Nowa Mageia – recenzja subiektywna

Słowo „recenzja” w tytule jest zapewne przejawem mojej megalomanii. Nie, nie będzie to recenzja, raczej kilka impresji i uwag…

Nowa Mageia (przepraszam – być może kolejna Mageia będzie „nową Mageią”,zgodnie z applową nową, świecką tradycją wedle której iPad 3 został nazwany „Nowym iPadem”, zapewne dla zmylenia przeciwnika; obecne wydanie jest oficjalnie „Mageią 2”) ukazała się zaledwie dwa dni temu. Wczoraj stara wersja systemu zakomunikowała mi, że już więcej nie będzie wspierana i powinienem zainstalować ową nową. Nie wszystko poszło jak należy – system się zaktualizował, ale komputer nie chciał z nim współpracować. Dopiero świeża instalacja załatwiła sprawę. Być może nie jest to jednak wina samej Magei – moja karta graficzna odmawia bowiem współpracy z niektórymi linuksami (np. Ubuntu czy openSuse). Już kiedyś była w naprawie i na trochę jej się poprawiło, ale teraz chyba znów wariuje… Tak czy inaczej, od dwóch dni mamy nową Mageię (yyy… Mageię 2).

Mageia 2 pojawiła się do ściągnięcia w kilku wersjach, jednak prawdziwą nowością jest wersja Live 64 bity. Do tej pory zarówno Mageia, jak i jej starsza siostra Mandriva w wersji Live (zwanej: One) wypuszczane były wyłącznie w wersji 32 bitowej. Jeśli ktoś lubił brewerie i potrzebował 64 bitowego systemu, musiał instalować wersję Free (w 100% OpenSource) i ewentualnie uzupełniać ją o oprogramowanie własnościowe (np. sterowniki kart graficznych czy wi-fi). Teraz nie trzeba tego robić – mamy wersję Live z własnościowymi sterownikami w 64 bitach…

Twórcy nowej Magei zadbali o aktualne oprogramowanie. Pod maską mamy jądro 3.3.6 (prawie nówka), a użytkownik cieszyć się może KDE 4.8.2 lub Gnome 3.4.1. Osobiście preferuję KDE, które pojawiło się w Magei z nowym task managerem opartym o ikonki, zgodnie z modą wprowadzoną przez Windows Seven:

Domyślnym motywem pulpitu jest już Air, a dekoracje okien to tradycyjny Oxygen. Koniec z motywem ia-ora, odziedziczonym w poprzedniej Magei jeszcze po Mandrivie.

Konfiguracja systemu opiera się w całości na graficznych drakach, znanych z Mandrivy. Nie ma podążania za nowościami w formię „ubuntowego” Centrum Oprogramowania. Mamy tradycyjne, solidne urpmi, które osobiście bardzo sobie cenię i uważam, za jeden z najlepszych managerów oprogramowania.

W porównaniu do poprzedniej wersji nieznacznie zmieniła się szata graficzna Centrum Sterowania Mageia, ale układ pozostał znany od lat. Doskonałości się nie zmienia?

Przeglądu oprogramowania dokonuję zgodnie z osobistymi potrzebami i preferencjami. Mamy więc:

Najnowszy Gimp 2.8.0 w wersji z tradycyjnym interfejsem wielookienkowym, który za pomocą dwóch kliknięć możemy zamienić na nowy…

… i nowym jednookienkowym. Nowy Gimp to nie tylko nowy interfejs, ale cały szereg usprawnień (m.in. widoczne na zrzucie nowe suwaki do kontrolowania cech obrazu, a także nowe funkcje).

Mamy też całkiem nowy Digikam 2.6. Kawał dobrego oprogramowania do zarządzania kolekcjami zdjęć, wywoływania RAW i wstępnej obróbki.

Mamy też MyPaint w wersji 1.0 (przypomnę, że w starszej Magei wszystkie te programy były dostępne w mocno przestarzałych wersjach).

