Tryumfy i klęski PolSEx-u

W sierpniu 2016 wraz z Przyrodnikiem ponownie odwiedziliśmy Rosję. Tym razem jednak wyjazd nie miał charakteru kameralnej wyprawy, jak w roku poprzednim. Była to prawdziwa ekspedycja, w którą zaangażowanych było łącznie 11 osób. Przyrodnik nazwał ekspedycję przecudnie: PolSEx – Polish Serteya Expedition. Do udziału zaangażowani byli geolodzy, biolodzy, archeolodzy i moja Małżonka. Celem było zdobycie bogatych materiałów źródłowych, szczególnie różnej maści próbek i rdzeni, które posłużyć by mogły do rekonstrukcji środowiska w rejonie Sertei. Badania nasze miały być realizowane przy właściwej ekspedycji sertejskiej, zorganizowanej przez Andreya Mazurkevicha i Muzeum Ermitaż w Petersburgu.

Pech prześladował ekspedycję od samego początku. 2 dni przed wyjazdem okazało się, że nie dotarła Zielona Karta jednego z pojazdów. Po gorączkowych ustaleniach zdecydowaliśmy się, że pojedziemy na raty: pierwsza tura złożona z dwóch aut zabierze 7 osób, w tym mnie i Małżonkę. Druga tura, pojedynczy samochód z przyczepką, na której znalazł się sprzęt: świdry, młot, rynienki do pobierania rdzeni miała wyruszyć kiedy tylko dotrze Karta, wysłana przez ubezpieczyciela pocztą. W samochodzie geologów udało się pomieścić świder ze specjalną końcówką do pobierania rdzeni, kilka korytek plastykowych do ich pomieszczenia oraz trzech dzielnych członków geologicznej załogi.

Podróż w pierwszym etapie poszła gładko. Nocowaliśmy na Łotwie w campingu Ozianna. Fajne miejsce, z przyjazną obsługą, drewnianymi domkami i banią…

DSC04060Tu spaliśmy…

Trudniejszy był etap drugi. Na granicy łotewsko – rosyjskiej spędziliśmy 8 upojnych godzin. To dotychczasowy rekord. Napotkani Rosjanie twierdzili, że to dlatego, że kończą się turnusy i mieszkańcy Federacji gromadnie wracali do kraju z wakacji w zachodniej części kontynentu. Tak czy inaczej, do obozu ekspedycji sertejskiej dotarliśmy w nocy.

DSC04066Następnego dnia, rano, w obozie…

Druga część ekipy wyruszyła we wtorek. W środę dotarli na granicę. Tam spędzili 28 godzin. Ponieważ ciągnęli wypełnioną sprzętem badawczym przyczepkę uznano ich za ciężarówkę, wiozącą do Rosji „gruz”, czyli ładunek. Trafili więc na kanał obsługi dla TIRów. Tam, oprócz licznych pertraktacji z obsługą przejścia mieli okazję trafić na rentgen dla ciężarówek. Ostatecznie , gdy okazało się, że konieczne będzie korzystanie z usług urzędów celnych w samej Moskwie, zawrócili na Łotwę. Powodzenie wyprawy stanęło pod znakiem zapytania.

W tym czasie pierwsza część ekipy zabrała się za działalność badawczą. Na pierwszy ogień poszło zbieranie próbek z torfowiska, położonego nieopodal obozu ekspedycji i zespołu stanowisk nad rzeką Serteyą.

DSC04074Odwierty na torfowisku.

W kolejnych dniach geolodzy zajęli się dalszą działalnością naukową, a ja z Małżonką dołączyliśmy do ekipy archeologicznej, która znacząco poszerzyła obszar badań w rejonie, w którym w zeszłym roku, wraz z Przyrodnikiem, znaleźliśmy szkielety ludzkie z neolitu.

Tak wyglądał nasz malutki „szurf” – czyli sondaż w zeszłym roku.

