Instalacja Ubuntu/Kubuntu na Asus Zenbook 434

Takie wpisy nie pojawiały się tutaj już od dawna (w ogóle mało co się ostatnio pojawia, zwłaszcza że większość mojej sieciowej aktywności przeniosłem do Twittera). Pomimo to postanowiłem zamieścić kilka wskazówek dotyczących instalacji GNU/Linux w wersji Ubuntu/Kubuntu na względnie nowym laptopie, jakim jest Asus Zenbook 434. Porady dotyczą modelu z procesorem i7, 16 GB RAM i dyskiem SSD 1TB, ale powinny stosować się także do innych wersji. Dotyczyć także będą instalacji dual boot, czyli postawienia linuksa obok windowsa.

 

Zenbook UX434 to bardzo sympatyczny, niewielki sprzęt o przyzwoitej konfiguracji i niesamowitym ekranie 14 i „screen body ratio” 92% (czyli ekranie obejmującym 92% powierzchni pokrywy, co oznacza, że ramki są tu naprawdę niewielkie).

20200420_155954

Niezwykłym elementem jest screenpad, czyli touchpad/gładzik laptopa mający formę niewielkiego, dodatkowego ekranu 5,65 cala, który może zawierać skróty do programów, dodatkową klawiaturę numeryczną lub po prostu miejsce, na które zrzucamy okna programów działających w tle. Więcej informacji o sprzęcie znajdziecie w recenzjach, których nie brakuje w sieci (np. tutaj).

20200420_224636

Komputer jest naprawdę malutki i poręczny. Przypomina niewielkie netbooki sprzed lat, najczęściej o słabej konfiguracji i ekranach 10-11 cali, lecz jest nieporównanie potężniejszy i ma całkiem spory, 14 calowy ekran. Na zdjęciu powyżej leży obok mojego starego, także 14 calowego laptopa Lenovo IdeaPan U430. Jak widać obudowa ASUSa zbiera niestety odciski palców, co jest chyba największym, póki co, minusem tego sprzętu, jaki udało mi się zaobserwować.

Próba instalacji Ubuntu (jeszcze w wersji 19.10, choć na dniach pojawiła się już wersja 20.4) na domyślnych ustawieniach komputera raczej się nie powiedzie. Wystartowanie systemu z pendrive (w wersji live) nie sprawia jednak żadnych problemów:

20200420_174450

Jak widać uruchamia się nawet screenpad, jednak w sposób zaskakujący, z przekręconą o 90 stopni osią ekranu. W trybie live działa właściwie wszystko, poza touchpadem (dlatego do instalacji lepiej będzie podłączyć mysz) i poza systemem logowania za pomocą biometrycznego rozpoznawania twarzy (Windows Hello). Pomimo to nie da się w tym momencie zainstalować Ubuntu na twardym dysku. System tego dysku po prostu nie widzi. Dlatego konieczna będzie zmiana ustawień UEFI. Zanim to nastąpi musicie koniecznie zaktualizować BIOS do wersji powyżej 300. Można to zrobić z poziomu całkiem przyjaznego narzędzia ASUSa służącego do konfiguracji i aktualizacji systemu. BIOS aktualizuje się wówczas całkowicie automatycznie i nie trzeba nigdzie grzebać. Po prostu uruchomcie narzędzie i wejdźcie w zakładkę aktualizacji. Gdy aktualizacja się zakończy, wejdźcie w ustawienia UEFI/BIOS.

Aby wejść do ustawień UEFI/BIOS powinniście włączyć komputer i wcisnąć f2. Gdyby Wam się nie udało, możecie uruchomić UEFI spod Windows, wpisując w systemową wyszukiwarkę UEFI lub BIOS i pozwalając mu uruchomić się ponownie z ekranem „Opcje zaawansowane”. Tu wybierzcie „Rozwiąż problemy” i „Ustawienia oprogramowania układowego UEFI”.

20200426_095700

Powinien pojawić się panel ustawień:

20200426_095740

W którym wybieracie „Adbanced” – „SATA Configuration”. A w ustawieniach dysku zamieniacie domyślny „Intel RST Premium With Intel Optane System Acceleration” na „AHCI”:

20200426_095750

Po zatwierdzeniu tej zmiany system Windows będzie próbował uruchomić się ponownie, ale pokaże błąd i będzie próbował samodzielnie się naprawić. W tym miejscu spróbujcie wymusić na nim uruchomienie w trybie bezpiecznym, a później ponowne uruchomienie w trybie normalnym. Będzie wam potrzebny kod dla odblokowania funkcji szyfrowania dysku BitLocker. System poda wam adres strony, na której uzyskacie swój kod. Można to zrobić z drugiego urządzenia lub choćby telefonu. Albo przygotować sobie kod wcześniej logując się na swoim koncie Microsoft (account.microsoft.com/devices/recoverykey). Najlepiej zapiszcie go sobie, bo przyda wam się jeszcze kilkukrotnie.

Kiedy już system Windows uruchomi się normalnie, z jego poziomu możecie wydzielić sobie osobną partycję, którą przeznaczycie dla Ubuntu. Uruchamiacie linuksa w trybie live by sprawdzić, czy już wykrywa już dysk twardy komputera. Jeśli tak, zainstalujcie system. Podczas instalacji wybierzcie opcję samodzielnego ustawienia partycji dla linuksa. W wolnym miejscu, wydzielonym już spod Windows warto ustawić partycję systemową „/” (ja dałem 30 GB), SWAP (czyli partycję wymiany, ja dałem 3 GB) oraz partycję „/home”, na którą przeznaczcie resztę wydzielonego miejsca. Nie usuwajcie żadnych partycji (poza przeznaczoną na linuksa powinny być jeszcze UEFI, Windows i partycja Recovery). Po zainstalowaniu systemu wszystko powinno działać out of the box. Nawet ScreenPan, w którym wcześniej nie działały funkcje dotykowe. Jest on wykrywany po prostu jako dodatkowy ekran. Należy jedynie skonfigurować jedynie wyświetlanie. W tym celu Obraz ScreenPada należy obrócić o 90 stopni i ustawić w kreatorze pod ekranem głównym laptopa:

screen1

Tak to wygląda w ustawieniach Plasmy KDE, w Gnomie Ubuntu będzie podobnie. W takim ustawieniu możecie zrzucać sobie na ten ekran okna dodatkowych aplikacji, lub np. okna narzędziowe programów graficznych czy multimedia. W KDE możecie pokombinować z umieszczeniem tutaj elementów Plasmy (np. uruchamiania aplikacji).

20200425_214153

Oczywiście, jeśli chcecie aby komputer zużywał mniej energii, po prostu dodatkowy ekran wyłączcie. Będzie wówczas działał jak tradycyjny Touchpad.

Jedynym elementem, który nie działa out-of-the-box jest system biometrycznego rozpoznawania twarzy. Jeżeli wam na nim zależy, możecie pokombinować z Howdy. Jest to opensource’owy zamiennik Windows Hello. Ponieważ jednak deweloperzy Howdy sami stwierdzają, że „This package is in no way as secure as a password and will never be”, ja sam dałem sobie z nim spokój i korzystam z logowania hasłem.

