Polskie ślady w zachodniej Rosji

Podczas pobytu w Sertei zrobiliśmy sobie kilka wycieczek o lekko naukowym zabarwieniu. Dziwnie się składało, ale właściwie wciąż trafialiśmy na ślady polskie, lub ślady Rzeczypospolitej Obojga Narodów (Białorusini uparcie twierdzą, że to ich ślady). W sumie nie jest to takie dziwne, skoro tereny te, przynajmniej przejściowo, do Rzeczypospolitej należały.

DSC04125Uświaty. Miasteczko leżące na trasie słynnej, pskowskiej wyprawy Stefana Batorego w 1580. Wojska polsko – węgierskie zdobyły tutejszy zamek. Później, aż do pierwszego rozbioru Uświaty należały do Rzeczpospolitej. Na zdjęciu widać jezioro Uświackie (tzw. małe, właściwa część leży dalej na południe), na pierwszym planie, gdzieś pod trawami i trzcinami znajduje się stanowisko mezo i neolityczne, po drugiej zaś stronie zespół osadniczy z wczesnego średniowiecza, z grodziskiem i cmentarzyskiem. Uświaty są wcześnie wspominane w ruskich źródłach, a w samej wczesnośredniowiecznej aglomeracji miały znajdować się przynajmniej trzy kościoły. Nie w kij dmuchał…

DSC04128Malowniczy mostek drewniany prowadzący na drugą stronę jeziora. Na wczesnośredniowieczne cmentarzysko.

DSC04129Góra zamkowa w Uświatach.

DSC04132Ruiny stajni, nieopodal Uświat. Ten łącznik z Polską ma nieco inny charakter. To ponoć w tym majątku miał pomieszkiwać w latach wczesnej młodości Konstanty Rokossowski, marszałek Armii Czerwonej, a później marszałek Polski, z nadania władzy radzieckiej. W polskiej historiografii trwają spory, czy urodził się w Warszawie, czy w Wielkich Łukach (koło 80 km od Uświatów).

DSC04136Cmentarzysko kurhanowe na wschód od Uświatów.

DSC04168Sobór Uspieński (Zaśniecia Matki Bożej) w Smoleńsku. Obecny budynek powstał już po okresie Rzeczypospolitej.

DSC04175_v1I jeszcze raz…

DSC04176Widok z Góry Soborowej na wschodnią część miasta. W oddali widać wieże i mury Kreposti – czyli twierdzy smoleńskiej. Mury wzniesiono w XVI i XVII wieku. W czasach polskiego oblężenia już istniały. Za nimi jednak, nadal zachowano drewniano – ziemny wał, który okazał się przydatny, gdy polska artyleria zburzyła odcinek murów.

DSC04203Baszta Gromowa w Smoleńsku. Znajduje się w niej obecnie muzeum Krepostii, z kilkoma wystawami poświęconymi m.in. czasom oblężeń w XVII związanych z wojnami Rzeczypospolitej oraz okresowi napoleońskiemu.

DSC04192Wnętrze drewnianego hełmu wieży o konstrukcji zrębowej.

DSC04211Monument w Katyniu. Ta karta wspólnej historii jest znacznie świeższa i bardziej tragiczna.

DSC04215Pomnik poświęcony pomordowanym polskim oficerom w Katyniu.

DSC04216_v1Katyń.

DSC04231Nie zawsze pamiętamy, że w lesie katyńskim, jeszcze przed wojną oraz w latach 40. NKWD zabiło tysiące obywateli Związku Radzieckiego. Dzisiaj w tej części lasu stoją drewniane krzyże.

DSC04234Łódzki akcent. Profesor Marian Głosek na jednej z tablic informacyjnych w Katyniu. Pod kierownictwem Profesora były tutaj prowadzone prace archeologiczno – ekshumacyjne. A w pracach tych brał udział cały szereg łódzkich archeologów i antropologów. Jako student archeologii uczestniczył w nich Przyrodnik.