Nie działa za to Qgis! Program jest dostępny w najnowszej stabilnej wersji 1.7.4, ale u mnie po prostu się nie uruchamia. Nieładnie…

Niestety w repozytoriach Mandrivy nie ma innych „archeologicznych” programów – SAGA Gis (dobrze działa pod wine) czy Meshlab.

Prawdziwą niespodzianką był dla mnie nowy moduł konfiguracji tabletów Wacom dla KDE:

Mamy okno konfiguracji pióra:

Oraz klawiszy tabletu:

W porównaniu ze starym konfiguratorem nieco się to zmieniło. Wygląda kulturalnie…

Oprócz KDE 4.8.2 mamy też nowy Gnome 3.4, którego kompletnie nie rozumiem…

Bez wątpienia jest to efekt realizacji tendencji do „tabletowania” biurek systemów komputerowych. Co kto lubi, ale ja chyba jestem konserwatystą…

No cóż – rewolucji może nie było, ale jest za to spokojne, ewolucyjne doskonalenie systemu. Życzyłbym sobie jedynie naprawienia Qgis, bo bez niego pracy nie będzie…

PS Niech mi tylko ktoś wyjaśni, jak to jest, że Firefox, w naładowanej nowościami Magei, jest nadal w wersji 10???

I Mandriva 2011 RC dla porównania

W poprzednim wpisie była Mageia, więc dzisiaj zobaczymy czym będzie mogła się pochwalić jej konkurencja, nadal funkcjonująca pod szyldem Mandrivy. Dostępna jest obecnie wersja RC1, a więc nie w pełni stabilna, ale na tyle już dojrzała by można było sobie wyrobić zdanie o nowym systemie. System można ściągnąć w formie obrazu ISO płyty DVD (1,2 GB).

Splash nowej wersji Mandrivy. Powiedzmy – mocno minimalistyczny…

Instalacja systemu (wersja Live) przebiega całkiem zwyczajnie – kreator jest ściśle analogiczny do znanego z poprzednich wersji. Na pulpicie brak jest jednak skrótu uruchamiającego instalator i trzeba go sobie poszukać w menu. Niby drobiazg, ale nie ułatwia to specjalnie instalacji osobom niedoświadczonym.

Ekran GRUBa. Także bardzo minimalistyczny.

Pulpit nowej Mandrivy. Widoczny autorski motyw Plasmy, ikony, dekorator okien i panel dolny z managerem zadań działającym nieco jak panel z Windows Seven. Wszystko od rosyjskiej firmy ROSAlab. Ocenę estetyki pozostawiam Wam. Mnie się nie podoba, ale na pewno wygląda oryginalnie.

Część autorskich elementów of ROSAlab nadal nie została przetłumaczona i występuje w cyrylicy…

Za to ekran logowania mi się podoba. Na pewno lepiej odpowiada współczesnym trendom niż dotychczasowe domyślne rozwiązanie.

Nowe menu składa się z trzech części: Welcome to pozycja wyświetlająca ostatnio otwierane pliki i odwiedzane miejsca, Applications wyświetla listę programów uporządkowaną w sposób do jakiego Mandriva nas już przyzwyczaiła w poprzednich wydaniach, Timeframe… o nim później…

Domyślnie na panelu znalazły się plasmoidy będące odpowiednikami znanych z MacOSX szufladek…

Timeframe z menu to sposób prezentacji elementów w linii czasu w oparciu o Nepomuka. Fajna rzecz.

I na koniec sprawdzić należy jak wygląda sprawa programów GISowych. Niestety dobrze nie jest – Qgis w wersji 1.5:

***

Cóż – mamy sezon ogórkowy, choć ogórki niemodne z powodu koli, więc nadrabiam braki w temacie linuksowym. Badania rozpoczynam w połowie sierpnia, wiec do tego czasu raczej archeologicznych wpisów nie będzie. W międzyczasie mam do zrobienia sporo zaległości (sprawozdania, teksty etc) i wakacje. Coś z tych wakacji na blogu powinno się pojawić, zwłaszcza, że plany są ciekawe i bardzo, bardzo średniowieczne…

Ach tak – jest jeszcze tradycyjna wizyta na Wolinie, gdzie powinien zostać wygłoszony referat o barbarzyńskich grobach na Pomorzu.