DSC04085A tak, to samo miejsce, wyglądało w momencie naszego przyjazdu…

Tymczasem Przyrodnik wraz drugą częścią ekipy postanowił raz jeszcze spróbować przedostać się przez granicę. Przyczepkę zostawili na campingu, na Łotwie, spakowali niezbędny sprzęt do samochodu i wyruszyli. Tym razem granicę udało się sforsować. Ekipa była cała. Ale nie był to koniec problemów…

DSC04115Najbardziej mokry sierpień od lat był problemem drugorzędnym. Czasami trzeba było pchać ekspedycyjne UAZy, czasami przydawała się wyciągarka, jak tutaj…

Nie łatwiej było geologom, patrolującym okolicę w starym, niezawodnym Passacie (zdjęcie Bartka)…

I Citroenowi biologów, którzy stanowili znaczący składnik drugiej części ekspedycji, która dojechała później (zdjęcie Bartka)…

DSC_0664Jakoś przetrwaliśmy też wielką burzę, która spowodowała obalenie drzew na jedyną drogę wiodącą do obozu…

Później czekała na nas już tylko awaria citroena biologów, którym podróżował też Przyrodnik. W samochodzie przestał pracować jeden z cylindrów i rozwaliła się chłodnica. Na stacji benzynowej pod Wieliżem, właśnie wtedy gdy wyruszaliśmy do Pskowa wyciekł cały płyn chłodzący. Mieliśmy wiele szczęścia, że udało się nam znaleźć mechanika, który prowizorycznie to naprawił. To znaczy – naprawił chłodnicę, cylinder nadal nie pracował.

DSC_0666Niestety, z podróży do Pskowa musieliśmy zrezygnować. Brakujące części, niezbędne do uruchomienia cylindra doszły by w ciągu jednego lub dwóch dni. Naprawa to zajęłaby kolejne, a do tego niedziela i jakieś święto. A czas pobytu w Rosji, wyznaczony wpisanymi w „Migracionną Kartę” datami, nieubłaganie zbliżał się do końca. Nie mogliśmy czekać. Zdecydowaliśmy się ruszyć ku granicy z Łotwą nie w pełni sprawnym pojazdem. Tam czekał nas epilog pasma nieszczęść…

Na granicy spędziliśmy już tylko pięć godzin. Głównie na czekaniu. Rosjanie odprawili nas całkiem sprawnie. Gorzej z Łotyszami. Trafiliśmy chyba na jakąś zmianę służby, bo przez dwie godziny właściwie nic się tam nie działo. Strażnicy chodzili, rozmawiali ze sobą, ale żaden samochód nie zjechał z przejścia. Kiedy w końcu dotarliśmy do odpowiednich budek, zamiast rutynowej pobieżnej kontroli połączonej z rytualną papierologią, czekały nas ciekawsze doświadczenia. Skierowano nas na dokładną dokładną kontrolę do wydzielonego pomieszczenia. Najpierw na zamknięty kanał wysłano citroena biologów, a tuż za nim znalazł się nasz samochód. Wyobraźcie sobie: pełne przejście, dziesiątki samochodów z rejestracjami łotewskimi, rosyjskimi, niemieckimi. A na „trzepanie” skierowano wyłącznie dwa pojazdy z Polski. Musieliśmy wyjątkowo podejrzanie wyglądać. Ostatecznie celnicy nie zaglądali do każdej pary brudnych gaci i skarpet. Jedyną ofiarą kontroli stała się puszka polskiej szynki konserwowej, którą jeden z kolegów zachował na podróż powrotną. Uznana za niebezpieczny przetwór mięsny, wkraczający z wrażej Rosji w granice Unii, została wyrzucona do kosza na śmieci. Mniej więcej w tym samym czasie jeden z łotewskich strażników granicznych tłumaczył jednemu z naszych geologów, który dziwił się, że w kraju Unii Europejskiej nie może dogadać się po angielsku, że powinien nauczyć się łotewskiego. Tłumaczył mu to oczywiście po rosyjsku… Na nocleg dotarliśmy dopiero w nocy.

