Zakończyliśmy badania w Ostrowitem

Badania zakończyliśmy już w zeszłym tygodniu, wraz z końcem września.

Pod koniec września zrobiło się już naprawdę zimno. Wiał naprawdę silny wiatr. Na szczęście przestało padać.

Mimo to prace odbywały się z olbrzymim poświęceniem…

W ostatnich dniach walczyliśmy głównie z jakimiś potwornymi, wielofazowymi gliniankami z okresu rzymskiego. Musieliśmy zwinąć też namiot. Wiatr wiał zbyt mocno.

W zasypisku jednej z jam znaleźliśmy taką niepoprawną politycznie ceramikę kultury wielbarskiej.

Taki przedziwny przedmiot, może zawieszkę, wykonaną z główki kości udowej (mam nadzieję, że nie ludzkiej). Ornamentowaną…

W jednym z wcześniej wyeksplorowanych obiektów znaleźliśmy sympatycznego lokatora. To kumak. Nieźle się maskuje, czyż nie?

Postanowiliśmy go uratować…

Na sam koniec pozostawiliśmy zebranie próbek do analizy zawartości fosforu z rejonu słupowej chaty z okresu rzymskiego. Potencjalnie może to pozwolić nam wyróżnić we wnętrzu chaty sfery o odmiennym przeznaczeniu, np. miejsca przechowywania zwierząt.

Pobieranie próbek nie było łatwe. Wystarczyło kilka suchych dni, by powierzchnia stwardniała na kamień. Próbki dzielnie zebraliśmy, wykop posprzątaliśmy. Prace na stanowisku zakończyliśmy.

Za sobą pozostawiliśmy las, który powoli bardziej zaczyna przypominać wielki skład drewna. Już nic nie będzie tutaj takie samo…

Reklamy

Prace w Ostrowitem zmierzają ku końcowi

Badania w Ostrowitem trwają. Wyjechali studenci z Łodzi, pojawiły się studentki z Poznania. Do tego niewielka ekipa pracowników. Zostało już naprawdę niewiele do zrobienia. Gdyby pogoda była ładna, to najwyżej kilka dni. Niestety pogoda znów nie jest ładna. Znów wypadły z kalendarza dni, w których nieustanne, ulewne opady uniemożliwiły wyjazd na stanowisko.

Niby nad częścią wykopu mamy namiot, ale na stanowisko trzeba jeszcze dojechać. Pole jest niesamowicie rozmięknięte. Droga dojazdowa od strony drogi na Granowo wygląda jak ring do uprawiania zapasów w błocie.

Kilka ładniejszych dni pozwoliło nam nieco popracować. Zabraliśmy się za aneks z rozległym średniowiecznym obiektem, czekający na eksplorację od tygodni.

Oraz za jedyny w tym sezonie grób szkieletowy. Niestety przedstawiał dość smutny widok. Głębokiej orce oparły się tylko nieliczne fragmenty czaszki, kilka żeber i fragmenty kości kończyn górnych…

W przypływie euforii postanowiliśmy otworzyć kolejny kawałek wykopu – pół ara, które wcina się pomiędzy wykopy z 2008 i 2013 r.

Tak to się prezentuje na planie. Tegoroczne wykopy zaznaczone są jako ortofotoplany. Niestety następnego dnia spadł ulewny deszcz.

Po południu postanowiliśmy pojechać na stanowisko. Błotnista droga, rozjeżdżona przez traktory stała się wyzwaniem nawet dla Land Rovera. Dał radę. Podczyściliśmy nowo otwarty fragment wykopu. W sobotę nie było łatwiej. W trakcie pracy niemal bez przerwy siąpiła mżawka. Niby nie przemokły nam ubrania, ale nie było to też specjalnie komfortowe.

Na koniec jeszcze fragmenty naczynia  – sita z okresu rzymskiego. A teraz strefa suchara: jak się nazywa naczynie sitowate z okresu rzymskiego? Situla…

Ukazał się nowy artykuł o Ostrowitem w czasopiśmie Archaeologia Baltica. Jest dostępny tutaj.