Mageia – miesiąc po „1”

Mageia1 ukazała się dokładnie miesiąc temu, 1 sierpnia. Była zwieńczeniem projektu zaanonsowanego niemal rok temu – stworzenia forka Mandrivy, przez społeczność, która nie ufała już trapionej przez nieustanne problemy finansowe firmie. Po miesiącach prac otrzymaliśmy nowy (stary) system, a w nim najnowsze KDE 4.6.2, stary Gnome 2.32 (zamiast rewolucyjnej, ale nie do końca rewelacyjnej „trójki”, która nie znalazła się nawet w repozytoriach), jądro 2.6.38.7 i LibreOffice zamiast OpenOffice.org (jakże się dziwnie plotą ścieżki OpenSource w ostatnich latach?).

Jak to działa? Zupełnie jak Mandriva. Zaczynamy:

Grafiki są całkiem „schludne” (jakby powiedzieli moi studenci mili), choć teraz trudno o dystrybucje linuksa, które mają w minimalnym nawet stopniu nie zadbałyby o graficzną oprawę (chyba, że debian).

Wstępna konfiguracja wersji LiveCD, będącej dokładnym odpowiednikiem Mandrivy One. Jak widać wszystkie konfiguratory są żywcem przejęte z Mandrivy.

Splash z KDE 4.6. Na dobrą sprawę jedyną modyfikacją jest tutaj tło i napis, w którym stopniowo pojawiają się nowe „kropki” nad logotypem Mageii.

Domyślny pulpit. Widać motyw graficzny z Mandrivy: ia-ora, opracowany bodajże dla wersji 2007 i od tego czasu nieznacznie tylko polerowany. Szczerze mówiąc nigdy go nie lubiłem…

OK. Instalujemy wersję LiveCD.

Cały proces instalacji i konfiguracji jest dobrze znanym wszystkim tym, którzy już mieli jakieś doświadczenia z Mandrivą. Jedyną różnicą są nieco inne motywy graficzne.

Jak w Mandrivie – domyślny motyw GRUBa jest graficzny. Dlatego nigdy nie lubiłem Ubuntu, w którym GRUB zawsze był brzydki i tekstowy…

Po instalacji automatycznie konfigurują się domyślne repozytoria.

… i przechodzimy przez konfigurator. Znów żywcem wzięty z Mandrivy.

Teraz należy tylko zmienić motyw graficzny z ia-ora (którego nie trawię) na Oxygen Air (który lubię). Jak widać twórcy KDE 4.6.2 uraczyli nas ikonkami, które moim zdaniem są krokiem wstecz.

Które jednak na szczęście można zmienić na wersję znaną ze starszych wydań środowiska.

Przez miesiąc uzbierało się niewiele aktualizacji. Albo wydanie było doskonałe, albo twórcy nie mieli czasu i nie mogli się pozbierać. Jak sami informują chodzi raczej o to drugie, co niestety stawia pod znakiem zapytania funkcjonowanie dystrybucji.

Na sam koniec jeszcze Centrum Sterowania – jak widać przeniesione wiernie z Mandrivy, z podmienionym motywem graficznym. Centrum Sterowania ma być tym co uległo największej chyba przebudowie w nadchodzącej Mandrivie 2011. Zobaczymy…

Na koniec sprawdzian: jest GRASS, jest Qgis (niestety w wersji 1.6, podczas gdy tymczasem ukazała się 1.7), jest GDAL 1.8 i PostgreSQL 9.

Czy warto?

To musisz sprawdzić sam(a). Tak na prawdę jest to Mandriva, z podmienionym motywem graficznym i nowszymi wersjami pakietów. Jeśli zależy Ci na nowym KDE, LibreOffice (który przecież można sobie ściągnąć z sieci indywidualnie), nowszym jądrze, to warto. Ale prawdziwe zamiany pojawią się chyba dopiero w planowanej Mandrivie 2011, która powstaje w kooperacji francusko-rosyjskiej (uwaga na hel!).