DSC_0668I tutaj pochwały należą się właścicielowi łotewskiego campingu, który rozwiał złe wrażenie, jakie pozostało nam po pobycie na łotewskim przejściu granicznym. Okazało się, że nie mógł nas przenocować, bo nie miał już wolnych miejsc (w końcu mieliśmy być w Pskowie, a u niego dopiero nazajutrz), ale załatwił nam noclegi w innym campingu, także w drewnianych domkach. Następnego dnia ruszyliśmy na Litwę. Wydawało się, że to kres nieszczęść. nic bardziej mylnego…

Po nocy spędzonej w „pensjonacie” na Litwie (chcieliśmy zwiedzić po drodze Wilno i Troki, więc nie gnaliśmy do Polski, wiedząc, że w razie czego uruchomimy dla dotkniętego awarią citroena europejski Assistance), część ekipy obudziła się wśród anielskich zapachów szamba. Okazało się, że wybiła woda z ubikacji i spod prysznica, zalewają położoną obok łazienkę i jadalnię oraz zbliżając się do sypialni. Gdyby więc przyszło wam kiedyś do głowy nocować pod Trokami, w miejscowości Jaworyszki, to przemyślcie sprawę. Może się okazać, że obudzicie się w wybitym szambie.

Następnego dnia ruszyliśmy do Polski. Obyło się bez dalszych problemów.

Zapytacie: a gdzie tryumf? Wszyscy żyjemy. W gruncie rzeczy nie spotkało nas nic bardzo złego. Godziny na granicy, zwalone drzewa, wszechobecne błoto to nic. Pobraliśmy próbki. I przeżyliśmy niesamowite dwa tygodnie, o których w następnych wpisach.

ух ты!

Ponieważ przyjechałem do Sertei głównie jako asystentka Przyrodnika, większość czasu brałem udział w jego geoarcheologicznych poczynaniach. Początkowo mieliśmy wsparcie w postaci ekipy rosyjskich geografów, którzy także wykonywali geomorfologiczne rozpoznanie okolicy.

DSC07232Praca odbywała się z podziałem na dwa stanowiska, przy użyciu dwóch świdrów: rosyjskiego i naszego (czyli holenderskiego). W centrum kadru Przyrodnik świdruje rosyjską ziemię z pomocą Saszy i Sierioży – dwóch studentów historii z Samary, którzy zostali nam przydzieleni do pomocy. Z prawej strony ekipa rosyjska.

DSC07223A tutaj obie ekipy razem. Trwa dyskusja: gytia to (czyli po rosyjsku sapropiel) czy też nie gytia?

DSC07234Niektóre odwierty były dość głębokie. Przyrodnik postanowił wykonać przekrój przez całą dolinę w rejonie stanowiska. Wkrótce ekipa rosyjska zakończyła pracę, a na placu boju pozostaliśmy tylko my, wraz z naszymi pomocnikami.

DSC07264W tym miejscu przyrodnik stanął i zadumał się nad genezą krajobrazu Sertei…

DSC07278W pewnym momencie okazało się, że odwierty nie wystarczą. Konieczne było wykonanie „szurfu”, czyli wykopu sondażowego. Zasadniczo chodziło o odnalezienie brzegu jeziora (chodzi o dawne jezioro, którego miejsce zajęła dolina rzeczna). Szurf miał być wyłącznie geologiczny. Przyrodnik wiele sobie po nim obiecywał: miała być gytia, nawarstwienia stokowe i nie wiadomo co jeszcze…

DSC07390Gytia rzeczywiście była w dużych ilościach, co Przyrodnika ukontentowało, bowiem lubi gytię bardzo.  W pewnym momencie pod nawarstwieniami mułków i gytii znaleźliśmy cały poziom wyłożony licznymi gałęziami i korzeniami drzew. Ponieważ w tym momencie wykop zaczął przypominać tradycyjną archeologię mogłem i ja nieco bardziej się ożywić, porzucić zeszyt z przyrodniczymi notatkami i zabrać za eksplorację. Zwłaszcza, że pomiędzy gałęziami występowała też nielicznie neolityczna ceramika…

