Przerwa w pracy nad książką i trochę muzyki.

Pierwsze sceny kręcone są w slamsach Kibera, w Nairobi, w Kenii. To pora sucha. W porze deszczowe Kibera tonie w błocie. To jedna z największych dzielnic slamsów na świecie i chyba największa w Afryce. Na pewno tej wschodniej. Spotkałem w Kenii młodego chłopaka z prowincji, który przyjechał do Nairobi by studiować. Nie było go stać na normalne mieszkanie, więc wynajmował wraz z bratem sklecony z blachy falistej barak w Kiberze. Mieszkał tam przez dwa lata. Kiedyś w porze deszczowej woda wpłynęła do tego domku, zalewając wszystko co tam było, łącznie z materacem, który służył jako łóżko. Kilka nocy spędzili śpiąc na zmianę na taborecie – jedynym meblu, który nadawał się do użytku. Nie zawsze studiowanie jest łatwe i przyjemne…

Reklamy

Czegoś tu brakuje

Dzisiaj kolejny finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. W wielu miastach odbywają się festyny, koncerty i inne imprezy masowe, a ulice pełne są wolontariuszy. Także w Łodzi. Na rynku Manufaktury są ludzie w mundurach strażackich i ci w mundurach wojskowych, pokazy sprzętu pożarniczego i wojskowego.

I tylko gdy przyjrzymy się bliżej napisom na tych imponujących maszynach, zobaczymy, że…

Wszystkie należą do Ochotniczych Straży Pożarnych.

A sympatyczni panowie i panie w wojskowych mundurach to członkowie różnych organizacji strzeleckich i grup rekonstrukcyjnych.

I nie wiem jak dla Was, drodzy Czytelnicy ale dla mnie trochę to przygnębiające. Nie, nie jest przygnębiające, że strażacy ochotnicy, strzelcy, członkowie grup rekonstrukcyjnych poświęcają swój wolny czas na zbiórkę pieniędzy. Przygnębiające jest to, że brakuje Państwowej Straży Pożarnej, żołnierzy i innych służb, które przez lata widzieliśmy na podobnych festynach. Trudno oprzeć się wrażeniu, że brutalna polityka jaka rozgrywa się w Warszawie niszczy nasze społeczeństwo w całym kraju. Ciekawe czy odpowiedzialni za to politycy, ideolodzy oraz publicyści, blogerzy i internetowe trolle, zdają sobie sprawę, że w trakcie bezlitosnych potyczek o władzę burzą to, co później będzie naprawdę trudno odbudować?

W Zimbabwe bez zmian

W ostatnich dniach cały świat żył wydarzeniami w Zimbabwe. Wojskowy przewrót doprowadził do rezygnacji prezydenta Roberta Mugabe, który rządził tym krajem od uzyskania niepodległości w 1980 roku. Telewizja pokazywała nam obrazki wojskowych pojazdów na ulicach oraz cieszących się z wojskowej interwencji tłumów. Słyszeliśmy o nadziejach, jakie wiążą się ze zmianą prezydenta i z niepokojem oglądaliśmy mężczyzn w mundurach, z bronią w rękach, patrolujących ulice. W końcu to Afryka, z jej tradycją krwawych przewrotów, której symbolem są maczety i karabin Kałasznikowa.

Tymczasem na prowincji Zimbabwe, o której nie słyszeliśmy zbyt wiele w telewizyjnych przekazach, życie dalej szło swoją drogą. Gdyby nie to, że policyjnym kontrolom na drogach towarzyszyli żołnierze, nikt nie zauważyłby żadnej zmiany. A zmiana była. Pilnowani przez wojskowych policjanci, przestali łupić obywateli kraju z nieustannych łapówek…

Targ w miejscowości Marondera.

Targ w Marondera.

Targ w Marondera. Kobiety w Zimbabwe nie mają lekko.

Targ w Marondera.

Sprzedawczyni grillowanej kukurydzy na targu w Marondera.

Zmęczony dzieciak, na targu w Marondera. Jego mama handluje bananami.

Producentka mioteł przy straganie w Marondera.

Popularny środek transportu na prowincji w Zimbabwe – zaprzęg liczy sobie zwykle 2 do 4 osłów.