Musicie pamiętać, że za każdym razem, gdy w linuksie zmienią się istotne ustawienia (np. zaktualizuje się kernel lub spróbujecie grzebać w GRUB), to podczas uruchamiania Windowsa, konieczne będzie podanie kodu BitLockera. Przy normalnym użytkowaniu, czy aktualizacjach systemu, nie będzie to konieczne i będzie można zupełnie normalnie przełączać się pomiędzy systemami.

Nowa Mageia – recenzja subiektywna

Słowo „recenzja” w tytule jest zapewne przejawem mojej megalomanii. Nie, nie będzie to recenzja, raczej kilka impresji i uwag…

Nowa Mageia (przepraszam – być może kolejna Mageia będzie „nową Mageią”,zgodnie z applową nową, świecką tradycją wedle której iPad 3 został nazwany „Nowym iPadem”, zapewne dla zmylenia przeciwnika; obecne wydanie jest oficjalnie „Mageią 2”) ukazała się zaledwie dwa dni temu. Wczoraj stara wersja systemu zakomunikowała mi, że już więcej nie będzie wspierana i powinienem zainstalować ową nową. Nie wszystko poszło jak należy – system się zaktualizował, ale komputer nie chciał z nim współpracować. Dopiero świeża instalacja załatwiła sprawę. Być może nie jest to jednak wina samej Magei – moja karta graficzna odmawia bowiem współpracy z niektórymi linuksami (np. Ubuntu czy openSuse). Już kiedyś była w naprawie i na trochę jej się poprawiło, ale teraz chyba znów wariuje… Tak czy inaczej, od dwóch dni mamy nową Mageię (yyy… Mageię 2).

Mageia 2 pojawiła się do ściągnięcia w kilku wersjach, jednak prawdziwą nowością jest wersja Live 64 bity. Do tej pory zarówno Mageia, jak i jej starsza siostra Mandriva w wersji Live (zwanej: One) wypuszczane były wyłącznie w wersji 32 bitowej. Jeśli ktoś lubił brewerie i potrzebował 64 bitowego systemu, musiał instalować wersję Free (w 100% OpenSource) i ewentualnie uzupełniać ją o oprogramowanie własnościowe (np. sterowniki kart graficznych czy wi-fi). Teraz nie trzeba tego robić – mamy wersję Live z własnościowymi sterownikami w 64 bitach…

Twórcy nowej Magei zadbali o aktualne oprogramowanie. Pod maską mamy jądro 3.3.6 (prawie nówka), a użytkownik cieszyć się może KDE 4.8.2 lub Gnome 3.4.1. Osobiście preferuję KDE, które pojawiło się w Magei z nowym task managerem opartym o ikonki, zgodnie z modą wprowadzoną przez Windows Seven:

Domyślnym motywem pulpitu jest już Air, a dekoracje okien to tradycyjny Oxygen. Koniec z motywem ia-ora, odziedziczonym w poprzedniej Magei jeszcze po Mandrivie.

Konfiguracja systemu opiera się w całości na graficznych drakach, znanych z Mandrivy. Nie ma podążania za nowościami w formię „ubuntowego” Centrum Oprogramowania. Mamy tradycyjne, solidne urpmi, które osobiście bardzo sobie cenię i uważam, za jeden z najlepszych managerów oprogramowania.

W porównaniu do poprzedniej wersji nieznacznie zmieniła się szata graficzna Centrum Sterowania Mageia, ale układ pozostał znany od lat. Doskonałości się nie zmienia?

Przeglądu oprogramowania dokonuję zgodnie z osobistymi potrzebami i preferencjami. Mamy więc:

Najnowszy Gimp 2.8.0 w wersji z tradycyjnym interfejsem wielookienkowym, który za pomocą dwóch kliknięć możemy zamienić na nowy…

… i nowym jednookienkowym. Nowy Gimp to nie tylko nowy interfejs, ale cały szereg usprawnień (m.in. widoczne na zrzucie nowe suwaki do kontrolowania cech obrazu, a także nowe funkcje).

Mamy też całkiem nowy Digikam 2.6. Kawał dobrego oprogramowania do zarządzania kolekcjami zdjęć, wywoływania RAW i wstępnej obróbki.

Mamy też MyPaint w wersji 1.0 (przypomnę, że w starszej Magei wszystkie te programy były dostępne w mocno przestarzałych wersjach).

Nie działa za to Qgis! Program jest dostępny w najnowszej stabilnej wersji 1.7.4, ale u mnie po prostu się nie uruchamia. Nieładnie…

Niestety w repozytoriach Mandrivy nie ma innych „archeologicznych” programów – SAGA Gis (dobrze działa pod wine) czy Meshlab.

Prawdziwą niespodzianką był dla mnie nowy moduł konfiguracji tabletów Wacom dla KDE:

Mamy okno konfiguracji pióra:

Oraz klawiszy tabletu:

W porównaniu ze starym konfiguratorem nieco się to zmieniło. Wygląda kulturalnie…

Oprócz KDE 4.8.2 mamy też nowy Gnome 3.4, którego kompletnie nie rozumiem…

Bez wątpienia jest to efekt realizacji tendencji do „tabletowania” biurek systemów komputerowych. Co kto lubi, ale ja chyba jestem konserwatystą…

No cóż – rewolucji może nie było, ale jest za to spokojne, ewolucyjne doskonalenie systemu. Życzyłbym sobie jedynie naprawienia Qgis, bo bez niego pracy nie będzie…

PS Niech mi tylko ktoś wyjaśni, jak to jest, że Firefox, w naładowanej nowościami Magei, jest nadal w wersji 10???

OpenSuse 12.1 okiem mym

… czyli okiem osoby, która z ostatnim Susłem miała do czynienia gdzieś w okolicach wersji 10.1, bodajże jeszcze na KDE serii 3. Tym razem w ramach rekompensaty po utracie Mandrivy (podwójnej – oryginalna Mandriva zamieniła się w jakiś rosyjski, błyszczący wynalazek, równolegle powstała nawiązująca do „starych dobrych tradycji” Mageia, a do tego oba systemy przestały startować na MacBooku*) i próby zastąpienia czymś działającym Kubuntu**, postanowiłem sprawdzić jak wygląda nowiutki OpenSUSE 12.1.

W porównaniu do starszych wersji, które pamiętam sprzed lat docenić należy szybkość. Może nie jest to najszybszy linux świata (do niego mu daleko), ale w porównaniu z tym to Suseł reprezentował sobą kilka lat temu mamy wielki postęp. Działa na pewno żwawiej niż Kubuntu (to żadne porównanie, bo Kubuntu nie naddaje się do użytku).

1. Instalacja.

Cóż – tutaj pojawiły się pierwsze schody. Ściągnąłem wersję KDE – trochę się obawiając, bo na wizytówce napisali „Can be installed as is (no upgrade) – cóż to ma znaczyć? Nie będzie aktualizacji? Cały czas nie wiem – może chodzi o to, że nie upgraduje się do nowszej wersji, albo nie da się za jej pomocą zaktualizować starszej? Tak czy inaczej pakiety da się zaktualizować.