DSC07418Prawdziwa sensacja nastąpiła jednak później. W kolejnej warstwie, po zdjęciu drewna znaleźliśmy kości. Nie było wątpliwości, że są to kości ludzkie. Nasz osamotniony szurf, którym nikt wcześniej nie zaprzątał sobie specjalnie głowy, stał się centrum zainteresowania całej ekspedycji. A jej szef, czyli Andriej Mazurkiewicz, kiedy tylko zobaczył co znaleźliśmy, wykrzyknął tytułowe „uch ty!”. To pierwsze szczątki ludzkie z tego stanowiska (choć, jak przypomina Przyrodnik, z odległego o ok. 50 m stanowiska w kanale pochodzą inne znaleziska kości, z tego samego okresu). Ich stratygraficzny kontekst, obecność w pobliżu wyłącznie fragmentów neolitycznej ceramiki naczyniowej, wskazywał, że mamy do czynienia z neolitycznym mieszkańcem Sertei.

DSC07426A ja mogłem w końcu zająć się prawdziwą archeologią.

DSC07429Oprócz kości długich, kręgów, żeber i łopatki, w wykopie pojawiła się czaszka. Zęby były doskonale zachowane co pozwoli bez wątpienia zrobić analizy aDNA, radiowęglową i stabilnych izotopów.

DSC07445„Naczalnik” ekspedycji, prof. Andriej Mazurkiewicz, wyglądał na przejętego znaleziskiem. Przyrodnik był nieco zawiedziony – nasz czas w ekspedycji sertejskiej się kończył, a on nie mógł dokończyć geologicznego szurfu, który w międzyczasie stał się bardzo „archeologiczny”.

DSC07505Tempo pracy w wykopie osłabło. Konieczna była znacznie bardziej precyzyjna dokumentacja. Rosyjska ekipa wykonała dokumentację rysunkową, a ja zrobiłem fotogrametrię (za pomocą rosyjskiego programu od Agisoft).

DSC07451Cała ziemia z warstwy obejmującej znalezisko była przepłukiwana.

DSC07507I na koniec jeszcze znaleziona czaszka. Zwróćcie uwagę na brak jedynek – to nie efekt eksploracji. Wygląda na to, że je wybito. Jedynek brakowało też na żuchwie, która znalazła się nieopodal. Kości nie zostały bowiem złożone w porządku anatomicznym, a raczej bezładnie (?) rozrzucone i należały do co najmniej dwóch osobników. Niestety nie mogliśmy uczestniczyć w eksploracji tego wykopu do „calca”. Nasz czas w Sertei zbliżał się do końca. Dalszą eksplorację przejęli w całości nasi gospodarze, a my musieliśmy udać się w dalszą drogę, do Smoleńska i Gniezdowa.

Jak zostałem badaczem neolitu?

W Serteji znajdziemy ślady osadnictwa z niemal wszystkich epok i okresów od średniowiecza po epokę kamienia, ale to z czego najbardziej jest znana to badania neolitu. Szkic dotyczący dziejów osadnictwa w tym regionie i okresie znajdziecie tutaj. Ja napiszę jedynie, że chodzi tutaj o neolit odmienny od tego, do którego przyzwyczailiśmy się w Polsce. Związany nie z rolnictwem (które pojawia się tutaj na dobrą sprawę dopiero w epoce żelaza), ale z łowiectwem i zbieractwem, ale także z pewnymi formami hodowli.

Ekspedycja sertejska prowadziła w tym roku badania na stanowisku Serteya II. To bardzo interesujący zespół odkryty podczas budowy w latach 80. XX wieku melioracji. Zadecydowano wówczas o zalaniu części stanowiska, co pozwala na doskonałe zachowanie drewnianych konstrukcji, które pierwotnie tkwiły w nawarstwieniach organicznych.

DSC07275_v1Drewniane słupy układają się w prostokątne zarysy domostw, interpretowanych jako założenia palowe.

DSC07540Zachowały się trzy horyzonty tych konstrukcji, związanych z kolejnymi funkcjonującymi tutaj jednostkami kulturowymi. Pomiędzy tymi drewnianymi konstrukcjami zachowały się fragmenty naczyń ceramicznych, kościane i drewniane narzędzia, pułapki na ryby, ciężarki, liczne pokonsumpcyjne szczątki kostne, czy sieci z łyka.