DSC04241Tutaj polskich śladów już niewiele. Więcej szwedzkich. Ponownie odwiedziliśmy Gniezdowo. Widok na wczesnośredniowieczne grodzisko od strony doliny Dniepru.

DSC04239Wykopaliska w Pojmie, czyli w dolinie zalewowej Dniepru, na osadzie wczesnośredniowiecznej.

DSC04248W tym roku, po raz pierwszy chyba, udało się znaleźć dobrze zachowane relikty konstrukcji drewnianych. Na pierwszym planie, wśród studentów biorących udział w badaniach Veronika Murasheva z Muzeum w Moskwie. Za świadkiem (czy też murkiem profilowym) widać przebieg drewnianej palisady. Analizy dendrochronologiczne ma wykonywać ponoć profesor Marek Krąpiec. Mamy kolejny polski ślad…

Tryumfy i klęski PolSEx-u

W sierpniu 2016 wraz z Przyrodnikiem ponownie odwiedziliśmy Rosję. Tym razem jednak wyjazd nie miał charakteru kameralnej wyprawy, jak w roku poprzednim. Była to prawdziwa ekspedycja, w którą zaangażowanych było łącznie 11 osób. Przyrodnik nazwał ekspedycję przecudnie: PolSEx – Polish Serteya Expedition. Do udziału zaangażowani byli geolodzy, biolodzy, archeolodzy i moja Małżonka. Celem było zdobycie bogatych materiałów źródłowych, szczególnie różnej maści próbek i rdzeni, które posłużyć by mogły do rekonstrukcji środowiska w rejonie Sertei. Badania nasze miały być realizowane przy właściwej ekspedycji sertejskiej, zorganizowanej przez Andreya Mazurkevicha i Muzeum Ermitaż w Petersburgu.

Pech prześladował ekspedycję od samego początku. 2 dni przed wyjazdem okazało się, że nie dotarła Zielona Karta jednego z pojazdów. Po gorączkowych ustaleniach zdecydowaliśmy się, że pojedziemy na raty: pierwsza tura złożona z dwóch aut zabierze 7 osób, w tym mnie i Małżonkę. Druga tura, pojedynczy samochód z przyczepką, na której znalazł się sprzęt: świdry, młot, rynienki do pobierania rdzeni miała wyruszyć kiedy tylko dotrze Karta, wysłana przez ubezpieczyciela pocztą. W samochodzie geologów udało się pomieścić świder ze specjalną końcówką do pobierania rdzeni, kilka korytek plastykowych do ich pomieszczenia oraz trzech dzielnych członków geologicznej załogi.

Podróż w pierwszym etapie poszła gładko. Nocowaliśmy na Łotwie w campingu Ozianna. Fajne miejsce, z przyjazną obsługą, drewnianymi domkami i banią…

DSC04060Tu spaliśmy…

Trudniejszy był etap drugi. Na granicy łotewsko – rosyjskiej spędziliśmy 8 upojnych godzin. To dotychczasowy rekord. Napotkani Rosjanie twierdzili, że to dlatego, że kończą się turnusy i mieszkańcy Federacji gromadnie wracali do kraju z wakacji w zachodniej części kontynentu. Tak czy inaczej, do obozu ekspedycji sertejskiej dotarliśmy w nocy.

DSC04066Następnego dnia, rano, w obozie…

Druga część ekipy wyruszyła we wtorek. W środę dotarli na granicę. Tam spędzili 28 godzin. Ponieważ ciągnęli wypełnioną sprzętem badawczym przyczepkę uznano ich za ciężarówkę, wiozącą do Rosji „gruz”, czyli ładunek. Trafili więc na kanał obsługi dla TIRów. Tam, oprócz licznych pertraktacji z obsługą przejścia mieli okazję trafić na rentgen dla ciężarówek. Ostatecznie , gdy okazało się, że konieczne będzie korzystanie z usług urzędów celnych w samej Moskwie, zawrócili na Łotwę. Powodzenie wyprawy stanęło pod znakiem zapytania.