Wypaliłem sobie płytkę, wrzuciłem do komputera, włączyłem i… i nic. Nie ruszyła. Zrestartowałem i tym razem zaskoczyła. Przywitał mnie zielony obrazek, a później równie zielony pulpit systemu w trybie Live. Chwilę się pobawiłem i postanowiłem zainstalować go na dysku. Mimo kilku prób nie udało się. System uparcie twierdził, że nie zainstaluje się na zamontowanej partycji (!!!).

Zrestartowałem komputer i tym razem zamiast opcji „Boot from CD” wybrałem bezpośrednią instalację. Poszło. Instalacja przebiegła bez dalszych problemów.

Kicha pierwsza.

2. Konfiguracja sieci.

Po drobnych korektach wyglądu pulpitu (powiększeniu panelu dolnego, który domyślnie stworzono dla krasnoludków dysponujących wadą wzroku w postaci zaawansowanego dalekowidztwa) przystąpiłem do konfiguracji połączenia wi-fi. Suseł ma specjalny graficzny konfigurator „do wszystkiego” – w tym do sieci:

Konfigurator nazywa się YaST. Są tam specjalne odnośniki do konfiguracji połączeń sieciowych. Jednak próba uruchomienia ich wyświetla komunikat, z którego dowiadujemy się, że konfigurację sieci należy przeprowadzić z Network Management na panelu dolnym. Ughmmm… to po co konfiguratory w YaST? Nie wiem…

Na początku okazało się, że sterowniki do MacBookowego AirPorta, czyli Broadcoma nie zainstalowały się automatycznie (no wielka szkoda – w Ubuntu się zainstalowały). Trzeba było wrócić do YaST, uruchomić konfigurator repozytoriów pakietów i zainstalować pakiet broadcom-wl (przez kabel). Po tym zabiegu poszło. Sieć bezprzewodową skonfigurowałem – działała.

Ale tylko do następnego dnia. Dzisiaj rano działać przestała i nie chciała się uruchomić. Koniec – końców pokasowałem wszystkie połączenia w Network Management i zrobiłem to od nowa. Zaskoczyło i działa.

Kicha druga.

3. Polonizacja systemu.

W czasie instalacji wybrałem opcję języka polskiego, ale pozwoliła ona tylko na ustawienie zegara na czas środkowoeuropejski. Instalacja przebiegła w jęz. angielskim. Pakiety z językiem polskim nie ściągnęły się automatycznie później (jak to ma miejsce w Ubuntu). Nie odnalazłem żadnej opcji umożliwiającej automatyczną polonizację systemu. Wszystkie pakiety językowe dla środowiska KDE, LibreOffice i programów gnomowych musiałem ściągnąć sobie ręcznie.

Szczytem wszystkiego była konieczność ręcznej konfiguracji klawiatury. Okazało się, że mimo wyboru polskiej klawiatury nie można było wprowadzać polskich znaków. Okazało się, że oprócz ustawienia klawiatury w YaST trzeba:

Wejść do centrum konfiguracji KDE i wybrać „Input Devices”

W zakładce „Sprzęt” wybrałem klawiaturę Apple, a w zakładce „Układ klawiatury”klikamy „Dodaj”

Wybrałem język „Polish”, układ polski.

Po zatwierdzeniu miałem polską klawiaturę. Takiej szopki nie miałem w żadnej dotąd testowanej dystrybucji linuksa. Choć pewnie w jakiś egzotycznych wynalazkach udałoby się natrafić na podobną. Ale Suseł to distro pretendujące do miana user-friedly i linuksowego mainstreamu!

Kicha trzecia.

4. Kamera internetowa.

Mamy rok 2011 – każdy właściwie laptop na rynku ma kamerę internetową. Nie spodziewałem się, żeby w OpenSUSE mogły z tym być jakieś problemy, zwłaszcza, że chcąc doprowadzić do użytku MacBookowe iSight na Mandrivie używałem właśnie pakietów rpm od Susła. Niestety sterowniki nie zainstalowały się automatycznie. Wybrałem je w YaST i zainstalowałem. I… nie działa.

Szczerze mówiąc nie wiem na razie jak to naprawić. Jak znajdę chwilę czasu to się pobawię. Ostatnimi czasy nie korzystam często z komunikatorów, więc nieszczęścia nie ma ale kicha jest.

Kicha czwarta.

Więcej kichów nie pamiętam. Zobaczymy co jeszcze się objawi. System oferuje nowe pakiety, sporo oprogramowania pojawia się tutaj znacznie szybciej niż na Mandrivę (np programy GISowskie – Qgis czy GRASS). Wydaje się być wystarczająco responsywny. Prawdopodobnie zagości u mnie na dłużej. Trudno jednak polecić go całkowitym nowicjuszom w świecie linuksa. Może się okazać, że ilość dziwnych, nietypowych problemów i niedoróbek zwyczajnie ich zniechęci.

——

*) Prawdopodobnie wiąże się to z jakimś problemem na styku mandrivowego GRUBa, a rEFIt. W każdym razie system nie bootuje, mimo, że do tej pory, przez ponad 2 i pół roku użytkowania kolejnych wersji Mandrivy na MacBooku nie miałem z tym żadnych problemów.

**) No wybaczcie Ubu-fani, ale tego się po prostu nie da używać. Ja może jestem konserwatywny, ale wolę mieć prawdziwe konto administratora, a nie sudo. No i taki Inkscape czy Gimp pod Kubuntu mulą przeraźliwie. Po prostu nie idzie na nich nic zrobić. A ja lubię KDE i nie widzę powodu by z niego rezygnować na rzecz Gnoma czy Unity. Kubuntu, które wykorzystuje hasło Friendly Cmputing jest tak toporne, że bez topora się do niego podejść nie da.

I Mandriva 2011 RC dla porównania

W poprzednim wpisie była Mageia, więc dzisiaj zobaczymy czym będzie mogła się pochwalić jej konkurencja, nadal funkcjonująca pod szyldem Mandrivy. Dostępna jest obecnie wersja RC1, a więc nie w pełni stabilna, ale na tyle już dojrzała by można było sobie wyrobić zdanie o nowym systemie. System można ściągnąć w formie obrazu ISO płyty DVD (1,2 GB).

Splash nowej wersji Mandrivy. Powiedzmy – mocno minimalistyczny…

Instalacja systemu (wersja Live) przebiega całkiem zwyczajnie – kreator jest ściśle analogiczny do znanego z poprzednich wersji. Na pulpicie brak jest jednak skrótu uruchamiającego instalator i trzeba go sobie poszukać w menu. Niby drobiazg, ale nie ułatwia to specjalnie instalacji osobom niedoświadczonym.

Ekran GRUBa. Także bardzo minimalistyczny.

