Początki chrześcijaństwa na Pomorzu. Ostrowite.

„Ku początkom chrześcijaństwa na Pomorzu Wschodnim. Średniowieczny zespół osadniczy w Ostrowitem w świetle badań interdyscyplinarnych.” to tytuł grantu realizowanego przez nas (czyli Instytut Archeologii, Wydział Filozoficzno-Historyczny Uniwersytetu Łódzkiego) i finansowanego przez Narodowe Centrum Nauki. Program trwa już 2 lata. W jego ramach udało się zrobić sporo nowych analiz i datowań. Dzięki nim mogliśmy np. opublikować ostatnio artykuł z datowaniami radiowęglowymi osadnictwa z okresu rzymskiego w Ostrowitem, które stanowi kontekst dla osadnictwa wczesnośredniowiecznego.

Do tej pory nie odnaleźliśmy jednak jednoznacznych śladów chrześcijaństwa. O tym, że mieszkańcy Ostrowitego przyswoili sobie pewne chrześcijańskie przekonania świadczy samo cmentarzysko średniowieczne, które od lat badamy. Szkieletowe groby, układ przestrzenny, orientacja większości grobów na osi wschód-zachód, czy charakterystyczne ułożenie kończyn niektórych szkieletów: skrzyżowanie dolnych lub układanie górnych na miednicy, to cechy wczesnośredniowiecznego, chrześcijańskiego obrządku pogrzebowego. Nie były one praktykowane w okresie poprzedzającym chrystianizację. Brakowało nam jednak kropki na „i” – znaleziska, które jednoznacznie wskazywałoby na akceptację systemu pojęć i wartości chrześcijańskich.

Z początkiem października zakończyliśmy tegoroczne badania w Ostrowitem. Pogoda dawała się nam już we znaki, było chłodno, wiał bardzo silny wiatr i coraz częściej padało. Zakończenie wykopalisk powitaliśmy z uczuciem ulgi.

Jakiś czas później Łukasz Trzciński poinformował mnie o przypadkowym znalezieniu fragmentów czaszki na polu, na którym znajduje się stanowisko archeologiczne w Ostrowitem. Czaszka oznacza z dużym prawdopodobieństwem grób szkieletowy. Chcąc zapobiec zniszczeniu tego grobu w trakcie prac polowych ustaliliśmy, że konieczne będzie przeprowadzenie prac ratowniczych.

Badania odbywały się w mocno jesiennych okolicznościach przyrody, niskiej temperaturze i silnym wietrze. Wzięliśmy w nich udział tylko my dwa (czyli Łukasz i ja), choć pewną pomoc okazał nam właściciel gruntu.

Bardzo szybko odsłoniliśmy zarysy czaszki, bez wątpienia ludzkiej. Znalezisko podniosło morale – wyprawa miała sens. Przejazd pod Chojnice to w końcu około 300 km w jedną stronę z Łodzi.

Otworzyliśmy niewielki wykop 2 x 3 m, w którym mieścił się zarys jamy grobowej.

A wkrótce pojawił się szkielet. W nie najgorszym stanie zachowania. Noszący wyraźne ślady mechanicznego uszkodzenia spowodowanego orką.

Szkielet złożono z wyposażeniem: przy miednicy znajdował się nóż w pochewce z okuciem ze stopu miedzi, przy pasie dość tajemnicza tulejka z brązu.

Przy czaszce znaleźliśmy kabłączek skroniowy, a nieco poniżej naszyjnik.

Jednak najbardziej niezwykłym znaleziskiem była bursztynowa zawieszka.

A na niej symbol krzyża. Wygląda na to, że znaleźliśmy

Znalezisko ważne jest nie tylko dlatego, że udało się odnaleźć pierwszy w Ostrowitem chrześcijański symbol. Istotne jest jeszcze położenie grobu, które okazało się kompletnym zaskoczeniem.