Birchenough Bridge – o długości 378 metrów, zbudowany w 1935 r. Pozostałość po czasach kolonialnych a jednocześnie jeden z najciekawszych zabytków industrialnej epoki w Zimbabwe i całej Afryce…

Dziś już nieco zaniedbany – samochody ciężarowe nie mają prawa na niego wjeżdżać, a ruch innych pojazdów odbywa się wahadłowo. Na pierwszym planie odpowiednik kenijskich matatu czy znanych z krajów poradzieckich marszrutek, niewielki bus przewożący ludzi, zwany tutaj combi.

Inna wersja zaprzęgu – tym razem ciągnięta przez woły.

Widok białego z aparatem na prowincji nie jest częsty, wzbudza więc sensację. O ile w Harare mieszkańcy zaraz podejrzewają, że jesteś reporterem i często są niechętni robieniu zdjęć (koniecznie trzeba o to pytać), to tutaj sami pozują. Jak ten pasażer prywatnego samochodu. Ruch samochodów prywatnych na prowincji nie jest zbyt nasilony. Za to ciężarówki i autobusy przejeżdżają przez wioski z prędkością ponad 100 km/h trąbiąc przy tym aż nazbyt intensywnie.

Droga wiejska w miejscowości Matezwa.

Najpopularniejszym środkiem transportu pozostają nogi. Zwłaszcza kobiet. Chyba ani razu nie widziałem objuczonego mężczyzny. Panie natomiast noszą dzieci, zakupy i wodę ze studni. Spróbujcie przenieść 20 litrowe wiaderko na głowie – tam robią to 8 letnie dziewczynki.

Matezwa – dom.

Tradycyjne okrągłe chaty, lepianki lub wykonane ze słabo wypalonej gliny są powszechnie spotykane.

Dzieciaki – zawsze ciekawskie i otwarte.

Pokazują, że można się bawić bez laptopów, tabletów i telefonów komórkowych. Nawet bez klocków lego.

Buty są na prowincji luksusem. Do grania w piłkę często się je zdejmuje, by nie zniszczyć.

A na boisku żwir, kamienie, kawałki cegieł i dziury. Jakim cudem nie łamią nóg i nie ranią stóp? Nie wiem…

Ten chłopiec trzyma w rękach patyk z przywiązanymi myszami i opiera się o motykę. Jeśli masz w Zimbabwe dość jedzenia sadzy (rodzaj gęstej kaszy z mąki kukurydzianej, odpowiednik znanej mi z Kenii ugali) z warzywami, idziesz za wioskę by motyką rozkopać mysie nory. Myszy się następnie smaży lub gotuje, robiąc z nich rodzaj relishu – gęstego sosu, który nada inny smak sadzy.

Kobieta z dzieckiem w Matezwa.

Wiejska droga w Matezwa.

I znów najtańszy i najbardziej powszechny środek transportu towarów w Zimbabwe – kobieta.

Zimbabwe ma jeden z najmniejszych w Afryce współczynników analfabetyzmu. Są tu publiczne szkoły, dostępne dla każdego. Niestety niedofinansowane z powodu trwającego od lat kryzysu ekonomicznego. Mimo to umiejące czytać i pisać oraz znające angielski dzieciaki, są największą nadzieją dla tego kraju.

Ciąg dalszy nastąpi.

Nowa rekonstrukcja c.d.

Rekonstrukcja obejmuje cztery fazy funkcjonowania i zaniku obiektu późnośredniowiecznego. Dla każdej z faz dostałem szczegółowe wytyczne od Autorów analiz paleośrodowiskowych.

To lata 30. XIV wieku. Na razie mamy tylko jedną fosę. W podmokłej dolinie rosną olchy, wierzby i brzozy, w fosie rdestnica, rzęsa wodna, pojedyncze grążele żółte i babka wodna. Mimo to fosa nadal jest czysta. Mieszkają w niech chrząszcze wodne i chruściki, a nieopodal chrząszcze koprofilne żerują na ekskrementach zwierzęcych (tuż obok krów, w prawym dolnym rogu).

Tu już obiekt po około 50 latach funkcjonowania… Pojawiła się druga fosa. Pierwsza fosa zarasta nieco, ale nadal jest w stosunkowo dobrym stanie. Wszystko to dzięki kanałom pozwalającym na wymianę wody. Kanały zostały zlokalizowane dzięki geofizyce. Efekty ich działania były czytelne w analizach paleośrodowiskowych.