Pulpit nowej Mandrivy. Widoczny autorski motyw Plasmy, ikony, dekorator okien i panel dolny z managerem zadań działającym nieco jak panel z Windows Seven. Wszystko od rosyjskiej firmy ROSAlab. Ocenę estetyki pozostawiam Wam. Mnie się nie podoba, ale na pewno wygląda oryginalnie.

Część autorskich elementów of ROSAlab nadal nie została przetłumaczona i występuje w cyrylicy…

Za to ekran logowania mi się podoba. Na pewno lepiej odpowiada współczesnym trendom niż dotychczasowe domyślne rozwiązanie.

Nowe menu składa się z trzech części: Welcome to pozycja wyświetlająca ostatnio otwierane pliki i odwiedzane miejsca, Applications wyświetla listę programów uporządkowaną w sposób do jakiego Mandriva nas już przyzwyczaiła w poprzednich wydaniach, Timeframe… o nim później…

Domyślnie na panelu znalazły się plasmoidy będące odpowiednikami znanych z MacOSX szufladek…

Timeframe z menu to sposób prezentacji elementów w linii czasu w oparciu o Nepomuka. Fajna rzecz.

I na koniec sprawdzić należy jak wygląda sprawa programów GISowych. Niestety dobrze nie jest – Qgis w wersji 1.5:

***

Cóż – mamy sezon ogórkowy, choć ogórki niemodne z powodu koli, więc nadrabiam braki w temacie linuksowym. Badania rozpoczynam w połowie sierpnia, wiec do tego czasu raczej archeologicznych wpisów nie będzie. W międzyczasie mam do zrobienia sporo zaległości (sprawozdania, teksty etc) i wakacje. Coś z tych wakacji na blogu powinno się pojawić, zwłaszcza, że plany są ciekawe i bardzo, bardzo średniowieczne…

Ach tak – jest jeszcze tradycyjna wizyta na Wolinie, gdzie powinien zostać wygłoszony referat o barbarzyńskich grobach na Pomorzu.

Mageia – miesiąc po „1”

Mageia1 ukazała się dokładnie miesiąc temu, 1 sierpnia. Była zwieńczeniem projektu zaanonsowanego niemal rok temu – stworzenia forka Mandrivy, przez społeczność, która nie ufała już trapionej przez nieustanne problemy finansowe firmie. Po miesiącach prac otrzymaliśmy nowy (stary) system, a w nim najnowsze KDE 4.6.2, stary Gnome 2.32 (zamiast rewolucyjnej, ale nie do końca rewelacyjnej „trójki”, która nie znalazła się nawet w repozytoriach), jądro 2.6.38.7 i LibreOffice zamiast OpenOffice.org (jakże się dziwnie plotą ścieżki OpenSource w ostatnich latach?).

Jak to działa? Zupełnie jak Mandriva. Zaczynamy:

Grafiki są całkiem „schludne” (jakby powiedzieli moi studenci mili), choć teraz trudno o dystrybucje linuksa, które mają w minimalnym nawet stopniu nie zadbałyby o graficzną oprawę (chyba, że debian).

Wstępna konfiguracja wersji LiveCD, będącej dokładnym odpowiednikiem Mandrivy One. Jak widać wszystkie konfiguratory są żywcem przejęte z Mandrivy.

Splash z KDE 4.6. Na dobrą sprawę jedyną modyfikacją jest tutaj tło i napis, w którym stopniowo pojawiają się nowe „kropki” nad logotypem Mageii.

Domyślny pulpit. Widać motyw graficzny z Mandrivy: ia-ora, opracowany bodajże dla wersji 2007 i od tego czasu nieznacznie tylko polerowany. Szczerze mówiąc nigdy go nie lubiłem…

OK. Instalujemy wersję LiveCD.

Cały proces instalacji i konfiguracji jest dobrze znanym wszystkim tym, którzy już mieli jakieś doświadczenia z Mandrivą. Jedyną różnicą są nieco inne motywy graficzne.

Jak w Mandrivie – domyślny motyw GRUBa jest graficzny. Dlatego nigdy nie lubiłem Ubuntu, w którym GRUB zawsze był brzydki i tekstowy…

Po instalacji automatycznie konfigurują się domyślne repozytoria.

… i przechodzimy przez konfigurator. Znów żywcem wzięty z Mandrivy.

Teraz należy tylko zmienić motyw graficzny z ia-ora (którego nie trawię) na Oxygen Air (który lubię). Jak widać twórcy KDE 4.6.2 uraczyli nas ikonkami, które moim zdaniem są krokiem wstecz.

Które jednak na szczęście można zmienić na wersję znaną ze starszych wydań środowiska.

Przez miesiąc uzbierało się niewiele aktualizacji. Albo wydanie było doskonałe, albo twórcy nie mieli czasu i nie mogli się pozbierać. Jak sami informują chodzi raczej o to drugie, co niestety stawia pod znakiem zapytania funkcjonowanie dystrybucji.

Na sam koniec jeszcze Centrum Sterowania – jak widać przeniesione wiernie z Mandrivy, z podmienionym motywem graficznym. Centrum Sterowania ma być tym co uległo największej chyba przebudowie w nadchodzącej Mandrivie 2011. Zobaczymy…

Na koniec sprawdzian: jest GRASS, jest Qgis (niestety w wersji 1.6, podczas gdy tymczasem ukazała się 1.7), jest GDAL 1.8 i PostgreSQL 9.

Czy warto?

To musisz sprawdzić sam(a). Tak na prawdę jest to Mandriva, z podmienionym motywem graficznym i nowszymi wersjami pakietów. Jeśli zależy Ci na nowym KDE, LibreOffice (który przecież można sobie ściągnąć z sieci indywidualnie), nowszym jądrze, to warto. Ale prawdziwe zamiany pojawią się chyba dopiero w planowanej Mandrivie 2011, która powstaje w kooperacji francusko-rosyjskiej (uwaga na hel!).

Polski portal użytkowników Mageii

Mageia na portalu użytkowników Mandrivy

O pożytkach z używania Linuksa

Okazuje się, że internetowe niebezpieczeństwa czyhają na nas wszędzie. Sieć pełna jest niebezpiecznych pułapek – zwodniczych stron, wirusów, backdoorów i trojanów, gangów pishingujących złoczyńców. Oto jeden z przykładów:

Wszystko zaczęło się od niewinnego poszukiwania w sieci materiału ilustracyjnego:

Chęć sprawdzenia co się kryje pod jednym z obrazków spowodowała automatyczne sprowadzenie Firefoksa do paska zadań i pojawienie się komunikatu:

I tutaj mamy problem – platforma systemową z której prowadziłem poszukiwania sieci był Linux (no dobra – specjalnie dla fanatyków: GNU/Linux), a dokładniej Mandriva. W tym systemie oczywiście nie mam programu Windows Security. Po kliknięciu „ok” (lub wyłączeniu okienka – efekt ten sam), główne okno przeglądarki powiększyło się by pokazać proces „skanowania” systemu:

Był on na tyle szybki, bym nie zdążył zrobić zrzutu, ale zaraz po nim pojawiło się okno powyżej. Okazało się, że w moim systemie „wykryto” kilkanaście wirusów. Przeglądarka automatycznie zaproponowała pobieranie programu, który rzekomo miał całą sytuację naprawić.