Znajduje się około 115 m na południe od innych, badanych wcześniej grobów. A to oznacza, że albo mamy tu do czynienia z innym cmentarzyskiem, albo z odosobnionym grobem (co mało prawdopodobne), albo też obszar badanego przez nas cmentarzyska był naprawdę wieeeelki. W każdym razie okazało się, że o strukturze przestrzennej naszego stanowiska wiemy znacznie mniej, niż nam się do tej pory wydawało. A utwierdziły na w tej konstatacji wyniki pomiarów geofizycznych Piotra Wronieckiego, które wskazują, że z niejedną jeszcze niespodzianką powinniśmy się liczyć podczas naszych badań.

Reklamy

Ostrowite 2018

W ostatnim czasie aktywność moja na blogu niniejszym znacząco osłabła. Niestety – obowiązki rozmaite, głównie związane z pracą, choć nie tylko, pochłaniają mnie coraz bardziej. W sierpniu i wrześniu odbył się pierwszy od lat sezon badań wykopaliskowych w Ostrowitem, który nie był relacjonowany „na żywo”. Wydarzyło się tak wiele rzeczy, że właściwie każdy weekend spędzałem na podróżach między Łodzią a Białymi Błotami, a także do Barcelony i Wrocławia. A weekendy to jedyny czas, gdy zazwyczaj powstawały wpisy relacjonujące badania. Niniejszym postanowiłem troszkę zrekompensować czytelnikom te straty, zamieszczając relację o tym, co też udało się w Ostrowitem w tym roku znaleźć. I co też ciekawego (lub nie) nam się przytrafiło.

Pierwsze 4 tygodnie badań w Ostrowitem miały charakter ćwiczeń i praktyk terenowych dla studentów UŁ. Ekspedycja była więc dość liczna, pomimo tego, że dwie osoby tuż po pojawieniu się w Stacji w Białych Błotach zrezygnowały z dalszej, archeologicznej przygody. Pozostali wytrwali, mimo komarów, myszy, dżdżownic i innych okrutnych stworzeń czyhających zarówno w wykopie, jak i w samej bazie.

Rozpoczęliśmy od wytyczenia wykopu, który wpasowywał się pomiędzy wykopy z poprzednich lat oraz rozpoczęliśmy pracę.

DCIM100MEDIADJI_0381.JPG

W upalne lato przydał się bardzo namiot. Chronił zarówno przed słońcem (tych szczęśliwców, którzy mogli pracować w jego wnętrzu), jak i gwałtownymi deszczami, które pojawiały się od czasu do czasu. Bez wątpienia było jednak mniej mokro niż w roku ubiegłym.

Właściwie już pierwszego dnia znaleźliśmy szczątki ludzkie. Tego należało się spodziewać – wykop był założony w samym centrum cmentarzyska.

Fragmenty czaszki grobu, który uzyskał później numer 72.

Pierwszym odsłoniętym w całości pochówkiem był jednak ten powyżej, grób nr 66.

Jego odsłonięcie wzbudziło zrozumiałe zainteresowanie studentów.

Którzy jednak w większości musieli mozolić się nad eksploracją nieco mniej fascynujących obiektów, jakimi były dwie duże glinianki. Obie częściowo już wcześniej wyeksplorowane w innych, sąsiednich wykopach, w poprzednich latach.

Ów mozół bywał niekiedy przerwany przez ciekawe znaleziska, jak ten, zachowany niemal w całości, garnek wczesnośredniowieczny.

Albo fragmenty pochówka ludzkiego zalegające w innej gliniance (obiekt nr 6, kopany częściowo już w 2008 roku).

Albo szczątki psa, znalezione w tej samej jamie.

Mozolna praca archeologa to sitowanie…

i skrobanie.

A później dokumentowanie tego co się wyskrobie i wysituje. Tutaj w wersji analogowej.

Tu w wersji cyfrowej.

W Agisoft Photoscan.

W efekcie badań odsłoniliśmy 13 pochówków ludzkich (z czego jeden w owej jamie – gliniance). Ich ortofotoplany widoczne są tutaj w oknie programu Qgis.

Jeden z ciekawszych – grób 72, który położony był na nietypowej osi północ – południe.

I wyposażony w taki oto nóż z okuciem pochewki wykonanym ze stopu miedzi. Dość typowe znalezisko na cmentarzysku w Ostrowitem. Przed rozpoczęciem tegorocznego sezonu policzyłem, że 20% wszystkich badanych przez nas pochówków miało takie właśnie noże. To bardzo dużo. Na innych cmentarzyskach z tego okresu jest to zwykle 2-5%.