W tym czasie pierwsza część ekipy zabrała się za działalność badawczą. Na pierwszy ogień poszło zbieranie próbek z torfowiska, położonego nieopodal obozu ekspedycji i zespołu stanowisk nad rzeką Serteyą.

DSC04074Odwierty na torfowisku.

W kolejnych dniach geolodzy zajęli się dalszą działalnością naukową, a ja z Małżonką dołączyliśmy do ekipy archeologicznej, która znacząco poszerzyła obszar badań w rejonie, w którym w zeszłym roku, wraz z Przyrodnikiem, znaleźliśmy szkielety ludzkie z neolitu.

Tak wyglądał nasz malutki „szurf” – czyli sondaż w zeszłym roku.

DSC04085A tak, to samo miejsce, wyglądało w momencie naszego przyjazdu…

Tymczasem Przyrodnik wraz drugą częścią ekipy postanowił raz jeszcze spróbować przedostać się przez granicę. Przyczepkę zostawili na campingu, na Łotwie, spakowali niezbędny sprzęt do samochodu i wyruszyli. Tym razem granicę udało się sforsować. Ekipa była cała. Ale nie był to koniec problemów…

DSC04115Najbardziej mokry sierpień od lat był problemem drugorzędnym. Czasami trzeba było pchać ekspedycyjne UAZy, czasami przydawała się wyciągarka, jak tutaj…

Nie łatwiej było geologom, patrolującym okolicę w starym, niezawodnym Passacie (zdjęcie Bartka)…

I Citroenowi biologów, którzy stanowili znaczący składnik drugiej części ekspedycji, która dojechała później (zdjęcie Bartka)…

DSC_0664Jakoś przetrwaliśmy też wielką burzę, która spowodowała obalenie drzew na jedyną drogę wiodącą do obozu…

Później czekała na nas już tylko awaria citroena biologów, którym podróżował też Przyrodnik. W samochodzie przestał pracować jeden z cylindrów i rozwaliła się chłodnica. Na stacji benzynowej pod Wieliżem, właśnie wtedy gdy wyruszaliśmy do Pskowa wyciekł cały płyn chłodzący. Mieliśmy wiele szczęścia, że udało się nam znaleźć mechanika, który prowizorycznie to naprawił. To znaczy – naprawił chłodnicę, cylinder nadal nie pracował.

DSC_0666Niestety, z podróży do Pskowa musieliśmy zrezygnować. Brakujące części, niezbędne do uruchomienia cylindra doszły by w ciągu jednego lub dwóch dni. Naprawa to zajęłaby kolejne, a do tego niedziela i jakieś święto. A czas pobytu w Rosji, wyznaczony wpisanymi w „Migracionną Kartę” datami, nieubłaganie zbliżał się do końca. Nie mogliśmy czekać. Zdecydowaliśmy się ruszyć ku granicy z Łotwą nie w pełni sprawnym pojazdem. Tam czekał nas epilog pasma nieszczęść…

Na granicy spędziliśmy już tylko pięć godzin. Głównie na czekaniu. Rosjanie odprawili nas całkiem sprawnie. Gorzej z Łotyszami. Trafiliśmy chyba na jakąś zmianę służby, bo przez dwie godziny właściwie nic się tam nie działo. Strażnicy chodzili, rozmawiali ze sobą, ale żaden samochód nie zjechał z przejścia. Kiedy w końcu dotarliśmy do odpowiednich budek, zamiast rutynowej pobieżnej kontroli połączonej z rytualną papierologią, czekały nas ciekawsze doświadczenia. Skierowano nas na dokładną dokładną kontrolę do wydzielonego pomieszczenia. Najpierw na zamknięty kanał wysłano citroena biologów, a tuż za nim znalazł się nasz samochód. Wyobraźcie sobie: pełne przejście, dziesiątki samochodów z rejestracjami łotewskimi, rosyjskimi, niemieckimi. A na „trzepanie” skierowano wyłącznie dwa pojazdy z Polski. Musieliśmy wyjątkowo podejrzanie wyglądać. Ostatecznie celnicy nie zaglądali do każdej pary brudnych gaci i skarpet. Jedyną ofiarą kontroli stała się puszka polskiej szynki konserwowej, którą jeden z kolegów zachował na podróż powrotną. Uznana za niebezpieczny przetwór mięsny, wkraczający z wrażej Rosji w granice Unii, została wyrzucona do kosza na śmieci. Mniej więcej w tym samym czasie jeden z łotewskich strażników granicznych tłumaczył jednemu z naszych geologów, który dziwił się, że w kraju Unii Europejskiej nie może dogadać się po angielsku, że powinien nauczyć się łotewskiego. Tłumaczył mu to oczywiście po rosyjsku… Na nocleg dotarliśmy dopiero w nocy.