A teraz przyjrzyjmy się całej sytuacji krytycznie:

1. Zwróćcie uwagę na okno alertu Windows Security. Problemem jest nie tylko to, że takiego programu nie mam na Mandrivie. To po prostu okno Firefoksa (o czym świadczy niewielka ikonka na panelu okna, w lewym górnym rogu).

2. Okno skanowania wykonano dokładnie na wzór okien Windows Explorera z MS Windows XP. W Mandrivie ich odpowiednik to Dolphin z KDE 4 – wygląda zupełnie inaczej.

3. Rzekomo wykryte wirusy znajdują się na dysku C. Na moim komputerze mam utworzone cztery partycje, które w Mandrivie mają zupełnie inne (uniksowe) oznaczenia.

4. Sygnatury wirusów wskazują, że są to (o ile w ogóle takowe gdziekolwiek istnieją) programy opracowane na platformę Windows. Dla Linuksa zupełnie niegroźne.

5. Rzekomy program naprawczy system zaproponował mi uruchomić w środowisku Wine – (nie) emulatorze Windows na systemy uniksopodobne.

6. Całość to oczywiście odpowiednio spreparowana strona internetowa – pułapka założona w sieci, by przekonać internautów do instalowania niebezpiecznego oprogramowania.

Oczywiście w linuksie byłem cały czas zupełnie bezpieczny. Ale wyobraźmy sobie niedoświadczonego i nie zachowującego czujności użytkownika starszych wersji Windows (prawdopodobnie użytkownicy Visty i Seven nie dali by się nabrać z uwagi na różnice w wyglądzie dekoracji okien i Exploratora). Być może pobrałby i uruchomił proponowany program zabezpieczający i w ten sposób zainstalowałby u siebie na komputerze niebezpieczne oprogramowanie (szpiegujące zapewne).

Wniosek: do wyszukiwania, odwiedzania stron potencjalnie niebezpiecznych, surfowania po sieci warto używać linuksa. Tutaj nawet nie chodzi o to, że sam system jest inaczej zaprojektowany co daje generalnie większe bezpieczeństwo niż w Windows, ale jest po prostu nadal mniej popularny, a więc nie jest obiektem zainteresowania internetowych złoczyńców. Można sobie takiego linuksa zainstalować jako drugi system, lub jako maszynę wirtualną, pod jakimś VirtualBoksem i możemy czuć się bezpieczniej.

A o tym, że szperanie po sieci może być przydatne nie muszę nikogo przekonywać. Ot zupełnie niechcący trafiłem na bloga Guya Halsalla – znanego historyka zajmującego się okresem wędrówek ludów, którego książkę właśnie czytam (Warfare and Society in the Barbarian West 450-900)…

Mandriva 2010.0 i MacBook

Mandriva 2010.0 pojawiła się już jakiś czas temu. Rozmaite sprawy, które wydarzyły się w ostatnich tygodniach nie pozwoliły mi na zajęcie się nowym systemem. Szczęśliwie ostatnio udało mi się znaleźć 2 – 3 godzinki wolnego czasu, by go zainstalować. Oczywiście producent reklamuje cały szereg nowości, które pojawiają się w nowej wersji systemu, prawda jest jednak taka, że różnic w stosunku do 2009.1 Spring nie ma zbyt wiele. Nawet główny motyw graficzny tła jest podobny. Ikonki troszkę podpicowano, by były bardziej glossy i bardziej wektorowe. Ale to szczegół. Jeśli nie musisz koniecznie mieć nowszego jądra i OpenOffice 3.1, zamiast 3.0, a do tego system działa Ci dobrze i zainstalowałeś sobie już KDE 4.3 to lepiej daj sobie spokój. Istotnych nowości jest na prawdę niewiele.

Instalację przeprowadzałem na MacBooku, więc nie jest to instalacja typowa (jedna partycja, bez SWAP, który zrobiony został w pliku). Jakie są efekty moich działań?

Negatywy:

– Oczywiście każdy nowy linuks, to kilka niedoróbek. Dla osoby, która wie co z tym zrobić – nie problem. Dla nowych użytkowników bariera nie do pokonania, zniechęcająca do używania Pingwina. Taki na przykład komunikat, który uparcie pojawiał się po instalacji systemu, zachęcający do aktualizacji do „nowszej wersji”, czyli… 2009.1…

– Pojawiły się też inne drobne problemiki – np. sterownik do Air Porta, czyli makowego Wi-Fi Broadcoma nie instaluje się wraz z systemem, a dopiero po wejściu w zakładkę konfiguracji sprzętu, w Centrum Sterowania. Docenić jednak należy, że działa (w wersji 2009.0 były z tym problemy).

– Nie działa kamera iSight. Rozwiązanie jest proste: na rpmpbone trzeba znaleźć pakiety isight-firmware i isight-firmware-tools z OpenSuse. Okazuje się, że po ich ściągnięciu i  instalacji (zaznaczyć wszystkie, prawy klawisz myszy i „instalacja oprogramowania”), wszystko działa:

Nawet nie jest to zielony obraz, jak w wersji 2009.1.

– Dziwnie działa touchpad. Oczywiście wymaga zainstalowania pakietów synaptics i touchfreeze, ale pomimo to nie jest to pełna obsługa: nie działa mi przewijanie multitouch, choć emulacja prawego przycisku myszy funkcjonuje dobrze. Tego problemu jeszcze nie rozwiązałem.

Pozytywy:

– Dobrze działa KDE 4.3. Pakiety są chyba bardziej dopracowane niż wersja 4.3 od zespołu KDE, dla Mdv 2009.1 Spring. Wreszcie Kbluetooth świetnie wykrył moją myszkę od Logitecha, zainstalował ją i obsługuje wszystko (łącznie z kółkiem), a nawet uruchamia ją automatycznie.

– Może było wcześniej, a ja nie zauważyłem – Compiz wspiera teraz lepiej KDE 4, więc pojawiają się takie „wodotryski”, jak podglądy na obrazku poniżej. Ktoś może powiedzieć – mamy przecież efekty natywne z KDE. To prawda, ale nadal są zdecydowanie mniej wydajne, niż Compiz.

Generalnie polecam, choć jeśli starsza wersja działa u Ciebie dobrze, to chyba nie ma sensu…

Moblin UX

Moblin, czyli MOBilny LINux, to nowy projekt OpenSource firmowany przez Intel. Jego zadaniem jest dostarczenie nowej platformy systemowej na popularne ostatnio netbooki i nettopy, zbudowane z wykorzystaniem mobilnych procesorów Atom. Moblin to jądro linuksa i interfejs oparty na GTK+ z wykorzystaniem komponentów XFCE oraz przeglądarki na silniku Gecko.