Jeden z lepiej zachowanych pochówków – grób 65.

I jeden z silniej zniszczonych – grób 74.

Z tego grobu, nr 70, zachowały się pojedyncze tylko kości.

A w tym (nr 73) dość niezwykły układ kończyn dolnych (napisałbym „nóg” ale antropolodzy będą krzyczeć).

Kolejny dziecięcy pochówek – grób 69.

I najbardziej niezwykły tegoroczny grób, nr 76. Na czym polegała owa niezwykłość? Grób był wkopany głębiej niż inne, szkielet ułożony w niezwykłej pozycji, sugerującej spętanie rąk i nóg (kończyn górnych i dolnych) pochowanej osoby.

Postanowiliśmy go szczególnie wnikliwie przebadać. Na zdjęciu Mateusz Krupski pobierający próbki mikromorfologiczne, które powinny nam wyjaśnić szczegóły procesu zasypywania jamy grobowej.

Tak wyglądają.

A tu pobieranie próbek sedymentologicznych i geochemicznych. Poza nimi planujemy szczegółowe badania szkieletu, w tym analizy izotopów stabilnych i datowanie radiowęglowe.

DCIM100MEDIADJI_0367.JPG

I widok wykopu z góry.

W połowie września studenci wyjechali, została ekipa pracowników i wolontariuszy. Pogoda zaczęła się nam zmieniać, a nad ranem budziły nas dość wstrząsające temperatury, bliskie 0 stopni.

W taką pogodę dotarł do nas Piotr Wroniecki, który kontynuował pomiary geofizyczne.

Aż pewnego dnia, po powrocie na wykop zastaliśmy taki widok. Namiot, który przetrwał wiele silnych wiatrów tym razem nie dał rady. Niestety, konieczne będzie dokupienie wielu zniszczonych elementów.

Wykopaliska kończyli już najtwardsi zawodnicy, pozbawieni osłony namiotu, w silnym wietrze i niskich temperaturach.

Prace w Ostrowitem zmierzają ku końcowi

Badania w Ostrowitem trwają. Wyjechali studenci z Łodzi, pojawiły się studentki z Poznania. Do tego niewielka ekipa pracowników. Zostało już naprawdę niewiele do zrobienia. Gdyby pogoda była ładna, to najwyżej kilka dni. Niestety pogoda znów nie jest ładna. Znów wypadły z kalendarza dni, w których nieustanne, ulewne opady uniemożliwiły wyjazd na stanowisko.

Niby nad częścią wykopu mamy namiot, ale na stanowisko trzeba jeszcze dojechać. Pole jest niesamowicie rozmięknięte. Droga dojazdowa od strony drogi na Granowo wygląda jak ring do uprawiania zapasów w błocie.

Kilka ładniejszych dni pozwoliło nam nieco popracować. Zabraliśmy się za aneks z rozległym średniowiecznym obiektem, czekający na eksplorację od tygodni.

Oraz za jedyny w tym sezonie grób szkieletowy. Niestety przedstawiał dość smutny widok. Głębokiej orce oparły się tylko nieliczne fragmenty czaszki, kilka żeber i fragmenty kości kończyn górnych…

W przypływie euforii postanowiliśmy otworzyć kolejny kawałek wykopu – pół ara, które wcina się pomiędzy wykopy z 2008 i 2013 r.

Tak to się prezentuje na planie. Tegoroczne wykopy zaznaczone są jako ortofotoplany. Niestety następnego dnia spadł ulewny deszcz.

Po południu postanowiliśmy pojechać na stanowisko. Błotnista droga, rozjeżdżona przez traktory stała się wyzwaniem nawet dla Land Rovera. Dał radę. Podczyściliśmy nowo otwarty fragment wykopu. W sobotę nie było łatwiej. W trakcie pracy niemal bez przerwy siąpiła mżawka. Niby nie przemokły nam ubrania, ale nie było to też specjalnie komfortowe.