Polski portal użytkowników Mageii

Mageia na portalu użytkowników Mandrivy

O pożytkach z używania Linuksa

Okazuje się, że internetowe niebezpieczeństwa czyhają na nas wszędzie. Sieć pełna jest niebezpiecznych pułapek – zwodniczych stron, wirusów, backdoorów i trojanów, gangów pishingujących złoczyńców. Oto jeden z przykładów:

Wszystko zaczęło się od niewinnego poszukiwania w sieci materiału ilustracyjnego:

Chęć sprawdzenia co się kryje pod jednym z obrazków spowodowała automatyczne sprowadzenie Firefoksa do paska zadań i pojawienie się komunikatu:

I tutaj mamy problem – platforma systemową z której prowadziłem poszukiwania sieci był Linux (no dobra – specjalnie dla fanatyków: GNU/Linux), a dokładniej Mandriva. W tym systemie oczywiście nie mam programu Windows Security. Po kliknięciu „ok” (lub wyłączeniu okienka – efekt ten sam), główne okno przeglądarki powiększyło się by pokazać proces „skanowania” systemu:

Był on na tyle szybki, bym nie zdążył zrobić zrzutu, ale zaraz po nim pojawiło się okno powyżej. Okazało się, że w moim systemie „wykryto” kilkanaście wirusów. Przeglądarka automatycznie zaproponowała pobieranie programu, który rzekomo miał całą sytuację naprawić.

A teraz przyjrzyjmy się całej sytuacji krytycznie:

1. Zwróćcie uwagę na okno alertu Windows Security. Problemem jest nie tylko to, że takiego programu nie mam na Mandrivie. To po prostu okno Firefoksa (o czym świadczy niewielka ikonka na panelu okna, w lewym górnym rogu).

2. Okno skanowania wykonano dokładnie na wzór okien Windows Explorera z MS Windows XP. W Mandrivie ich odpowiednik to Dolphin z KDE 4 – wygląda zupełnie inaczej.

3. Rzekomo wykryte wirusy znajdują się na dysku C. Na moim komputerze mam utworzone cztery partycje, które w Mandrivie mają zupełnie inne (uniksowe) oznaczenia.

4. Sygnatury wirusów wskazują, że są to (o ile w ogóle takowe gdziekolwiek istnieją) programy opracowane na platformę Windows. Dla Linuksa zupełnie niegroźne.

5. Rzekomy program naprawczy system zaproponował mi uruchomić w środowisku Wine – (nie) emulatorze Windows na systemy uniksopodobne.

6. Całość to oczywiście odpowiednio spreparowana strona internetowa – pułapka założona w sieci, by przekonać internautów do instalowania niebezpiecznego oprogramowania.

Oczywiście w linuksie byłem cały czas zupełnie bezpieczny. Ale wyobraźmy sobie niedoświadczonego i nie zachowującego czujności użytkownika starszych wersji Windows (prawdopodobnie użytkownicy Visty i Seven nie dali by się nabrać z uwagi na różnice w wyglądzie dekoracji okien i Exploratora). Być może pobrałby i uruchomił proponowany program zabezpieczający i w ten sposób zainstalowałby u siebie na komputerze niebezpieczne oprogramowanie (szpiegujące zapewne).

Wniosek: do wyszukiwania, odwiedzania stron potencjalnie niebezpiecznych, surfowania po sieci warto używać linuksa. Tutaj nawet nie chodzi o to, że sam system jest inaczej zaprojektowany co daje generalnie większe bezpieczeństwo niż w Windows, ale jest po prostu nadal mniej popularny, a więc nie jest obiektem zainteresowania internetowych złoczyńców. Można sobie takiego linuksa zainstalować jako drugi system, lub jako maszynę wirtualną, pod jakimś VirtualBoksem i możemy czuć się bezpieczniej.