Wykorzystując mój uniwersalny netbook typu VirtualBox postanowiłem sprawdzić jak się sprawuje cudo, które ma być konkurentem Androida i Windows Seven w wersji na małe laptopy. Okazało się, że nieco różni się to od reklamowego filmiku, prezentowanego powyżej. Ale od początku…

Na stronie projektu znajdziemy odnośniki do ściągnięcia obrazu płyty instalacyjnej Moblina, którą łatwo można zamieścić na pendrivie (w końcu netbooki zwykle nie posiadają napędu CD/DVD). Obraz powinien mieć 680 MB, ale w rzeczywistości ma… 666 MB. Zawiało grozą!

mob1

System można odpalić w trybie Live, lub zainstalować na twardym dysku. Cóż, bądźmy ambitni – wybierzmy instalację.

mob2

Splash systemu jest całkiem sympatyczny. Stylistyka nieco Androidowa…

mob3

Instalator dziwnie przypomina Ubuntu. Liczba języków do wyboru ograniczona. Ambitni wybiorą hindi lub koreański, ja zostałem przy angielskim…

mob4

Klawiatura…

mob5

I ustawienie zegara… no Ubuntu pełną gębą…

mob6

Partycjonowanie jest nieco inne niż w Ubuntu. Wybieramy opcję. Jak widać przewidziano bezproblemową instalację obok istniejącego już systemu.

mob7

I instalacja…

mob8

Konfiguracja ograniczona jest do minimum. I słusznie – zwykły użytkownik nie musi myśleć o roocie czy mechanizmie sudo.

mob9

I koniec instalacji. A później…

mob10

W trakcie bootowania od czasu do czasu pojawia się takie cudo. Ale tylko na chwilkę.

mob11

Interfejs systemu przypomina nieco rozwiązania z telefonów komórkowych lub PDA. W niewielkich monitorach netbooków to chyba całkiem niezłe rozwiązanie. Nie wiem czemu, ale ikony panelu górnego troszkę się u mnie poprzestawiały…

mob12

Mamy kilka gierek, w tym moje ulubione Frozen Bubble. Na VirtualBoksie nie działało zbyt płynnie.

mob13

Przeglądarka, to krewna Firefoksa, a może raczej Fenneca. Interfejs nieco ascetyczny.

mob14

Znalazło się nawet miejsce dla tradycyjnego managera plików. Związki z XFCE (Thunar) są dość czytelne.

Całość raczej słabo responsywna – działa to powoli, ale może przy bezpośredniej instalacji na twardym dysku i rysowaniu ze wsparciem openGL (popularne w netbookach są karty graficzne Intela) zadziała lepiej.

Aha – próba zainstalowania dodatków VB się nie powiodła. Brak kompilatora. Na instalację komponentów ze źródeł nie mam czasu. Ale pewnie się da, w końcu jądro to zwykły linux.

Nowa Mandriva i MacBook

Krok do przodu i drugą nogą do tyłu…

Tak można by podsumować nową Mandrivę na MacBooku. Wpis jest roboczy, na gorąco, więc może uda się znaleźć rozwiązanie dwóch problemów, jakie się pojawiły. A więc, co działa?

– jak poprzednio – wszystko, poza tym co nie działa 🙂

– działa wi-fi Broadcoma, które poprzednio nie działało. A ściślej, w wersji 2009.0 pojawiły się w repozytoriach pakiety broadcom-wl-kernel i dkms-broadcom-wl, ale po ich instalacji połączenie sięciowe nie było nawiązywane. Co ciekawe była to najlepsza metoda psucia ustawień routera. Po zainstalowaniu tych pakietów i próbie skonfigurowania sieci, router tracił ustawienia (hasło, nazwę etc). Tym razem instalacja przebiega automatycznie po wejściu do Centrum Sterowania i zakładce „Sprzęt”. Połączenie jest, z routerem wszystko w porządku.

– działa kamera iSight, ale działa dziwnie. W wersji 2009.0 jej uruchomienie (do dzisiaj nie wiem jak) udało się po wielu próbach. Odpowiedzialne było chyba kombinowana instalacja isight-firmware (z rpm-ów dla openSuSe) i pakietów SANE do obsługi skanera (nie mam pojęcia na jakiej zasadzie to zadziałało, ale działało dobrze). W nowej Mandrivie 2009.1 niby też działa ten „myk”, ale obraz jest… zielony.

zielonka

– nie działa touchpad! To dość dziwne, bo przy bootowaniu systemu w opcji Live, touchpad nie tylko działał, ale nawet obsługiwał specyficzne dla Apple uruchamianie „prawego klawisza myszy” (dwa palce na touchpadzie i wciśnięcie przycisku). Mam nadzieję, że ten defekt da się naprawić.

A więc prawdziwa beczka miodu w postaci działającego wi-fi skażona jest łyżką (a może nawet całym kubkiem) dziegciu – nie działa touchpad, a kamera wariuje…

Na pocieszenie mam najnowszą wersję Qgis – 1.0.1, która ukazała się niedawno, a z nią kilka nowych wtyczek i parę mniejszych usprawnień.

Aktualizacja:

Zielony obraz kamery to chyba kwestia gstreamera. Objawia się np. w programie Cheese, ale już pod Skype wszystko działa ok. Tym problemem nie trzeba się nadmiernie przejmować (w końcu kamerę mam dla Skype, a nie dla oglądania samego siebie w Cheese).

Mandriva 2009.1 Spring – instalacja dla odpornych

Mandriva 2009.1 Spring ukazała się całkiem niedawno. Ponieważ moim skromnym zdaniem jest to jeden z najłatwiejszych linuksów, polecam go do instalacji wszystkim, którzy nie mieli dotąd do czynienia z tym systemem. Poniżej krok po kroczku opis tego, co należy zrobić, by system uruchomić i z powodzeniem używać u siebie. Przy okazji rozprawimy się z niektórymi popularnymi mitami o linuksie i Mandrivie.

1. Pobieranie.

Mandriva wypuszcza co pół roku kolejne wersje swojego systemu. Jest to odbicie ewolucyjnych zmian – stopniowych, powolnych, ale stałych, które zachodzą w systemie i świecie oprogramowania Open Source. Od wielu juz lat wydawane są trzy podstawowe wersje:

Free – oparta całkowicie na oprogramowaniu OpenSource, na płycie DVD. Darmowa, pozbawiona własnościowych sterowników (np. do kart graficznych NVidii i AMD/Radeonów czy Flash Playera). Nie polecam początkującym!

PowerPack – zawiera własnościowe oprogramowanie (a więc m.in. sterowniki kart graficznych). Jest to duża edycja (płyta DVD), płatna! Jeśli chcesz zaoszczędzić daruj sobie (chyba, że chcesz wspomóc firmę finansowo).

One – ta edycja zawiera sterowniki własnościowe (m.in. do kart graficznych NVidii i AMD) oraz Flash Playera i Javę, jest niewielkich rozmiarów (płyta CD). Jest darmowa. Jest to też wersja Live – można ją uruchamiać wprost z płyty, bez konieczności instalacji na twardym dysku. Tę wersję polecam.