Na koniec jeszcze fragmenty naczynia  – sita z okresu rzymskiego. A teraz strefa suchara: jak się nazywa naczynie sitowate z okresu rzymskiego? Situla…

Ukazał się nowy artykuł o Ostrowitem w czasopiśmie Archaeologia Baltica. Jest dostępny tutaj.

Ostrowite. Raportuję dalej…

Odrabiam zaległości – wpisy z Ostrowitego nie pojawiają się dość regularnie, więc teraz nieco zaległego materiału. Ten wpis był przygotowany w zeszłym tygodniu, niestety nie miałem możliwości go wysłać. Czytając pamiętajcie, że wieści są już o tydzień przeterminowane…

W tym roku studenckie ćwiczenia i praktyki terenowe miały nieco inny wymiar niż w latach poprzednich. Oprócz pracy na stanowisku braliśmy udział w uprzątaniu terenu po nawałnicy. Studenci pracowali więc w Lotyniu, pomagając uprzątnąć powalone drzewa.

Braliśmy też udział w porządkowaniu terenu Stacji Acheologicznej w Białych Błotach. Budynki stacji całkiem dobrze przetrwały nawałnicę, zniszczenia były stosunkowo niewielkie. Niestety całkiem sporo drzew zostało powalonych. Tak to wyglądało zaraz po katastrofie:

W pracy bardzo pomogła nowa zabawka Łukasza: quad z przyczepką.

Pod koniec dnia teren bazy wyglądał już na tyle dobrze, że podjęliśmy decyzję o opuszczeniu Kruszki i wprowadzeniu się do Białych Błot. Przenosiny zajęły cały dzień. Bardzo dziękujemy gminie Chojnice oraz sołtysowi i mieszkańcom Kruszki za to, że poratowali nas w najtrudniejszym momencie udostępniając mieszkanie dla ekspedycji.

Tymczasem na stanowisku pogoda nas nie rozpieszczała. Na zdjęciu sprzątanie wykopu po deszczu.

Niektóre z odcinków musieliśmy oczyszczać kilkukrotnie. Po jednym oczyszczeniu następował deszcz, który zamazywał wszystko. I prace można było rozpoczynać od nowa.

Ulewne deszcze niemal codziennie nie ułatwiały także wjazdu na stanowisko. Ziemia była tak rozmiękła, że Land Rover (o masie własnej ponad 2 tony) zostawał okazałe koleiny. Udało się jednak nie zakopać. W tych okolicznościach znacznie lepiej radziło sobie lekkie Suzuki. Niestety, do tego samochodzika nie władujemy zbyt wiele sprzętu.

W zeszłym tygodniu deszczu było jakby mniej. Pojawiało się nawet słońce (Przyrodnik powiedziałby, że cały czas było, tylko niekiedy przysłaniały je chmury).

Można było nieco nadrobić pracę.

Mimo mniej intensywnych opadów nadal nękała nas woda. Tym razem wypływająca z gruntu. Stanowisko tak nasiąkło wodą, że pojawiała się ona we wszystkich głębszych obiektach.

Brak deszczu nie oznaczał, że pogoda zaczęła nas oszczędzać. Musieliśmy zmagać się ze sporym wiatrem, osiągającym w porywach do 25 m/s. Namiot tańczył i podnosił się do góry. Trzymały go tylko solidne kotwy.

W jednej z jam, zapewne związanej z długim domem z okresu rzymskiego, pojawił się całkiem interesujący depozyt fragmentów ceramiki.

A w jednym z obiektów średniowiecznych całkiem spory zestaw ceramiki nawiązującej do typu Menkendorf. Takiego materiału nie było do tej pory w Ostrowitem zbyt wiele. Wszystkiego zaledwie kilka niewielkich fragmentów, o których pisałem tutaj. Materiał ten pochodzi ze starszych faz średniowiecznego osadnictwa, najpewniej z XI wieku i współwystępuje w jednym zespole z nieco bardziej zaawansowanymi naczyniami. Wygląda na to, że tegoroczny sezon może być bardzo ważny dla zrozumienia dynamiki rozwoju osadnictwa wczesnośredniowiecznego i tutejszej produkcji ceramicznej.

Tutaj przykład szczególnie starannie wykonanego i bogato ozdobionego naczynia tego typu. Nadal jest jednak obtaczane tylko w górnej partii.