A o tym, że szperanie po sieci może być przydatne nie muszę nikogo przekonywać. Ot zupełnie niechcący trafiłem na bloga Guya Halsalla – znanego historyka zajmującego się okresem wędrówek ludów, którego książkę właśnie czytam (Warfare and Society in the Barbarian West 450-900)…

Mandriva 2010.1 – wiosna latem

Nowa wersja Mandrivy zapowiadana na czerwiec ukazała się 8 lipca. Tradycyjnie nosi nazwę Spring, dziwnym trafem spring pojawił się na summer, ale dobrze, że w ogóle jest, zwłaszcza w kontekście niepokojących informacji o finansowej kondycji firmy. Ponoć jednak wszystko ma być dobrze – mam nadzieję, bo wielka szkoda by tak fajna dystrybucja upadła.

Z opinią o „fajności” Mandrivy wielu użytkowników linuksa, zwłaszcza z młodszego pokolenia, wychowanego na łubudubu, mogła by się nie zgodzić. O dystrybucji krążą rozmaite nieprzychylne i nieprawdziwe plotki:

  • „Mandriva jest komercyjna i droga – to zdrada ideałów OpenSource” – po pierwsze OpenSource nie musi być darmowe. Powinno być otwarte. Po drugie istnieją cztery główne wersje dystrybucji: PowerPack – komercyjna i droga, Flash – uruchamiana z usb, komercyjna, One – darmowa, wyposażona w zamknięte sterowniki i flasha oraz Free – darmowa, całkowicie na wolnym oprogramowaniu. Mamy więc aż 2 wersje darmowe. Osobiście dla większości użytkowników polecam wersję One (Europe2 – z językiem polskim).
  • „Mandriva jest niestabilna” – ostatnią na prawdę niestabilną wersją była Mandriva 2005LE. Obecne wersje nie są mniej stabilne od Ubuntu czy Open Suse.

Jakie są zalety nowej Mandrivy i dlaczego warto ją zainstalować?

  • Konfiguratory – na Mandrivie większość problemów z konfiguracją systemu można rozwiązać z poziomu graficznych konfiguratorów (tzw. draków), pogrupowanych w Centrum Sterowania. Dla początkującego użytkownika linuksa ma to swoje znaczenie. Ileż to na forach takiego Ubuntu można naczytać się wątków dotyczących np. konfiguracji GRUBa i tego jak wstawić do niego obrazek. W Mandrivie konfiguracja przebiega w całości graficznie, a obrazki są na „dzień dobry”.

Konfigurator nie uległ jakimś drastycznym zmianom od poprzedniej wersji (2010.0). Właściwie na pierwszy rzut oka nic się nie zmieniło. Ale po cóż zmieniać coś co działa?

  • urpmi – możecie nazwać mnie heretykiem, ale moim zdaniem graficzny manager pakietów z Mandrivy działa znacznie lepiej niż Synaptic. Oczywiście na forach linuksowych (zwłaszcza ubunciarskich) pełno jest porad wypełnionych komendami apt get. Jak lubicie pisać – Wasza sprawa. W Mandrivie świetnie się klika. Pakiety spoza repozytoriów (np. flash czy adobe reader) instaluje się podwójnym kliknięciem na ikonę, a nie smarowaniem komend w konsoli. Jeśli pakietów jest kilka: zaznacza się je kursorem, prawy klawisz myszy i wybranie „instalacji” z menu. W Ubunciaku otworzy wam się tyle okien instalatora, ile zaznaczyliście plików. W Mandrivie system otworzy pojedyncze okno i zainstaluje pakiety w najlepszym porządku.

  • KDE4 – Mandriva najlepiej współpracuje z KDE. O ile w Kubuntu ma się wrażenie, że system dopasowano do KDE za pomocą młotka, gwoździ i taśmy klejącej, to w Mandrivie wszystko świetnie współpracuje.