Istnieją jeszcze dwie polskie edycje: PowerPackPL (spolszczony PowerPack, pozbawiony niektórych elementów, tańszy od wersji „francuskiej”), i Xtreme (wydawany przez polski oddział Mandrivy, zwykle z „bajeranckim” wyglądem, zasadniczo nie różni się od PowerPacka, lecz jest w stosunku do jego najnowszych wersji nieco opóźniony, zawiera sterowniki do popularnych w Polsce modemów GSM).

O ile nie chcecie wydawać pieniędzy, macie wolne łącza (jak to w Polsce) i nie chcecie dodatkowej pracy z instalacją własnościowych sterowników, to łapcie się za wersję One. Jej będzie dotyczył ten wpis.

System jest do pobrania z tej strony. Możesz wejść tutaj i wybrać swój plik wprost z mirrora. Należy wybrać wersję Europe2 całkowicie spolszczoną, w wersji KDE lub Gnome (polecam KDE – już stabilne, Gnome będziesz mógł doinstalować później).

Bezpośredni link do pliku z systemem:

ftp://ftp.pbone.net/pub/mandrakelinux/official/iso/2009.1/mandriva-linux-one-2009.1-KDE4-europe2-cdrom-i586.iso

2. Przygotowanie płyty.

Najlepsze są sprawdzone metody. Mandriva pobiera się jako tzw. plik ISO – obraz płyty. Należy go zgrać na CD. Najlepszą metodą jest dwuklik na ikonę pliku – otworzy się nam on w posiadanym przez nas programie do nagrywania. Nie należy nagrywać pliku ISO, jak zwykłego pliku (np. graficznego lub tekstowego).

Jeśli macie zamiar zainstalować Mandrivę jako maszynę wirtualną (np. w virtualboksie), w ogóle nie nagrywajcie jej na płytę. Większość programów wirtualizacyjnych posiada możliwość utworzenia z pliku ISO wirtualnej płyty CD.

3. Bootowanie.

Płytę z nagranym systemem wkładamy do napędu, uruchamiamy komputer ponownie. Musimy się upewnić, czy w BIOSie mamy ustawione bootowanie z napędu CD/DVD. Do BIOSa zwykle wchodzi się wciskając f2, f8 lub klawisz del, bezpośrednio po uruchomieniu komputera. Zwykle pojawia się specjalny komunikat, informujący o tym, jak uruchamia się Twój BIOS. Ponieważ każdy BIOS jest inny, sam musisz zorientować się, jak ustawić bootowanie z CD. Zwykle jest ono domyślnie włączone.

Po pomyślnym uruchomieniu powinien pojawić się ekran z wyborem: uruchomienie Mandrivy, lub bootowanie z twardego dysku. Jeśli nic nie wybierzesz, po chwili zacznie ładować się Mandriva.

md091-2

System może uruchamiać się dość długo. Jest to spowodowane ograniczeniami napędu CD/DVD. Poczekaj cierpliwie.

4. Instalacja

Uruchomi się system i pojawi pulpit.

Jeśli nie podoba ci się jego wygląd – nie przejmuj się, później będzie można go w znacznym stopniu zmienić.
Jeśli coś Ci nie działa – nie przejmuj się, wiele urządzeń (jak kamerki internetowe, czy wi-fi) będzie można uruchomić później.

Przejdź do ikony „instalacja systemu” – kliknij dwa razy. Pojawi się okno:

md091-9

Słowo „druid” może brzmieć dla Ciebie obco – nie przejmuj się. Powiedzmy, że to „kreator”. Lepiej?

Cały instalator jest graficzny. Żadnych czarnych ekranów i białych literek, żadnych matriksów. Po prostu kliknij „dalej”.

Musisz tutaj odpowiedzieć na kilka pytań. Instalator jest bardzo łatwy, ale pojawiają się w nim newralgiczne, ważne punkty. Jednym z nich jest partycjonowanie:

md091-11

Możesz wybrać opcję automatycznego podziału na partycje, ale lepiej jest zrobić to ręcznie. Wybierz więc ręczny podział i pojawi się w nim okno takie jak powyżej (to pod spodem). Na suwaku zobaczysz swoje dotychczasowe partycje (np. windowsowe). Klikając na nie otworzysz edytor, w którym ustalisz rozmiary swoich nowych partycji. Dopóki nie zatwierdzisz zmian, nic się nie stanie, możesz więc poeksperymentować.

Najlepiej będzie jeśli przygotujesz trzy partycje (w tej kolejności):

systemowa (oznaczoną „/”) – to miejsce na którym będzie zainstalowany Twój system. Potrzebujesz na niego 5 lub więcej GB. Jeśli masz mały dysk, wystarczy 5GB, jeśli duży – przygotuj 7-10. Więcej raczej nie ma sensu. Jako rodzaj systemu plików pozostaw domyślny i sprawdzony ext3 lub wypróbuj nowy ext4.

SWAP (oznaczona jako SWAP) – to partycja wymiany, spełnia funkcję podobną do pliku wymiany w Windows. Przeznacz na nią ok. 512 MB (nie więcej niż 1 GB). Kiedyś zalecano dwukrotną ilość pamięci RAM, ale dziś, gdy każdy ma co najmniej 1 GB RAM, nie ma to sensu.

domowa (oznaczona „/home”) – to partycja na której będą się znajdowały Twoje dokumenty, zdjęcia, filmy oraz ustawienia zapisane w plikach konfiguracyjnych). Dowolny rozmiar i system plików ext3 lub ext4.

Wygląda to skomplikowanie, ale taki układ zapewnia znaczne bezpieczeństwo i wygodę użytkowania. Np. jeśli zajdzie potrzeba ponownej instalacji systemu, twoje ustawienia dotyczące wyglądu i ustawień większości programów zostaną zachowane!

Jeśli masz już Windows i chcesz go zachować: po prostu pozostaw te partycje Windows, które mają być zachowane. Możesz nowe partycje linuksowe utworzyć zmniejszając jedną z partycji Windowsowych. Nie powinno to skasować istniejących na niej plików, o ile wcześniej zdefragmentujesz tę partycję. Na wszelki wypadek sporządź kopie zapasowe wszystkich ważnych plików.

Po przejściu przez ten newralgiczny element, dalsza instalacja jest już łatwa. Wystarczy zatwierdzać domyślnie podane ustawienia. Zakończ ją i w odpowiednim momencie wyjmij płytę z systemem, po czym ponownie uruchom komputer.

Pojawi się ekran wyboru systemu, zawierający m.in. Twój stary Windows (o ile zechciałeś go ratować) oraz nowy linuks. Domyślnie, to właśnie on uruchomi się po 10 sekundach. Po uruchomieniu i załadowaniu systemu zobaczysz ekran konfiguracji systemu. Ustalisz tu m.in. swoje konta:

md091-3

Hasło administratora (tzw. root) – to najważniejsze hasło dające dostęp do najtajniejszych zakamarków Twojego systemu. Będziesz je musiał podawać przy konfiguracji istotnych elementów systemu i instalacji oprogramowania. Niech będzie wystarczająco złożone by nie było łatwo go rozgryźć osobom niepowołanym i jednocześnie wystarczająco łatwe byś je zapamiętał.