W ostatnią sobotę mieliśmy już przepiękną pogodę: słońce, delikatny wietrzyk – można nawet było pracować w podkoszulce. Niedziela też była sympatyczna. A w poniedziałek lunął deszcz, uniemożliwiając całkowicie pracę. Część studentów wyjechała. Pojawiła się nowa osoba. Zostały nam 2 tygodnie i pokusa by otworzyć jeszcze jeden, nowy odcinek. Ale czy kapryśna aura nam na to pozwoli?

Ostrowite. Pogoda nas nie rozpieszcza.

Tegoroczny sezon letni w Ostrowitem rozpoczęliśmy z tygodniowym opóźnieniem. Zwykle startowaliśmy w okolicach 15 sierpnia, tym razem początek prac miał miejsce 21 sierpnia. Przyczyną opóźnienia była oczywiście nawałnica, która zniszczyła okolicę i zablokowała możliwość korzystania ze Stacji w Białych Błotach. Ostatecznie, dzięki pomocy gminy Chojnice, udało się zainstalować ekspedycję w mieszkaniu, opodal świetlicy wiejskiej w Kruszce. Dziękujemy pracownikom gminy Chojnice i sołtysowi Kruszki za pomoc. Bez niej rozpoczęcie badań w tym roku byłoby niemożliwe.

Intensywne deszcze oraz tragiczna nawałnica zamieniły pole pana Zenona w bagno. Badania w tym miejscu prowadzę od 2008 roku i nie pamiętam by kiedykolwiek było tutaj tak mokro. Pierwszego dnia, na dzień dobry, zakopał się tu Land Rover. Zawisł na ramie, do połowy osi kół pogrążony w błotnistej, gliniastej ziemi. Konieczna była interwencja traktora. Sam traktor musiał ostrożnie wybierać przejazd. Kilka dni później zakopał się tu kombajn…

Prace rozpoczęliśmy od ręcznego odhumusowania. Niestety – stan pola i dróg dojazdowych powodował, że nawet wjazd koparką mógłby zakończyć się ugrzęźnięciem. Sama maszyna zaangażowana nadal była w akcje sprzątania po nawałnicy, a jej właściciel, zawalony robotą, nie odbierał początkowo telefonów. Ostatecznie koparka dojechała do nas dopiero kilka dni później, poszerzając całkiem już spory wykop.

Nasza praca pierwszego dnia nie trwała długo. Po południu spadł deszcz tak intensywny, że musieliśmy skapitulować. Przemokło wszystko, aż do bielizny.

Pogoda dawała nam się we znaki także w kolejnych dniach. Właściwie codziennie padało. Kontynuowaliśmy jednak pracę odsłaniając pierwsze obiekty. Tuż obok trwa montaż namiotu, który miał nas uniezależnić od kaprysów aury.

Wszystko odbywa się na tle zabudowań gospodarstwa pana Zenona. Dachy budynków gospodarczych nadal przykryte są folią. W tym przypadku wiatr zerwał dach ze stodoły sąsiada. Dach przeleciał kilka metrów uderzając w stodołę i obórkę pana Zenona.

Namiot pomógł, choć nie załatwił wszystkich problemów. Wykop jest bowiem znacznie obszerniejszy. Samo zabezpieczenie namiotu przed wiatrem wymagało zakupu kilku dużych, metalowych kotw. Oryginalne, wkręcane szpilki, nie trzymały się wystarczająco mocno rozmokniętego gruntu.

Praca w odsłoniętej części wykopu. Planujemy przenieść namiot by przykryć duże obiekty, które tutaj znaleźliśmy. najpierw jednak trzeba oczyścić przedpole, eksplorując dziesiątki małych jam posłupowych, które objawiły się w olbrzymich ilościach.

Bohaterowie ostatnich dni… Są ich całe rzędy. Zwykle grupują się parami i… tworzą zarys dużego prostokąta. Prostokąt ma 5,4 m szerokości. W wykopie zarejestrowaliśmy jego część, długości około 8 m. Na obwodzie prostokąta jamy są mniejsze, w większości ułożone parami. Wewnątrz znajdują się większe jamy, wydzielające trzy nawy, szerokości około 1,8 m każda. Wszystko razem to zarys dużego, słupowego domu, charakterystycznego dla okresu rzymskiego.