  • Sieć – zapomnijcie o jakiś kombinacjach typu ubudsl, linnet czy programy sieciowe środowisk graficznych. W Mandrivie jest wygodny konfigurator sieciowy. Kilkoma kliknięciami skonfigurujecie połączenia wi-fi (w razie potrzeby także z ndiswrapperem). Bez problemów zadziała neostrada (w wersji free trzeba ściągnąć pakiety z firmware). Całość banalnie prosto się obsługuje.

Kilka impresji, porad, wskazówek etc z nowej wersji:

  • Na MacBooku działa chyba wszystko. Oczywiście, żeby zaskoczył touchpad potrzebne są synaptisc i touchfreeze, do kamerki internetowej potrzeba kompletu pakietów isight z OpenSuse (do ściągnięcia z rpmpbone), chwila konfiguracji dysków i już można czytać z partycji makowej:

  • coś chyba poknociłem z rEFIt – nie wiem czemu mam dwa dyski linuksowe i jeden makowy – dziwne. No ale to chyba nie ma nic wspólnego z Mandrivą…
  • Zainstalowałem Mandrivę na nowym kompie stacjonarnym z Pentium i5, 4 GB RAMu i NVidią Gt220. Może to nie jest obecnie jakiś super wypas, ale do archeologicznych obrazków z Inkscape i Gimp oraz działań na GIS wystarcza w zupełności. Pokusiłem się o wersję 64 bit (nigdy wcześniej nie działałem na takiej). Wszystko działa pięknie. Oczywiście, żeby poszedł flash trzeba było odinstalować 64 bitowego Firefoksa, zainstalować wersję 32 bit oraz Flasha ze stronki Adobe. Działa bardzo dobrze.
  • Jeśli ktoś chciałby zainstalować 64 bitową Mandrivę musi ściągnąć wersję Free. Wymaga to oczywiście ręcznego doinstalowania własnościowych sterowników karty graficznej i być może innych elementów (z Centrum Sterowania, w zakładce sprzęt) oraz Flasha, javy, kodeków etc. Jeśli prawidłowo skonfigurowaliście urpmi (teraz może odbywać się to automatycznie), nie ma z tym żadnego problemu.
  • Jeśli w 64 bitowej Mandrivie będziecie potrzebowali wine, to najlepiej zainstalować wersję 32 bit.

KDE 4.4 nie lubi Qgis na Mandrivie?

Oj nie lubi.

Po aktualizacji, z której jestem wyjątkowo niezadowolony, uruchomiłem Qgis, a tam komunikat:

Innymi słowy Python-qt jest chyba zbyt nowy. To musi być jakiś błąd w przygotowaniu paczek, dlatego, że system nie informował wcześniej o niczym. Powinien próbować usunąć instalkę Qgis, podczas aktualizowania pythona.

Qgis można używać, ale bez wtyczek pythonowych. Problem w tym, że to właśnie dzięki tym wtyczkom program stał się na prawdę sensownym narzędziem. Bez nich staje się wyłącznie przeglądarką map.

Próbując problem naprawić wpadłem na genialny pomysł: zmigruję na starszą wersję py-qt. Jest jeden problem:

No tak, to oczywiste – bez py-qt nie zadziała przecie plazma. Innymi słowy albo KDE 4.4, albo Qgis z wtyczkami (i powrót do wersji 4.3). Czyżby nowe KDE miało być pierwszym z którego ucieknę do starszej wersji (oczywiście po wersji 4.0, z której uciekłem do 3.5 i Gnoma)?

Aktualizacja:

Po niedługich bojach udało się co nie co naprawić. Podczas instalacji KDE zaktualizował się python-qt do zbyt nowej wersji. Żeby go wywalić trzeba było usunąć połowę KDE, a później zainstalować od nowa. Ostatecznie udało się pogodzić obie sprawy. Przy okazji odkryłem, że w paczkach z KDE 4.4 nie ma taks-kde, więc pakiety trzeba było wybierać ręcznie. Ciekawe o czym zapomniałem? W każdym razie niezła zabawa.