Ostrowite. Raportuję dalej…

Odrabiam zaległości – wpisy z Ostrowitego nie pojawiają się dość regularnie, więc teraz nieco zaległego materiału. Ten wpis był przygotowany w zeszłym tygodniu, niestety nie miałem możliwości go wysłać. Czytając pamiętajcie, że wieści są już o tydzień przeterminowane…

W tym roku studenckie ćwiczenia i praktyki terenowe miały nieco inny wymiar niż w latach poprzednich. Oprócz pracy na stanowisku braliśmy udział w uprzątaniu terenu po nawałnicy. Studenci pracowali więc w Lotyniu, pomagając uprzątnąć powalone drzewa.

Braliśmy też udział w porządkowaniu terenu Stacji Acheologicznej w Białych Błotach. Budynki stacji całkiem dobrze przetrwały nawałnicę, zniszczenia były stosunkowo niewielkie. Niestety całkiem sporo drzew zostało powalonych. Tak to wyglądało zaraz po katastrofie:

W pracy bardzo pomogła nowa zabawka Łukasza: quad z przyczepką.

Pod koniec dnia teren bazy wyglądał już na tyle dobrze, że podjęliśmy decyzję o opuszczeniu Kruszki i wprowadzeniu się do Białych Błot. Przenosiny zajęły cały dzień. Bardzo dziękujemy gminie Chojnice oraz sołtysowi i mieszkańcom Kruszki za to, że poratowali nas w najtrudniejszym momencie udostępniając mieszkanie dla ekspedycji.

Tymczasem na stanowisku pogoda nas nie rozpieszczała. Na zdjęciu sprzątanie wykopu po deszczu.

Niektóre z odcinków musieliśmy oczyszczać kilkukrotnie. Po jednym oczyszczeniu następował deszcz, który zamazywał wszystko. I prace można było rozpoczynać od nowa.

Ulewne deszcze niemal codziennie nie ułatwiały także wjazdu na stanowisko. Ziemia była tak rozmiękła, że Land Rover (o masie własnej ponad 2 tony) zostawał okazałe koleiny. Udało się jednak nie zakopać. W tych okolicznościach znacznie lepiej radziło sobie lekkie Suzuki. Niestety, do tego samochodzika nie władujemy zbyt wiele sprzętu.

W zeszłym tygodniu deszczu było jakby mniej. Pojawiało się nawet słońce (Przyrodnik powiedziałby, że cały czas było, tylko niekiedy przysłaniały je chmury).

Można było nieco nadrobić pracę.

Mimo mniej intensywnych opadów nadal nękała nas woda. Tym razem wypływająca z gruntu. Stanowisko tak nasiąkło wodą, że pojawiała się ona we wszystkich głębszych obiektach.

Brak deszczu nie oznaczał, że pogoda zaczęła nas oszczędzać. Musieliśmy zmagać się ze sporym wiatrem, osiągającym w porywach do 25 m/s. Namiot tańczył i podnosił się do góry. Trzymały go tylko solidne kotwy.

W jednej z jam, zapewne związanej z długim domem z okresu rzymskiego, pojawił się całkiem interesujący depozyt fragmentów ceramiki.

A w jednym z obiektów średniowiecznych całkiem spory zestaw ceramiki nawiązującej do typu Menkendorf. Takiego materiału nie było do tej pory w Ostrowitem zbyt wiele. Wszystkiego zaledwie kilka niewielkich fragmentów, o których pisałem tutaj. Materiał ten pochodzi ze starszych faz średniowiecznego osadnictwa, najpewniej z XI wieku i współwystępuje w jednym zespole z nieco bardziej zaawansowanymi naczyniami. Wygląda na to, że tegoroczny sezon może być bardzo ważny dla zrozumienia dynamiki rozwoju osadnictwa wczesnośredniowiecznego i tutejszej produkcji ceramicznej.

Tutaj przykład szczególnie starannie wykonanego i bogato ozdobionego naczynia tego typu. Nadal jest jednak obtaczane tylko w górnej partii.