DSC_0668I tutaj pochwały należą się właścicielowi łotewskiego campingu, który rozwiał złe wrażenie, jakie pozostało nam po pobycie na łotewskim przejściu granicznym. Okazało się, że nie mógł nas przenocować, bo nie miał już wolnych miejsc (w końcu mieliśmy być w Pskowie, a u niego dopiero nazajutrz), ale załatwił nam noclegi w innym campingu, także w drewnianych domkach. Następnego dnia ruszyliśmy na Litwę. Wydawało się, że to kres nieszczęść. nic bardziej mylnego…

Po nocy spędzonej w „pensjonacie” na Litwie (chcieliśmy zwiedzić po drodze Wilno i Troki, więc nie gnaliśmy do Polski, wiedząc, że w razie czego uruchomimy dla dotkniętego awarią citroena europejski Assistance), część ekipy obudziła się wśród anielskich zapachów szamba. Okazało się, że wybiła woda z ubikacji i spod prysznica, zalewają położoną obok łazienkę i jadalnię oraz zbliżając się do sypialni. Gdyby więc przyszło wam kiedyś do głowy nocować pod Trokami, w miejscowości Jaworyszki, to przemyślcie sprawę. Może się okazać, że obudzicie się w wybitym szambie.

Następnego dnia ruszyliśmy do Polski. Obyło się bez dalszych problemów.

Zapytacie: a gdzie tryumf? Wszyscy żyjemy. W gruncie rzeczy nie spotkało nas nic bardzo złego. Godziny na granicy, zwalone drzewa, wszechobecne błoto to nic. Pobraliśmy próbki. I przeżyliśmy niesamowite dwa tygodnie, o których w następnych wpisach.

Suplement grobowy

W ostatnim czasie, w tym tomie,  ukazał się mój artykuł poświęcony grobowi 24 z Ostrowitego. Za chwilę powinien ukazać się kolejny, pod tytułem: Czy w Ostrowitem odkryto wczesnośredniowieczne groby komorowe?, zamieszczony w tomie materiałów po konferencji poświęconej zjawisku grobów komorowych, jaka odbyła się w Warszawie w kwietniu ubiegłego roku. W tym tekście zajmuję się m.in. dwoma tajemniczymi pochówkami, jakie udało się nam odkryć w Ostrowitem kilka lat temu, o których już kilkakrotnie pisałem na blogu.
W tekście zastanawiam się nad tym, czy owe niezwykłe pochówki przynależą do grupy tzw. grobów komorowych, znanych z kilku stanowisk z X i XI  w. z Polski oraz z drugiej połowy XI i XII wieku z Pomorza. Groby ostrowickie mają analogiczne wymiary do tej grupy obiektów, znacznie większe niż standardowe pochówki. Nie zachowały się w nich ślady drewnianych komór grobowych. Nie jest pewne, czy takowe w ogóle tam były…

ryc4Grób 23

ryc6Grób 24.