Mandriva i KDE SC 4.4

Kontynuuję refleksje nad nowym KDE w wersji dla Mandrivy. Właściwie to chciałbym kontynuować przestrzeganie wszystkich, którzy zechcieliby się skusić na to cudo.

Pisałem już o nowych paskach pogłaśniania, czy rozjaśniania ekranu. W praktyce wygląda to tak:

Czyż nie jest to urocze? To ja już wolałem bezawaryjny pasek w starej wersji…

Innym sympatycznym elementem jest kompletnie niereformowalny panel szybkiego dostępu. Taki panel był w różnych oknach KDE serii 4 od początku. W tej wersji poprawiono jego design. Są różne gusta, więc może i znajdą się osoby, którym to się spodoba. Tylko dlaczego to ustrojstwo jest takie wąskie? Jeśli przeciągnę kursorem i manualnie poszerzę ten pasek, będzie wyglądał ładniej, ale każde następne okno i tak będzie miało wąski pasek. Mimo ustawienia opcji „Użyj wspólnych właściwości widoku dla wszystkich katalogów”. Opcja pozwala jedynie na zachowanie (lub zlikwidowanie) podglądu plików, nic nie zmienia w kwestii panelu szybkiego dostępu. Wrrr!!!

To nie koniec atrakcji. Najbardziej nieprzemyślany element to pulpit, a właściwie opcja wyświetlania katalogu pulpitu na biurku (pamiętacie, że początkowo KDE 4 chciało nas odzwyczaić od tradycyjnego pulpitu? później wprowadzono plasmoid z opcja wyświetlania katalogu, a w końcu opcję zbliżoną do tradycyjnego rozwiązania). Tym razem postanowiono ułatwić pracę zbliżając wyświetlanie pulpitu do zachowania znanego z Dolphina. Przy ikonach pojawiły się stosowne znaczki „ułatwiające” zaznaczanie:

Wprowadzono też możliwości segregowania ułożenia plików:

Efekt jest taki, że właściwie niemożliwe jest rozmieszczenie ikon na pulpicie zgodnie z własnymi preferencjami. O ile wybierze się wyrównanie do  siatki, to system sam poukłada Ci ikony. Nawet jeśli spróbujesz je przestawić, przy następnym uruchomieniu wrócą do poprzedniego rozmieszczenia. Jeśli odptaszysz opcję wyrównania, będzie jak chcesz, ale na pulpicie pojawi się bałagan. Możesz jeszcze zablokować ikony. Ale wtedy już ich nie poprzemieszczasz. Bardzo dziękuję.

Pewnym pocieszeniem w tej serii uciążliwych głupot, utrudniających jednak życie, jest nowe potraktowanie opcji podglądu pasku stanu. Podglądy już nie tylko pokazują okna, ale umożliwiają nawigację poprzez kliknięcie na wyświetlaną miniaturę. Tego brakowało i dobrze, że już jest.

Aha – jeśli przyjdzie wam do głowy eksperymentować z ustawieniami, to możecie żałować. Np. w „Ustawieniach: działania widok katalogu” można wybrać zakładkę activity, a w niej typ: „Kontener do wyszukiwania i uruchamiania”. Stanowi on jeden z głównych elementów opcji pracy na netbookach.

Jest to nawet ciekawe rozwiązanie. W opcji „netbookowej” stanowi jeden z elementów ułatwiających zapewne pracę na małym ekranie. Problem w tym, że z tej opcji nie sposób wrócić do „normalnego” wyglądu pulpitu. Opcja wywołania „Ustawienia: działania widok katalogu” nie działa ani z prawoklika myszą (bo prawoklik tutaj nie funkcjonuje), ani ze skrótu klawiaturowego (domyślnie alt+D, alt+S). Dlaczego tej zakładki nie ma w „Konfiguracji pulpitu”???

Nawiasem mówiąc netbookowa opcja biurka KDE, na MacBooku nie działała zbyt dobrze. No ale MacBook nie jest netbookiem, więc może dlatego…

Czekam na wersję 4.4.1 – mam nadzieję, że wszelkie niedopracowania zostaną naprawione…