Hasło użytkownika – to hasło do twojego konta w systemie. W linuksie pracuje się na koncie użytkownika, co zapewnia bezpieczeństwo systemu. O to hasło będziesz pytany przy logowaniu i przy aktualizowaniu systemu.

Inaczej niż w np. w Ubuntu, masz tutaj dwa hasła. Wbrew pozorom jest to dość wygodne rozwiązanie. Docenisz je na pewno przy dłuższej pracy z systemem i przy obsłudze wielu kont użytkowników.

Po ustawieniu kont, czasu etc, pojawi się konfigurator w którym będziesz zachęcany do zalogowaniu się w Klubie Mandrivy. Możesz go pominąć – nie ma to wpływu na instalację systemu.

Wraz z konfiguracją, jeśli jesteś podłączony do internetu, system automatycznie skonfiguruje sobie repozytoria z programami. Gdybyś nie był połączony z siecią – nie ma problemu, zrobisz to później.

Następnie pojawi się ekran logowania: wybierz w nim użytkownika, którego ustawiłeś i wpisz hasło. Przejdziesz do ekranu pulpitu.

md091-4

Uwaga: po ukazaniu się pulpitu może się pojawiać denerwujące „okno reklamowe”. By to się nie powtarzało musisz odptaszyć opcję „Open this window on startup”.

Teraz możesz cieszyć się nowym systemem.

5. Konfiguracja sieci

Jeśli łączysz się z siecią za pomocą kabla (przez router, sieć osiedlową etc) połączenie powinno nastąpić automatycznie, chyba, że jakimś cudem linux nie obsługuje twojej karty ethernet (nie wiem czy to w ogóle możliwe – nigdy się z czymś takim nie spotkałem).

Jeśli łączysz się w inny sposób, lub „na kablu” potrzebna jest jakaś specjalna konfiguracja, odszukaj aplet sieciowy na dolnym panelu:

md091-6

To ikonka z dwoma ekranami i kolistym polem. Czerwona to brak połączenia, zielona sygnalizuje połączenie (jak na tym przykładzie). Konfiguracja nowego połączenia to kliknięcie prawym klawiszem myszy na ikonę. Z rozwiniętego menu należy wybrać „konfiguracja nowego połączenia”. Pojawi się kreator połączenia. Ciąg dalszy to łatwizna. Konfiguracja odbywa się łatwiej niż w Windowsie XP i Vista.

Sterowniki do modemów neostrady powinieneś znaleźć bez problemów. Podobnie jak sterowniki do większości kart wi-fi. Część zadziała po ściągnięciu sterowników windowsowych (kreator Cię poinformuje). Są jednak i takie, które mogą nie zadziałać.

6. Instalacja sterowników

Jeśli podczas instalacji systemu nie zostały zainstalowane wszystkie sterowniki do całego, zawartego w komputerze sprzętu, nie musimy się przejmować. Pierwsze kroki powinniśmy skierować do centrum sterowania Mandrivy (MCC). Domyślnie ikona prowadząca do tego ważnego miejsca znajduje się na dolnym panelu. Do otwarcia MCC potrzebne jest hasło root, podajemy je raz, a później możemy już zmieniać różne parametry systemu. Na początek winniśmy ustawić repozytoria z programami.

Repozytoria to internetowe składnice pakietów z oprogramowaniem. Ułatwiają one instalację dodatkowych aplikacji, bibliotek etc. Zwykle ustawiają się one podczas instalacji, jeśli wówczas nie mieliśmy połączenia z siecią to:

– wchodzimy na stronę Easy Urpmi

– klikamy na linki:”Dodaj oficjalne nośnik” i „Dodaj PLF nośnik”

md091-111

– otworzy się okienko, w którym wszystko powinniśmy potwierdzić

– repozytoria są ustawione

W centrum sterowania wchodzimy do zakładki „Sprzęt”. Pojawi się okienko:

md091-8

Teraz wchodzimy do zakładki „Przeglądanie i konfiguracja sprzętu”. Pojawi się „drzewko” wykrytego sprzętu. W tym miejscu system automatycznie dociągnie sobie sterowniki do sprzętu, którego nie potrafił zainstalować wcześniej. Gdyby to się nie udało będziesz musiał szukać innych rozwiązań. Na początek polecam google i fora użytkowników.

W zakładce „sprzęt” ustawisz też drukarki i skanery.

7. Instalacja dodatkowego oprogramowania

Ta jest już bardzo prosta, wbrew obiegowym opiniom: żadnych czarnych ekranów z niezrozumiałymi poleceniami. Po prostu w MCC wchodzisz do zakładki „Zarządzanie oprogramowaniem” oraz”Instalacja oprogramowania”:

md091-7

Zwróć uwagę na widoczną w okienku zakładkę z napisem „Programy z interfejsem graficznym”. Rozwiń menu i wybierz „Wszystkie” – będziesz mógł wyszukiwać wszystkie pakiety z oprogramowaniem. Wyszukiwanie polega na wpisaniu nazwy potrzebnego pakietu – programu. Pojawią się propozycje wyszukiwarki. Wystarczy zaznaczyć wybrany pakiet i kliknąć „Zastosuj”. Program wraz z zależnościami zostanie automatycznie ściągnięty z sieci i zainstalowany. Bez szukania po portalach, bez samodzielnego ściągania i bez niekończącego się klikania „Dalej”.

Adobe Reader – jeśli koniecznie potrzebujesz tego programu do czytania pdf (system ma już inny czytnik, szybszy i lżejszy), to musisz udać się na stronę producenta. Wybierz wersję rpm i ściągnij. Rpm to pakiet oprogramowania, odpowiednik windowsowego exe. Instalacja przypomina windowsową: dwuklik na ikonkę, pojawi się okienko dialogowe, zostaniesz poproszony o wpisanie hasła administratora (root), zatwierdź i już.

Flash Player i Java – są zawarte w systemie w wersji One.

Skype – ściagnij ze strony producenta (oczywiście wersję dla Mandrivy) i zainstaluj dwuklikiem.

Gadu-gadu – nie ma oryginalnej aplikacji gg na linuks. Ale nie przejmuj się jest bardzo wygodny i dobry program Kadu. Instalujesz go z MCC.

Od początku powinieneś mieć też w systemie Firefoksa, OpenOffice.org oraz Gimp.

Czcionki – jeśli chcesz mieć czcionki, których używałeś w Windows, po prostu skopiuj je (np. na pendrive) z odpowiedniego katalogu Windows (C:\WINDOWS\Fonts). W Mandrivie wystarczy kliknąć prawym przyciskiem myszy na ikonę czcionki (lub kilka zaznaczonych) i wybrać opcję „Zainstaluj”. Otworzy się kreator, który zainstaluje czcionki. W trakcie wybierz opcję „Osobiste”. Wtedy przy reinstalacji systemu czcionki pozostaną.

I tyle – możesz spokojnie pracować sobie na nowym systemie. W gierki za bardzo nie pograsz (przynajmniej nie w te najnowsze), ale do sieci, maili, komunikatorów, prac biurowych jest ok. I do tego bardzo bezpiecznie. No i za darmochę.