W ostatnią sobotę mieliśmy już przepiękną pogodę: słońce, delikatny wietrzyk – można nawet było pracować w podkoszulce. Niedziela też była sympatyczna. A w poniedziałek lunął deszcz, uniemożliwiając całkowicie pracę. Część studentów wyjechała. Pojawiła się nowa osoba. Zostały nam 2 tygodnie i pokusa by otworzyć jeszcze jeden, nowy odcinek. Ale czy kapryśna aura nam na to pozwoli?

Ostrowite. Pogoda nas nie rozpieszcza.

Tegoroczny sezon letni w Ostrowitem rozpoczęliśmy z tygodniowym opóźnieniem. Zwykle startowaliśmy w okolicach 15 sierpnia, tym razem początek prac miał miejsce 21 sierpnia. Przyczyną opóźnienia była oczywiście nawałnica, która zniszczyła okolicę i zablokowała możliwość korzystania ze Stacji w Białych Błotach. Ostatecznie, dzięki pomocy gminy Chojnice, udało się zainstalować ekspedycję w mieszkaniu, opodal świetlicy wiejskiej w Kruszce. Dziękujemy pracownikom gminy Chojnice i sołtysowi Kruszki za pomoc. Bez niej rozpoczęcie badań w tym roku byłoby niemożliwe.

Intensywne deszcze oraz tragiczna nawałnica zamieniły pole pana Zenona w bagno. Badania w tym miejscu prowadzę od 2008 roku i nie pamiętam by kiedykolwiek było tutaj tak mokro. Pierwszego dnia, na dzień dobry, zakopał się tu Land Rover. Zawisł na ramie, do połowy osi kół pogrążony w błotnistej, gliniastej ziemi. Konieczna była interwencja traktora. Sam traktor musiał ostrożnie wybierać przejazd. Kilka dni później zakopał się tu kombajn…

Prace rozpoczęliśmy od ręcznego odhumusowania. Niestety – stan pola i dróg dojazdowych powodował, że nawet wjazd koparką mógłby zakończyć się ugrzęźnięciem. Sama maszyna zaangażowana nadal była w akcje sprzątania po nawałnicy, a jej właściciel, zawalony robotą, nie odbierał początkowo telefonów. Ostatecznie koparka dojechała do nas dopiero kilka dni później, poszerzając całkiem już spory wykop.

Nasza praca pierwszego dnia nie trwała długo. Po południu spadł deszcz tak intensywny, że musieliśmy skapitulować. Przemokło wszystko, aż do bielizny.

Pogoda dawała nam się we znaki także w kolejnych dniach. Właściwie codziennie padało. Kontynuowaliśmy jednak pracę odsłaniając pierwsze obiekty. Tuż obok trwa montaż namiotu, który miał nas uniezależnić od kaprysów aury.

Wszystko odbywa się na tle zabudowań gospodarstwa pana Zenona. Dachy budynków gospodarczych nadal przykryte są folią. W tym przypadku wiatr zerwał dach ze stodoły sąsiada. Dach przeleciał kilka metrów uderzając w stodołę i obórkę pana Zenona.

Namiot pomógł, choć nie załatwił wszystkich problemów. Wykop jest bowiem znacznie obszerniejszy. Samo zabezpieczenie namiotu przed wiatrem wymagało zakupu kilku dużych, metalowych kotw. Oryginalne, wkręcane szpilki, nie trzymały się wystarczająco mocno rozmokniętego gruntu.

Praca w odsłoniętej części wykopu. Planujemy przenieść namiot by przykryć duże obiekty, które tutaj znaleźliśmy. najpierw jednak trzeba oczyścić przedpole, eksplorując dziesiątki małych jam posłupowych, które objawiły się w olbrzymich ilościach.