Niektórzy badacze problemu są zdania, że jeśli brak jest zachowanych reliktów drewnianej komory (bo np. uległa rozkładowi), powinno stosować się kryterium wielkościowe. Podaje się przy tym różne propozycje. W każdym razie rozmiary obu pochówków pasują do rozmiarów grobów komorowych z Polski i wschodnich Niemiec:

Ryc12Te ilustracje pojawia się w artykule, ale ostatnio Dariusz Błaszczyk zainspirował mnie do zrobienia jeszcze jednego zestawienia, które ilustruje jak bardzo różnią się wymiary tych jam grobowych od standardu:

Screenshot_20160724_104752Grób 46, który najbardziej odstaje wymiarami to pochówek złożony w starszej jamie o charakterze osadniczym. Dlatego jest tak znacznie większy. Oba groby (23 i 24) tworzą wyróżniającą się grupę, o znacznie większych wymiarach niż pozostałe.

Czy to rozstrzyga sprawę? Niestety nie. Wiemy jedynie, że mamy do czynienia z obiektami wyjątkowo dużymi. Na ich wykopanie poświęcono znacznie więcej energii, niż w przypadku innych pochówków, można więc przypuszczać, że pochowane w nich osoby cieszyły się szczególnym szacunkiem społeczności.

Nowe zdjęcia lotnicze grodzisk

Nie zapominamy o grodziskach, które badamy w ramach dwuletniego grantu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Grant udało nam się w tym roku otrzymać na dokończenie prac nieinwazyjnych oraz przygotowanie publikacji wyników wszystkich dotychczasowych prac, realizowanych od 2013 r. Książka ukaże się dopiero pod koniec przyszłego roku. W tym zaś roku mamy etap realizacji prac terenowych.

Działania terenowe opierają się na uzupełnieniu rozpoznania magnetycznego i elektrooporowego na kilku grodziskach, zrealizowaniu prac georadarem na wybranych stanowiskach oraz na monitorowaniu lotniczym części grodzisk z użyciem drona. Wyniki pierwszej misji są świetne. Susza owocuje doskonałymi zdjęciami.

G0015939Grodzisko w Rozprzy. Doskonale czytelny jest zasięg terasy, na której ulokowano podgrodzie, fosy oraz droga od zachodu (tutaj po prawej stronie zdjęcia).

DCIM103GOPROG0056279.Grodzisko w Spycimierzu. Obiekt jest silnie zniwelowany. Na zdjęciu dobrze czytelny jest nasyp stożka z XIV wieku, który wstawiono w starszy gród kasztelański. Wyróżniki roślinne wskazują obecność jakiś obiektów na majdanie grodziska oraz pokazują dość zaskakujące szczegóły konstrukcji wału.

DCIM103GOPROG0066368.Obiekt w Witowie. Jeszcze silniej zniszczony niż Spycimierz. Na powierzchni w ogóle nie czytelny. Zdjęcie pokazuje jednak zasięg wałów od północy oraz tajemnicze struktury przylegające do wału od północnego – wschodu, które wcześniej już obserwowaliśmy zarówno na zdjęciach lotniczych, jak i w badaniach geofizycznych. Zasięgu wałów nie pomylcie z licznymi wyróżnikami wskazującymi na subkopalne paleokoryta Warty. Grodzisko to te struktury bliżej polnej drogi, w środkowej części zdjęcia.

Jak widać, do monitoringu wybraliśmy obiekty słabo zachowane. Tutaj archeologia lotnicza jest w stanie sporo wyjaśnić, ujawnić nieznane wcześniej szczegóły oraz potencjalnie przynieść informacje istotne dla zarządzania dziedzictwem kulturowym.

Edukacja przez wykopaliska. Zaczynamy Ostrowite.

Rozpoczęliśmy nowy sezon badań w Ostrowitem. To jeszcze nie sierpień, więc badania prowadzimy nie w towarzystwie studentów archeologii z Łodzi, ale licealistów z Warszawy. Podobnie jak w zeszłym roku gościmy ekipę młodzieży i ich opiekunów z „Bednarskiej”, a ściślej z nowo powstałej Szkoły Realnej. Uczniowie mieszkają w uniwersyteckich bazach w Białych Błotach i Suszku, a poza uczestnictwem w wykopaliskach archeologicznych, odbywają cały szereg zajęć związanych z poznawaniem przyrody w rejonie Borów Tucholskich i historii Kosznajderii. W zajęciach tych prowadzą ich nie tylko nauczyciele i nasza, skromna ekipa archeologiczna, ale także specjaliści – biolodzy.

