęto starania nad dalszym podniesieniem wież, a ściślej wieży północnej. Architekt Urlich von Ensingen wzniósł konstrukcję tzw. oktogonu – pustego w środku trzonu wieży. W narożnikach jest on flankowany przez spiralne klatki schodowe.

DSC00276_v1Zbliżenie oktogonu z platformy pomiędzy wieżami.

W dalszej kolejności, dopiero w latach 30. XV wieku wzniesiono niezwykły hełm wieży, który kończył kolejny już architekt, pochodzący z Kolonii Johann Hültz. Pochodzenie architekta mogło mieć wpływ na formę hełmu, wyraźnie wzorowanego na projektach stworzonych właśnie dla katedry w Kolonii oraz na hełmie katedry we Fryburgu Bryzgowijskim. Jednak stożkową, maswerkową konstrukcję wzbogacono o dodatkowe maswerkowe elementy, skrywające schody prowadzące na sam szczyt.

DSC00285_v1W ten sposób powstała jedna z najbardziej niezwykłych konstrukcji późnego średniowiecza. Wieża osiągnęła wysokość 142 m, stanowiąc jedną z najwyższych budowli średniowiecznej Europy.

Znów remonty

Dwa lata temu pisałem o remontach, które siatką rusztowań przykryły zwiedzane przeze mnie średniowieczne kościoły i katedry we Francji, Niemczech i Belgii. W tym roku podobnych rozczarowań także nie zabrakło. Tradycyjna wyprawa śladami średniowiecznej architektury przyniosła kolejne niemiłe doświadczenia. Jasne jest, że zabytki wymagają opieki, a funkcjonowanie gotyckiej katedry to stan nieomal permanentnej budowy, ale czy to musi przytrafiać się właśnie mnie, kiedy specjalnie jadę setki kilometrów, by zobaczyć/sfotografować zabytek?

DSC09617_v1Fryburg Bryzgowijski – główna, zachodnia wieża katedry, z piękną „czapką” z rusztowań…

DSC00278_v1Strasburg – widok z wież na transept. Południowe ramię transeptu, niezwykle ważne dla historii architektury, gdzie pojawił się gotyk na terenie Rzeszy, zasłonięte rusztowaniem…

DSC01354_v1Neuwiller-lès-Saverne w północnej części Alzacji. Kościół opacki Saint-Pierre-et-Saint-Paul. Rusztowania zasłoniły część z XII wieku.

DSC01370_v1Wewnątrz jednak zasłonięto całą część budowli, od zachodniej linii transeptu. Dzięki temu nie zobaczyłem najstarszej, jedenastowiecznej partii, wraz z kryptą.

DSC01365_v1A na zewnątrz fajnych późnoromańskich i wczesnogotyckich portali.

Wrrrr…

Antepedium na marginesie Conversio Gentis Pomeranorum

W okresie świątecznym postanowiłem dać sobie spokój z pracą. Pora odpocząć po intensywnym i dość długotrwałym sezonie. Oczywiście tak do końca mi się to nie udało. W międzyczasie pracowałem nad GISami dla naszych grodzisk, a w wolnych chwilach odrabiałem zaległości w lekturze czytając książkę Stanisława Rosika, Conversio gentis Pomeranorum, wydaną w 2010 roku (powinienem więc przeczytać ją dawno temu, ale jakoś się nie składało).

Książka monumentalna, dobra, fajna ale na pewno zawierająca sporo tematów do dyskusji. Jednym z drobiazgów, które zwróciły moją uwagę jest historia cudu, jaki wydarzyć się miał w Wolinie. Otóż w trakcie wyprawy misyjnej Ottona z Bambergu wzniesiono kościół pod wezwaniem św. Wojciecha i św. Jerzego. Kiedy jednak biskup-misjonarz opuścił na jakiś czas miasto, jego mieszkańcy zatęsknili do dawnych wierzeń i przywrócili kult pogańskich posągów bóstw. Miało to miejsce podczas igrzysk zorganizowanych w mieście. Pod koniec imprezy w mieście rozszalał się pożar trawiąc je niemal w całości. Częściowo spłonął też kościół jednak zachował się w cudowny sposób wizerunek ukrzyżowanego Zbawiciela pomimo, że spłonęły otaczające go przedstawienia NMPanny oraz św. Jana. Zdarzenie to zinterpretowano jako cud – pożar miał być wyrazem gniewu Boga, ocalenie wizerunków zaś wyraźnym znakiem mocy Opatrzności.