Roboczy plan przedstawiający relikty długiego domu. Niebieskim kolorem zaznaczone są wykopy z lat 2014-2015, szary jest nasz obecny wykop. Ciemno szare są jamy posłupowe łączone z domem (+ dwie jamy zapewne z tego samego okresu). Kolorem „łosiowym” zaznaczone są inne obiekty (w tym o średniowiecznej chronologii).

Mimo, że mamy dopiero początek września, pogoda jest zupełnie listopadowa. Zimno, temperatury to w najlepszym układzie kilkanaście stopni. Deszcz pada niemal codziennie. Dzisiaj leje. Padało przez całą noc i pół wczorajszego dnia. Musieliśmy dzisiaj zrezygnować z wyjazdu na wykop. Do tego wszystkiego zepsuł się mój aparat fotograficzny. Całe szczęście, dzięki grantowi NCN, mogłem kupić nowy, który szczęśliwie jeszcze działa. Powyżej macie jedno z ostatnich zdjęć zrobionych starą kamerą. Ciekawe czy przyczyną była awaria elektroniki spowodowana wilgotnością?

Wiosenne badania w Ostrowitem

Tradycyjnie już, w ostatnich dniach odbyły się kolejne badania archeologiczne realizowane we współpracy z warszawską Bednarską Szkołą Realną. Na Facebooku Szkoły zamieszczane były relacje z badań. Po zeszłorocznej ekspedycji powstał taki film:

Tegoroczne badania przyniosły wyniki spektakularne, które w znaczący sposób uzupełniają naszą wiedzę o osadnictwie w rejonie Jeziora Ostrowite.

Początek badań. Odsłanianie wykopu i usuwanie warstwy współczesnej próchnicy ornej.

W tym roku Szkoła przygotowała luksusowe warunki pracy. Nad wykopem stanął duży namiot, o wymiarach 6 x 12 m, który przykrył całą odsłanianą powierzchnię. Chronił nas przed deszczem i ostrym słońcem. I udało mu się przetrwać porywiste, ostrowickie wiatry.

Namiot zapewniał nie tylko komfortowe warunki pracy, ale też stałe, rozproszone oświetlenie dla dokumentacji fotograficznej.

Namiot z zewnątrz. Na pierwszym planie ekipa sitująca.

W momencie kulminacyjnym nawet obsługa dwóch sit nie nadążała z przebieraniem bogatego materiału z obiektów archeologicznych.

Eksploracja średniowiecznej glinianki. Początkowo mieliśmy nadzieję, że to relikt zagłębionego domostwa. Niestety, okazało się, że to kolejna dziura służąca wydobyciu gliny, zasypana później śmieciami.

Charakterystyczne, nierówne dno glinianki, w którym widoczne były liczne przegłębienia, w których średniowieczni mieszkańcy Ostrowitego wydobywali surowiec.

W wykopie natrafiliśmy na dwie głębokie jamy średniowieczne, o gruszkowatym przekroju. Są to najpewniej piwniczki, które ostatecznie, po zakończeniu użytkowania zamieniono na śmietniska.

Miały głębokość blisko 2 m. Praca w nich nie była łatwa z powodu szczupłości miejsca. Wycięte w glinie zwałowej były doskonałymi magazynami.

W ścianie jednej z „piwniczek” czytelne były nawarstwienia starszego obiektu, częściowo przez piwniczkę zniszczonego. Był on także widoczny w planie wykopu. Na zdjęciu pobieranie próbek z warstwy.

To ten jasnoszary piasek. Obiekt przecinał cały wykop i miał głębokość przekraczającą 1,7 m.