DSC07247Badania są prowadzone w tej części stanowiska metodami podwodnymi, z użyciem sprzętu nurkowego.

DSC07251Pompy stacjonujące na pontonie pełnią rolę ejectorów, zasysają materiał z podwodnych warstw kulturowych.

DSC07248Wypompowywany materiał trafia na sita, skąd jest transportowany do bazy, a na miejscu segregowany i klasyfikowany. Baza mieści się kilka kilometrów od stanowiska, w środku lasu, w okolicach wsi Rudnia. Podobnie jak wiele rosyjskich ekspedycji archeologicznych stacjonuje w namiotach (w Polsce to już rzadkość – zrobiliśmy się wygodni).

DSC07242Do transportu służą należące do Ermitarzu pojazdy marki UAZ. Zwykła osobówka, nawet pancerne lokalne Łady, nie dały by rady dojechać.

DSC07230_v1Samochody pełnią zresztą funkcje nie tylko transportowe.

DSC07267Na miejscu rozłożona jest baza polowa.

DSC07536Mieszcząca niezbędny ekwipunek oraz służąca ochronie ekipie…

DSC07235Ze szczególnym uwzględnieniem dużej ilości różnej maści wieszaków i podstawek pod sprzęt do nurkowania…

DSC07266A oprócz wykopów mokrych realizowano także wykop suchy. Który niestety trzeba było w pewnym momencie porzucić…

DSC07305Bo znalazł się w nim granat.

I w sam środek tego neolitycznego raju trafiliśmy razem z Przyrodnikiem…

Go East!

Trzytygodniowa przerwa w funkcjonowaniu bloga nie była spowodowana brakiem chęci, czy też tematów – wręcz przeciwnie – jest ich wiele. Niestety mój dostęp do internetu był mocno ograniczony. Na szczęście mogę to teraz naprawić opisując w odcinkach dzieje mojej wyprawy na wschód.

Wszystko to wina Przyrodnika. Podczas jednej z konferencji trafił nad rzekę Sertejkę w Rosji, w Obwodzie Smoleńskim, gdzie w ramach wycieczki konferencyjnej odwiedzał neolityczne stanowisko, którego badania prowadzi od lat Andriej Mazurkiewicz w ramach Północno – Zachodniej Ekspedycji Archeologicznej Państwowego Muzeum Ermitażu. Po tym spotkaniu Przyrodnik, jako wielki miłośnik Rosji, zaczął regularnie jeździć na około 2 tygodnie w każdym sezonie, na badania w Serteji. Po około 2 latach opowieści z cyklu tysiąca i jednej nocy o cudach wschodu postanowiłem wybrać się razem z nim. Dostałem zaproszenie z Ermitażu oraz z Akademii Nauk Białorusi (by „po drodze” wykonać badania także we wschodniej części tego kraju) i po załatwieniu wiz (co wymagało kilkukrotnych wycieczek do Warszawy) wyruszyliśmy. Pojechaliśmy samochodem Przyrodnika, choć na miejscu kilka razu żałowałem, że nie wykorzystaliśmy Land Rovera. Niestety LR ostatnio coraz częściej jest kapryśny i narowisty, więc mógłby nam wyciąć na miejscu jakiś numer. W dodatku przechodził drobny tunning w postaci wymiany zderzaka, więc musiał pozostać w Łodzi. Przyrodnicza Skoda dała radę, choć po wiejsko – leśnych drogach gruntowych w Rosji jechaliśmy z duszą na ramieniu (to znaczy: ja jechałem, Przyrodnik jest odważny i niczego się nie boi, poza remontami dróg w Białorusi).

Pierwszy postój zrobiliśmy na stacji benzynowej, tuż za granicą białoruską. Musieliśmy tam kupić „ustrojstwo” BellToll – czyli systemu podobnego do polskiego ViaToll, służącego do naliczania opłat za przejazd. W Białorusi większość dróg dwupasmowych (odpowiedników naszych autostrad, choć w Polsce nie spełniłyby norm autostrady), jest płatna. Przy czym opłaty dotyczą tylko obcokrajowców (oprócz Rosjan!) jeżdżących samochodami osobowymi oraz wszystkich ciężarówek.