W trakcie tej akcji, zwanej przez ekipę warszawską „Archeo”, aktywność archeologiczna nie ogranicza się wyłącznie do udziału w wykopaliskach. Uczniowie zwiedzają także grodzisko w Raciążu, wystawę w Stacji Archeologicznej w Białych Błotach oraz uczestniczą w wykładach o metodach badawczych archeologii i wynikach badań w Ostrowitem. Do tego dodać należy jeszcze prowadzone przez p. Krystynę Trzcińską warsztaty z konserwacji ceramiki.

DSC03479Badania kontynuujemy w północnej części stanowiska, już poza cmentarzyskiem średniowiecznym. Niewielki, pół-arowy wykop dowiązaliśmy do zeszłorocznego. Pogoda nas nie rozpieszcza: dni upalne przeplatają się z deszczem. W piątek był tak obfity, że uniemożliwił jakąkolwiek pracę… a do tego spowodował zaburzenia działania mojego samochodu…

DSC03575To co zwraca uwagę, to zachowanie warstwy kulturowej o stosunkowo dużej miąższości. Warstwa zawiera głównie materiał pradziejowy i związana jest chyba przede wszystkim z okresem rzymskim. Pisze o tym dlatego, że w południowej części stanowiska, ta warstwa zachowała się jedynie na stokach wyniesienia zajętego przez stanowisko. Na jego kulminacji została całkowicie zniwelowana w trakcie prac polowych, zapewne już w okresie nowożytnym.

W badanej przez nas części stanowiska napotykamy właściwie wyłącznie na obiekty osadnicze. Jest potężna jama średniowieczna, jest kilka mniejszych jam pradziejowych i ewidentne pozostałości po produkcji metalurgicznej, zapewne z okresu rzymskiego. Na tym etapie badań ich charakter nie jest jasny – nie wiemy, czy mamy do czynienia z piecem, czy jedynie jamą, w którą zrzucono żużel. Mam nadzieję, że ten obiekt uda się rozpoznać w przyszłym tygodniu. Bez wątpienia są to pierwsze tak wyraźne pozostałości aktywności związanej z metalurgią, jakie udało się rozpoznać na tym stanowisku.

Jak wyglądał gród w Rozprzy?

Po dwóch etapach badań w Rozprzy pojawiła się potrzeba przygotowania graficznej rekonstrukcji wyglądu grodu w Rozprzy. W wyniku naszych badań okazało się, że rekonstrukcja założenia wczesnośredniowiecznego jest w zasadzie niemożliwa. Udało się zarejestrować przekrój wału tej warowni i w kilku miejscach zarejestrować obecność wczesnośredniowiecznych nawarstwień, jednak zdecydowana większość zachowanych do dzisiaj struktur oraz reliktów związana jest z późnośredniowieczną rezydencją rycerską w typie motte, czyli wzniesionego na kopcu ziemnym dworu, być może o wieżowej formie. Podstawą do rekonstrukcji były wyniki wykopalisk, badań paleośrodowiskowych oraz rozpoznania geofizycznego i zdjęć lotniczych z 2015 r. Najnowsze prace, z bieżącego roku, wnoszą niewielkie korekty w kwestii rekonstrukcji środowiska w otoczeniu gródka.