Bohaterowie ostatnich dni… Są ich całe rzędy. Zwykle grupują się parami i… tworzą zarys dużego prostokąta. Prostokąt ma 5,4 m szerokości. W wykopie zarejestrowaliśmy jego część, długości około 8 m. Na obwodzie prostokąta jamy są mniejsze, w większości ułożone parami. Wewnątrz znajdują się większe jamy, wydzielające trzy nawy, szerokości około 1,8 m każda. Wszystko razem to zarys dużego, słupowego domu, charakterystycznego dla okresu rzymskiego.

Roboczy plan przedstawiający relikty długiego domu. Niebieskim kolorem zaznaczone są wykopy z lat 2014-2015, szary jest nasz obecny wykop. Ciemno szare są jamy posłupowe łączone z domem (+ dwie jamy zapewne z tego samego okresu). Kolorem „łosiowym” zaznaczone są inne obiekty (w tym o średniowiecznej chronologii).

Mimo, że mamy dopiero początek września, pogoda jest zupełnie listopadowa. Zimno, temperatury to w najlepszym układzie kilkanaście stopni. Deszcz pada niemal codziennie. Dzisiaj leje. Padało przez całą noc i pół wczorajszego dnia. Musieliśmy dzisiaj zrezygnować z wyjazdu na wykop. Do tego wszystkiego zepsuł się mój aparat fotograficzny. Całe szczęście, dzięki grantowi NCN, mogłem kupić nowy, który szczęśliwie jeszcze działa. Powyżej macie jedno z ostatnich zdjęć zrobionych starą kamerą. Ciekawe czy przyczyną była awaria elektroniki spowodowana wilgotnością?

Krajobraz po katastrofie 2

Po nawałnicy mieszkańcy Lotynia doprowadzają swoją wieś do użytku i porządku. Życie powoli wraca do normalności, ale nadal wiele jest do zrobienia. Zdjęcia zrobione były kilka dni temu.W czasie nawałnicy na podwórku u Łukasza wylądował fragment domu sąsiadów. Po drodze wykopał grządkę marchewek, nieco buraczków i uszkodził trochę kwiatów. Nadszedł czas na usunięcie szczątków.

W międzyczasie do Lotynia docierała pomoc od setek osób dobrej woli. W imieniu jakiejś organizacji religijnej pewien człowiek przywiózł nową piłę spalinową. Małżeństwo prywatnym samochodem dostarczyło komplet ochraniaczy na uszy i twarz dla pilarzy. Dochodziła woda (jest jej już dużo – jeśli nadal chcecie pomóc, nie przywoźcie wody!!!), żywność, obuwie, ubrania. Ktoś przywiózł super profesjonalną piłę spalinową. Nie mógł sobie pozwolić by ją ofiarować, ale wypożyczył na kilka dni. Stacje benzynowe w okolicy dawały paliwo. Ludzie przywozili całe baniaki benzyny do agregatów i pił. Ktoś dostarczył łańcuchy, ktoś inny olej do pilarek. Członkowie klubów off-roadowych pomagali dowozić paliwo i niezbędne produkty, przedmioty, narzędzia, co szczególnie ważne było w przypadku ekip operujących w trudnym terenie.

W parku podworskim w Lotyniu wichura połamała wielkie, ponadstuletnie drzewa.

W akcji usuwania połamanych i stwarzających zagrożenie drzew wzięli udział profesjonalni pilarze – ochotnicy…

… i mieszkańcy.

W wielu domach rozpoczęło się sprzątanie. Nawałnica to nie tylko zerwane dachy ale szkody we wszystkim tym, co znajdowało się na poddaszu czy stryszku. Za kilka dni lub tygodni o nawałnicy zapomną media, a właśnie wtedy ruszy naprawianie dachów. Ubezpieczenie zazwyczaj nie pokryje całości strat. Pamiętajcie, że pomoc będzie potrzebna także na tym etapie.

Wciąż część mieszkańców nie ma prądu. Pracownicy zakładu energetycznego podłączyli do sieci te gospodarstwa, w których nie doszło do zniszczenia infrastruktury. Pozostałe, w których przewody elektryczne zostały zerwane, wciąż czekają na naprawy.