W trakcie czyszczenia tego stropu obiektu oraz ścian średniowiecznych jam, które go przecinały, znaleźliśmy sporo drobnych wyrobów z krzemienia (w tym „czekoladowego„) oraz takie fragmenty naczyń ceramicznych:

A teraz konkurs dla czytelników: co to jest? (to na zdjęciu powyżej) Podpowiem tylko, że do trzech znanych do tej pory faz osadnictwa w Ostrowitem (a więc związanych z kulturą pomorską, wielbarską oraz średniowiecznej) dodać musimy kolejną…

Ponieważ czasu na przekopanie tego rozległego i głębokiego obiektu nie było wiele musieliśmy podjąć trudną decyzję: obiekt został zabezpieczony grubą folią ogrodniczą i zasypany. Powrócimy do niego w przyszłym roku. Jego uczciwa eksploracja przy uwzględnieniu liczebności naszej ekipy to przynajmniej 1-2 tygodnie pracy. A tymczasem nasz czas na badania się zakończył.

Zakończyliśmy Ostrowite

Zakończyliśmy tegoroczne badania w Ostrowitem. Z wielu względów nie były one łatwe. Wyniki też nie są specjalnie wstrząsające. Nie były łatwe, bo ekipa liczyła sobie tylko 5 osób i była od 2008 roku najmniej liczna. Sprawy na pewno nie ułatwiało to, że w trakcie badań musiałem niestety sporo jeździć.

W trakcie badań nie udało się rozpoznać ani jednego grobu średniowiecznego. Albo jesteśmy w miejscu zbyt zniszczonym przez głęboką orkę, albo właśnie trafiliśmy na północną granicę cmentarzyska, albo to jakaś przerwa w dystrybucji grobów, pusta przestrzeń na cmentarzysku. Wyjaśnią to, mam nadzieję, badania w kolejnych sezonach.

dsc04469Z braku grobów postanowiłem dzisiaj zamieścić opowieść o jamie. Na zdjęciu powyżej widać eksplorację kilku jam. Nasza bohaterka jest w tle, na drugim planie. Właśnie zaczynają ją eksplorować dzielni archeolodzy…

dsc04497Na tym zdjęciu trwa eksploracja połowy jamy. Zapytacie: czemu tylko połowy? Bo dzięki temu zyskujemy wgląd w przekrój, dzięki czemu możemy lepiej kontrolować układ nawarstwień wypełniska jamy. Już na tym etapie wiemy, że jama pochodzi z okresu rzymskiego. Na to wskazuje zalegający w niej materiał. Głównie fragmenty naczyń ceramicznych.

dsc04538_v1W dolnej części jamy mamy (parafrazując byłego ministra Sienkiewicza) kamieni kupę. Pojawia się pytanie: co robią tutaj te kamienie?

dsc04597Kiedy już zadokumentujemy przekrój jamy zabieramy się za eksplorację jej drugiej części. Tam też jest sporo kamieni. Po co te kamienie? Zwróćcie uwagę, że są całkiem spore i noszą wyraźne ślady połupania. Ktoś rozbił naturalne kamienie, by uzyskać z nich rodzaj płyt. Po co?

dsc04622Właściwie to nie wiemy po co, ale Łukasz miał pewną teorię. Uznał mianowicie jamę za magazyn kamieni do ustawienia kamiennego kręgu. Takie kręgi były na Pomorzu popularne w okresie rzymskim. Na poczekaniu Łukasz wykonał rekonstrukcję kręgu…

dsc04704Później fantazja trochę go poniosła i krąg zamienił się w miniaturowy grobowiec z kamienną komorą…

Jak pisałem, w trakcie wykopalisk musiałem je kilkukrotnie opuścić. Najpierw w związku z wyjazdem do Wilna na konferencję European Association of Archaeologists. Tam spotkałem księcia Witolda. Żywego:

dsc_0700Wiedzieliście, że pod pałacem prezydenckim w Wilnie straż wojskowa używa średniowiecznych pawęży i włóczni, a ich dowódca miecza?

dsc_0698Trochę to niezwykłe…

Później jeszcze musiałem wybrać się do Wrocławia. Na kolejną konferencję. Było więc sporo jeżdżenia. Pomimo to udało się wykopaliska w Ostrowitem zakończyć szczęśliwie.

Na koniec jeszcze piękne znalezisko – wczesnośredniowieczna rogowa oprawka:

dsc_0688Do końca sezonu pozostała już tylko jedna ekspedycja. Bardzo ciekawa i dość egzotyczna. Ale o tym, następnym razem…