Postanowiłem więc zamienić się na trochę w grafika, co zdarza mi się ostatnio zupełnie sporadycznie, z braku czasu na graficzne zabawy. Rekonstrukcję zrobiłem w programie MyPaint. Pracowałem na laptopie z wykorzystaniem tabletu graficznego Wacom. Za podkład posłużyło jedno ze zdjęć wykonanych z drona w zeszłym roku, na którym doskonale czytelny jest przebieg fos, nasyp drogi, zasięg „podgrodzia” oraz przebieg paleokoryt Luciąży. Widać też nasz przekop przez fosę oraz samochody ekspedycji i odwiedzających nas wówczas licznie gości.

zrzut183Zdjęcie stało się warstwą w MyPaint, na której wpierw pojawił się zgrubny szkic rekonstrukcji założenia:

zrzut182Który w dalszym etapie zaczął nabierać kształtów:

zrzut178Trzeba zaznaczyć, że sama wieża w Rozprzy się nie zachowała. Udało się zarejestrować jedynie wkop, który związany był już chyba z jej rozbiórką, w którym zalegała glina, polepa, kamienie fr. spalonego drewna. Podejrzewamy, że były to właśnie elementy pochodzące z rozbiórki tej konstrukcji. Na obrazku wieżę zrobiłem w wersji szachulcowej. W taką rekonstrukcję nie bardzo wierzy prof. Anna Maciniak – Kajzer, która rekonstrukcję oglądała, a na gródkach tego typu zna się bardzo dobrze. Zasugerowała mi więc zmianę na konstrukcję zrębową, znacznie w XIV wieku częściej spotykaną. Będę musiał znaleźć na to nieco czasu…zrzut181Oczywiście rozplanowanie pozostałych budynków jest w znacznej mierze hipotetyczne. Dysponujemy co prawda wynikami badań wykopaliskowych, w tym z lat 60. XX wieku (na te podstawie wrysowałem jeden z budynków we wschodniej części założenia oraz towarzyszący mu płot w konstrukcji międzysłupowej – ich relikty odkryła A. Chmielowska) oraz wynikami badań geofizycznych (te pozwalają dopatrywać się kilku budynków w południowej części założenia oraz przebiegu wałów ziemnych), jednak całość należy traktować jako w znacznym stopniu „wizję artystyczną”. Potwierdzony dobrze jest przebieg fos, położenie bramy zachodniej, drewniane konstrukcje u podnóża stożka i ogólny układ przestrzenny. rozprza-rekPotwierdzenie w znaleziskach mają zalegające w fosach gałęzie, czy wręcz całe konary drzew, które prawdopodobnie pełniły funkcje zasieku, niskie ziemne wały, może bardziej przeciwpowodziowe niż obronne oraz przebiegające od wschodu paleokoryta. Na jednym z nich znalazły się konstrukcje moczydła do lnu. Zakończone dopiero co badania trzeciego etapu wskazują, że kolejne moczydło znalazło się także na korycie przebiegającym tuż przy wschodnim stoku ostańca terasy, na którym wzniesiono warownię. Samo koryto było w tym okresie nieco węższe i aktywne (na obrazku wrysowałem je jako zarastające starorzecze, sugerując się wczesnymi datami radiowęglowymi z odwiertów). Obrazek trzeba więc będzie w kilku szczegółach zmienić, ale ogólny kształt warowni, o dość złożonej strukturze przestrzennej, pozostaje aktualny.

Miał być gródek jest ogródek (?)

Zakończyliśmy ostatni etap terenowy programu badań w Rozprzy. Nadal oczywiście trwają specjalistyczne analizy pozyskanych artefaktów i ekofaktów. Wyjechaliśmy z Rozprzy z kolejnymi pudłami fragmentów ceramiki, kości zwierzęcych, przedmiotów drewnianych, skórzanych i metalowych do opracowania oraz pobranymi próbkami i rdzeniami.

W efekcie badań przeprowadzonych w Rozprzy w latach 1963-1964 i 1966 ustalono wczesną chronologię powstania obiektu, już w okresie między VI a IX wiekiem. Śladem najstarszej fazy osadniczej miała być „spalenizny, z charakterystycznym kopulastym wyniesieniem na jej skraju”. Owo kopulaste wyniesienie miało być śladem najstarszego gródka, który uległ „totalnej katastrofie” i w IX wieku został odbudowany (cytaty za A. Chmielowską).

W trakcie jesiennego etapu badań w 2015 roku odsłoniliśmy wykop z 1963 w jego wschodniej części, ponownie dokumentując północną ścianę wykopu oraz przeprowadzając eksplorację nawarstwień zachowanych w formie stopni, które w 1963 r. pozostawiono dla zachowania stabilności wykopu.