DSC_0432W tle widać stację benzynową Gazpromu. A skoro mowa o Gazpromie, to koniecznie zaśpiewajmy Hymn Gazpromu, wraz z jego prezesem:

Następny postój zrobiliśmy przy zamku Radziwiłłów w Mirze:

DSC07170_v1A później dotarliśmy do Mińska gdzie przyjął nas Maksim Czerniawski z Instytutu Historii Białoruskiej Akademii Nauk.

DSC07184Widok na zachowane fragmenty historycznego przedmieścia Mińska oraz współczesną zabudowę.

DSC07185_v1Sobór Świętego Ducha, dawny kościół bernardynek.

DSC07186_v1I do kompletu kościół bernardynów, p.w. św. Józefa.

Krótkie zwiedzanie centrum miasta zakończyliśmy w knajpie ze świetnym miejscowym piwem i serowymi zakąskami. Następnego dnia ruszyliśmy do Rosji.

DSC_0434Po drodze minęliśmy całe połacie zarośnięte barszczem Sosnowskiego, który budzi obecnie w Polsce taki postrach. W Rosji rośnie to wzdłuż dróg, a nawet w samym środku tamtejszych wiosek.

DSC0719310 lipca po południu byliśmy już na miejscu docierając do obozu ekspedycji sertejskiej. Wypadałoby być może nieco odpocząć po podróży, ale Przyrodnik nie potrafi wysiedzieć na jednym miejscu zbyt długo. Ponieważ większość członków ekspedycji, wraz z „naczalnikiem”, czyli kierownikiem, profesorem Mazurkiewiczem nadal była na stanowisku, czas oczekiwania na ich powrót postanowił skrócić małą wycieczką po okolicy. Na zdjęciu powyżej widzicie dolinę rzeki Serteji.

Dotarliśmy nad rzekę Dźwinę gdzie rozciąga się wioska swoje miano biorąca od rzeki. Od upadku Związku Radzieckiego wioski w obwodzie smoleńskim ulegają stopniowemu wyludnieniu. Mieszkańcy przeprowadzają się do miast lub stopniowo wymierają. W okolicy nie funkcjonuje właściwie żadne rolnictwo – nie widziałem ani jednego pola, ani nawet wypasu bydła. Gdzieniegdzie jedynie widać zbiór siana na paszę. W Sertei zamieszkane są obecnie tylko pojedyncze domostwa. Część z nich przez mieszkańców Smoleńska, którzy mają tutaj swoje dacze. Daje to interesującą, z punktu widzenia archeologa, możliwość obserwacji zaniku drewnianej wsi.

DSC07195_v1Zabudowa wsi w całym regionie jest niemal wyłącznie drewniana. Murowane są tylko budynki dawnych kołchozów.

DSC07213_v1We wsi obowiązkowo znajduje się pomnik poświęcony żołnierzom Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Napisałem „obowiązkowo”, gdyż takie pomniki w Rosji są właściwie wszędzie. Widzieliśmy zanikłą wieś po której pozostał tylko pomnik. Nadal regularnie odmalowywany i zadbany.

DSC07215_v1Najciekawsza była zabudowa gospodarcza, wyglądająca tak, jakby ją przeniesiono wprost ze średniowiecznego Nowogrodu.

DSC07218_v1Opuszczona i zaniedbana chyli się obecnie ku upadkowi…

DSC07220_v1Odpadająca papa i płyty eternitu odsłaniają pierwotne, drewniane pokrycia dachowe…

DSC07205_v1A tej chałupie dach zapadł się do wnętrza. To zapowiada rychły koniec budynku..

DSC07217_v1Niektóre domy są pięknie ozdobione.

DSC07204_v1A już następnego dnia ruszyliśmy do pracy – Przyrodnik w charakterze geoarcheologa, a ja w charakterze jego notatnika…