DSC01968Otton z Bambergu na płycie nagrobnej z XIII wieku, przechowanej w opactwie na Michelsbergu.

S. Rosik umiejscawia oczywiście wspomniane wydarzenia w literackim kontekście żywotów Ottona. Jednak na stronie 313 i w przypisie 1338 zastanawia się nad samymi przedstawieniami. Znajdować się one miały na tkaninie okrywającej front ołtarza. S. Rosik w tym kontekście zastanawia się czym owa tkanina była, sugerując że może chodzić o obrus. Właściwą interpretację tego materiału przedstawił Marian Rębkowski wskazując, iż chodzi o antepedium, czyli przedstawienie umieszczane na frontowej płycie ołtarza. Wykonywano je w średniowieczu w różnych technikach i materiałach, od metali (zwłaszcza złota i srebra), przez kamień, drewno, mozaikę po haftowane materie.

Drugi problem, który rozważał S. Rosik to ikonografia przedstawienia antepedium. Obecność Ukrzyżowanego, Marii i św. Jana wskazuje dość wyraźnie na charakterystyczny rodzaj, niemal kanonicznego przedstawienia, w którym pod krzyżem stoją właśnie Maria i Jan, a który pochodzi z opisu Ewangelii Jana 19,25-27. W teologii katolickiej wydarzenia te interpretuje się jako szczególnie istotne w kontekście eklezjologii i kultu maryjnego. Były więc szczególnie chętnie przedstawiane. S. Rosik przywołuje te informacje, jednak wskazuje, że autor żywotu „nie określił, którego św. Jana przedstawiał spalony wizerunek” i przypomina, że jednym z patronów biskupstwa wolińskiego był św. Jan Chrzciciel.

Nie jest mi znany żaden średniowieczny wizerunek, który przedstawiał by Ukrzyżowanego w otoczeniu Marii i Jana Chrzciciela. Uzasadnienie teologiczne takiego schematu ikonograficznego byłoby dość skomplikowane. Natomiast olbrzymia popularność „grupy ukrzyżowania” z Janem Apostołem w sztuce średniowiecznej nakazuje w tym kontekście myśleć o takim właśnie, „kanonicznym” przedstawieniu.

Dobrą analogią tego jak wyglądać mogło takie spalone antepedium jest zabytek eksponowany w muzeum w Szlezwiku (w Schloss Gottorf):

DSC08539_v1Antepedium to jest nieco późniejsze i ma późnogotycką stylistykę (choć mówienie w tym przypadku o stylowości jest nieco na wyrost – to przykład raczej prowincjonalnej sztuki). Mimo kiepskiej jakości zdjęcia (oświetlenie w muzeum nie sprzyja fotografowaniu, podobnie jak szklana gablota) widać wyraźnie grupę ukrzyżowania z Chrystusem, Marią i młodzieńczym Janem.

I nie jest tutaj szczególnie istotne, czy wydarzenia zawarte w żywocie są odzwierciedleniem rzeczywistych, czy też mają jedynie charakter fabularny. Bez wątpienia Autor Vita Prieflingensis zapewne niejednokrotnie widział takie przedstawienia na ścianach kościołów, łukach tęczowych, antepediach ołtarzowych i kartach iluminowanych ksiąg. Najpewniej takie więc przedstawienie miał na myśli opisując wolińskie miraculum.

Jeszcze o średniowiecznych „betoniarkach”

Pamiętacie wpis o średniowiecznych betoniarkach, z których jedną, odnalezioną w Poznaniu, uznano za misę chrzcielną? Wpis wywołał całkiem rozbudowaną dyskusję, jak na realia tego bloga, w której pojawiły się wpisy broniące interpretacji zaproponowanych przez poznańskich badaczy. Nie rozstrzygając tego sporu wspomnę jedynie, iż jednym z zarzutów, które stawia się utylitarnej interpretacji podobnych obiektów, bywały w literaturze przedmiotu wątpliwości dotyczące tego, czy taka „betoniarka” mogła w ogóle działać. Chodziło o to, czy zastygająca zaprawa nie uniemożliwi przypadkiem obrotu ramion kieratu.

Jako osoba, która nie całe życie była archeologiem, ale ma za sobą epizod pracy na budowach (jeszcze w liceum, później na studiach), wiem, że zaprawa zazwyczaj nie zastyga dopóki jest mieszana. Pewnym argumentem mogą być doświadczenia, które wykonywane są na Wyspach, a które można obejrzeć na filmiku:

Wygląda na to, że jednak działa, choć straszliwie skrzypi. Urządzenie jest ponoć przenośne.