W mediach dużo jest informacji o działaniach służb i wojska. W Lotyniu jedynym widocznym efektem działania wojska są pojazdy z dużymi agregatami, do których można podłączyć dojarki, śrutowniki i inne maszyny rolnicze, wymagające więcej energii niż zwykły sprzęt gospodarstwa domowego. Więcej pomocy wojska tu nie było. Jeśli chodzi o straż, to najbardziej widoczne są jednostki ochotnicze. Spotkałem strażaków – ochotników z województwa pomorskiego ale także np. z Wołomina czy Wadowic.

Albo grupy ratowników – wolontariuszy, jak ten tutaj „człowiek – pająk”.

Było ich nawet więcej…

Kilka dni temu do Chojnic przyjechała premier Szydło. Spotkała się ze strażakami oraz mieszkańcami Lotynia, by podziękować im za pomoc w ratowaniu harcerzy z obozu w Suszku. Delegacja z sołtysem na czele pojechała do Chojnic, gdzie musieli 2 godziny czekać na spóźnioną panią premier. Ta w imieniu rządu obiecała pomoc. Trzymamy za słowo…

Nadal jest co robić…

Pomagają zwykli ludzie. Ci tutaj to pracownicy prywatnej firmy ze Rzgowa pod Łodzią. Przyjechali naprawiać piły i ostrzyć łańcuchy. Mieli zostać kilka godzin i ruszyć dalej. Zostali na kilka dni. Ich profesjonalna pomoc była nieoceniona.

Tymczasem ludzie – pająki wraz ze strażakami – ochotnikami usuwali drzewa stanowiące zagrożenie.

A wolontariusze torowali drogi przez las, by skomunikować ze sobą nawet oddalone przysiółki i kolonie…

Czarny śnieg nad Lotyniem. Liściastych gałęzi jest tak wiele, że nie ma co z nimi zrobić. Mieszkańcy palą je w kontrolowany sposób, by oczyścić teren.

Ostrzenie pił trwało do późna w nocy. Kiedy wstałem rano, około 7.30 już było kontynuowane…Do późna w nocy, w domu pani Lucyny trwało wydawanie posiłków. Sama właścicielka, przemęczona, niewyspana, działająca „na kawie i napojach energetycznych” zasłabła i musiała trafić do szpitala. Na szczęście po podaniu kroplówki wróciła do domu. I do aktywnej pracy. Są na świecie ludzie – roboty 🙂

Niektórzy kończyli pracę przy oczyszczaniu drzew z ułamanych gałęzi już po zmroku.

Ostatnie ustalenia z sołtysem. Później jeszcze spotkanie towarzyskie, przy którym można było odreagować i podzielić się wrażeniami z całego dnia i zasłużony odpoczynek. By móc następnego dnia wrócić do pracy.

Krajobraz po katastrofie. Lotyń, Białe Błota.

Nasze badania wykopaliskowe trzeba było przesunąć na kolejny tydzień, a ja sam tymczasem pojechałem do Lotynia i Białych Błot by zobaczyć jak wyglądają sprawy. Nie wyglądają dobrze.

Jadąc od strony Świecia ślady wyraźniejszych zniszczeń widać już za Tucholą. Wcześniej przy drodze leżą pojedyncze drzewa. Prawdziwie przerażający krajobraz można zobaczyć za wsią Żalno, która swego czasu znana była z niezwykle skutecznego radaru gminnego, który bezlitośnie łapał kierowców, próbujących jechać zbyt szybko, budując w ten sposób budżet gminy Kęsowo. Na zdjęciu jedno z obejść w Gockowicach. Zniszczone dachy, połamane drzewa…

Kiedy dojechałem na miejsce okazało się, że Łukasz i mieszkańcy Lotynia oczyścili drogę do Stacji. Nie da się tam co prawda dojechać zwykłym samochodem osobowym, ale rowerem, motorem i moim Land Roverem jak najbardziej. Dyskoteka dokonała pierwszego, dziewiczego dojazdu do Stacji. Droga przez las. Niestety lasu już nie ma.