DSC09820Na zdjęciu widoczny jest nasyp wału, który A. Chmielowska odnosiła do IX wieku oraz zalegająca pod nim niemal czarna warstwa próchniczna, wraz z owym „kopulastym wyniesieniem”.

DSC09804Tutaj zbliżenie owego „wyniesienia”. Jego wysokość nie przekracza 30 cm, trudno więc uznać je za nasyp wału. Raczej za fragment nasypu. Tego samego, którego częścią są wyżej położone poziomy, określane przez A. Chmielowską jako druga faza wału, przez nas zaś jako pierwsza…

DSC09853A tutaj owa warstwa widoczna pod późniejszymi nawarstwieniami. Ma ona miąższość około 0,3 m, jest bardzo intensywnie czarna, zawiera fragmenty naczyń ceramicznych, węgle drzewne, fragmenty kości zwierzęcych, a także nieliczne bryłki gliny, polepy i wtręty piasku. Na długości kilkunastu metrów obserwowanej ściany wykopu jej miąższość jest jednolita. Nie zaobserwowano żadnych związanych z nią obiektów: jam, palenisk, bruków, niczego, co spotkać można na stanowiskach osadniczych. Co więcej, szereg obserwacji i pierwszych analiz specjalistycznych sugeruje, że warstwa ta nie wykształciła się tak sobie…

Na pewno wstępna analiza materiału zabytkowego, zalegającego w owej warstwie wskazała, że w żaden sposób nie może być on odnoszony do VI wieku, ani nawet do wieku IX. Obecność całkowicie obtaczanych naczyń wskazuje, że nie można jej datować wcześniej niż na połowę wieku X. Jednocześnie okazało się, że daty radiowęglowe z ziaren zbóż znalezionych w owej warstwie odnoszą się do VIII-IX wieku.

I w tym miejscu wspomnieć należy publikację naszego przyjaciela z Niemiec Jensa Schneeweissa oraz Katji Wiedner – specjalistki od badań gleb, dotycząca tzw. nordic dark earth – charakterystycznych, intensywnie ciemnych warstw próchnicznych, które spotyka się na stanowiskach archeologicznych w Europie północnej. Artykuł jest dostępny na Academii.edu. Geneza owych ciemnych ziem, związana oczywiście z działalnością ludzką, nie jest w pełni jasna, ale nie ma wątpliwości, że owe antropogeniczne gleby doskonale nadają się do upraw. Mogły być więc celowo kultywowane właśnie dla celów rolniczych. Pojawiła się więc robocza hipoteza: czy przypadkiem nasza warstwa nie ma czegoś wspólnego z nordic dark earth?

Właśnie dlatego w trakcie badań odwiedzili nas zarówno Jens Schneeweiss, jak i Katja Wiedner. Specjalnie dla nich otworzyliśmy niewielkie odkrywki, których celem była eksploracja warstwy i pobranie z niej próbek. Niemieccy badacze uznali, że choć podobieństwo naszej warstwy do nordic dark earth występuje, to jednak nie jest dokładnie to samo. Jednak nasza warstwa daje możliwości jakie nie są dostępne dla większości innych stanowisk z nordic dark earth – otóż w pewnym momencie została przykryta nasypem wału. Dzięki temu zachowała się zwyczajnie lepiej.

DSC02862Na zdjęciu spąg warstwy w trakcie eksploracji, wraz z licznymi fragmentami naczyń ceramicznych oraz kamieniami. Widać też specjalnie pozostawiony stopień, z którego pobrane były próbki do analiz specjalistycznych.

W ten sposób otworzył się dla nas zupełnie nowy, niespodziewany kierunek badawczy. Co z niego wyniknie, to się dopiero okaże. Zadaniem badacza jest jednak stawiać hipotezy, które następnie będą testowane. Na razie wygląda na to, że miał być gródek, a wyszedł ogródek.