Sama Stacja zasadniczo przetrwała bez większych strat. Niestety rosnące na jej obszarze drzewa zostały powalone przez wichurę. Jedno z nich oparło się o budynek pawilonu mieszkalnego i magazyn.

Sam Lotyń ucierpiał w znacznym stopniu. Oglądałem sytuację już ogarniętą przez mieszkańców. Drogi są już przejezdne.

Nie ma prądu. Słupy energetyczne i telefoniczne połamane jak zapałki.

Nowa inwestycja – plac zabaw dla dzieci.

Niesamowite jest oglądać mobilizację mieszkańców. Wzajemna sąsiedzka pomoc i pełna ofiarności wspólna praca nad doprowadzeniem wsi do porządku. Sztab kryzysowy w prywatnym domu. Tutaj przygotowywane są kanapki i posiłki.

Stąd trafiają do domów przygotowywane wcześniej paczki z żywnością. Do Lotynia dociera masa pomocy. Nieustannie dojeżdżają samochody zwykłych ludzi i prywatnych firm, które dowożą dary. Wielkie dzięki w imieniu mieszkańców za wszelką pomoc.

Polowa stołówka. Ktoś przygotował wielki gar fasolki po bretońsku. Ktoś inny energetyczny żurek (autentycznie – łyżka stała pionowo). Posilają się mieszkańcy pracujący przy usuwaniu szkód, wolontariusze, którzy przyjechali do Lotynia z różnych miejsc w kraju, harcerze.

Dzisiaj dojechała autobusem i samochodami grupa pracowników jednej z firm. Postanowili pomóc usuwać zniszczenia. Poranna odprawa przez podjęciem prac.

Dziesiątki świec Caitasu, które kojarzą się nam z Bożym Narodzeniem pomagają mieszkańcom oświetlać domy. Niektóre długo czekały na to by je wykorzystać. W całej wsi nie ma prądu, nieustannie warczą agregaty. Świece są niezbędne dla oświetlania domów.

Wciąż podstawowa praca to zabezpieczanie domów i usuwanie powalonych drzew. Nadal niezbędne są piły, które pracując po 8 godzin dziennie psują się na potęgę. Wciąż niezbędne jest paliwo do pił i agregatów. Potrzebne są też same agregaty.

Sołtys Lotynia nie zyskał takiej medialnej sławy jak sołtys Rytla. Ale on też musi się zmierzyć z masą pracy i obowiązków nad koordynacją całej akcji.

DSC00251_v1Dach domu sąsiadów wylądował w ogródku Łukasza.

DSC00230_v1

Ucierpieli nie tylko ludzie, ale także zwierzęta. Rybołów znaleziony przez mieszkańców. Ma złamane skrzydło. Przez 6 dni nie jadł. Został nakarmiony przez znalazcę rybami. Teraz trafi w odpowiednie ręce.

DSC00244_v2

Tylko koty zachowują się jakby nic się nie stało…

Jedno jest pewne – baza w Białych Błotach jeszcze długo nie będzie mogła służyć ekspedycji ostrowickiej. Badania się jednak odbędą. Noclegi zorganizujemy w innym miejscu. Czekajcie na dalsze relacje.

Badania wykopaliskowe w Ostrowitem 2017

Szanowni uczestnicy badań wykopaliskowych w Ostrowitem,

Większość z Was już wie, że z powodu tragicznej w skutkach, potężnej burzy jaka przeszła w rejonie Suszka, Lotynia i Rytla, musieliśmy przełożyć rozpoczęcie naszych badań na inny termin. Oczekuję więc Waszego przybycia 20.08, w niedzielę. Rozpoczęcie badań nastąpi dzień później, czyli 21.08. Najprawdopodobniej w początkowym etapie będziemy zakwaterowani w innym miejscu, niż Stacja Archeologiczna w Białych Błotach. O tym jakie to dokładnie będzie miejsce będę Was jeszcze informował w kolejnych wpisach. Z pewnością będzie się znajdowało w promieniu maksymalnie 15 km od stanowiska w Ostrowitem.