Opuszczony obiekt w XVI wieku. Fosy stopniowo ulegają zatorfieniu. Budynki uległy destrukcji, podobnie jak cała hydrotechniczna infrastruktura.

A to grodzisko między XVIII a 1 połową XX wieku. Fosy uległy zatorfieniu. Nieaktywne są też koryta rzeczne. W tym rejonie funkcjonują łąki z trawami, turzycami, przytuliami, wiązówką i firletką. Te żółte kropki to łoczyga pospolita i jaskry. Nad kałużami latają pojedyncze ochotki, w kałużach wioślarki, a po okolicy wesoło hasają chrząszcze lądowe.

Ortofotomapa w Agisoft Photoscan

Krótki poradnik o tym, jak utworzyć ortofotomapę w Agisoft Photoscan. Chodzi o sytuację, w której nie mieliście ustawionych fotopunktów, mierzonych GPS RTK lub tachimetrem, które moglibyście wykorzystać do zgeoreferowania modelu wyprodukowanego w Photoscan. Dysponujecie po prostu serią zdjęć (np. zrobionych z drona). Do wykonania zadania potrzebne będą:

  • seria zdjęć lotniczych interesującego was obszaru;
  • Program Agisoft Photoscan w wersji Pro;
  • Qgis
  • Numeryczny Model Terenu z pomiarów lidarowych, zakupiony za niewielkie pieniądze w serwisie CODGiK. Najprościej zakupić plik .asc. Najlepiej plik LAS, z którego można sobie samemu wyprodukować .asc.

Zakładam, że macie już jakieś obycie w Qgis i podstawową znajomość Photoscan. Niewielkie, ale jednak.

1. Zdjęcia lotnicze wrzucamy do programu i w czterech prostych ruchach (trwających niekiedy kilka godzin) uzyskujemy model 3D fotografowanego obszaru. Wszystkie cztery ruchy znajdziecie w menu „Workflow” – po kolei: „Align Photos” – „Build Dense Cloud” – „Build Mesh” – „Build Texture”. Im więcej zdjęć wrzucicie, tym lepszy uzyskacie wynik końcowy i tym dłużej będzie on przeliczany…

rozp72. W programie Qgis tworzymy nowy projekt. Wrzucamy do niego nasz NMT oraz podpinamy warstwę WMS z ortofotomapą z geoportal.gov.pl (stara instrukcja podłączenia warstw WMS jest tutaj – od tego czasu zmieniły się jednak adresy oraz szczegóły Qgisa. Aktualne adresy tu). We właściwościach projektu ustawcie układ 1992 lub 2000 (pamiętając o wyborze właściwej strefy).

model4rW moim przypadku użyłem stworzonego wcześniej projektu.

3. Od teraz będziecie pracowali na dwóch programach równocześnie. W Photoscan za pomocą funkcji „Create Marker” (prawy klik myszy – rozwijane menu kontekstowe) tworzycie markery zaznaczając charakterystyczne punty terenowe: skrzyżowania dróg, miedze na polach, narożniki budynków, etc.

model1rW tym przypadku punkt utworzono na skrzyżowaniu rowów melioracyjnych.

4. Dokładnie ten sam punkt musicie odnaleźć w Qgis z włączoną ortofotomapą geoportalu. Teraz wykorzystacie dwie funkcje programu. Pierwsza to wtyczka przechwytywania koordynatów. Pozwala ona przez wskazanie konkretnego punktu na mapie uzyskać jego koordynaty xy. W panelu wtyczki można ustawić układ odniesienia. Ustawcie tam koniecznie układ 1992 lub 2000.

model9rTeraz wystarczy tylko kliknąć na mapie Qgisa z włączoną ortofotomapą wskazując ten sam punkt, który zaznaczyliście w Photoscanie. Z panelu wtyczki skopiujcie po kolei najpierw wartość X, później Y, wklejając je do odpowiedniego panelu Photoscan:

model8rWłaśnie tutaj. W tym przypadku są to wartości w układzie 2000 strefa 7.

5. W ten sposób powinniście mieć już wartości XY, czyli lokalizację w dwóch wymiarach. Potrzebny nam jeszcze trzeci, czyli wysokość (Z). W tym celu korzystamy z narzędzia identyfikacji (strzałka). Aby je wykorzystać na drzewku warstw Qgis zaznaczcie warstwę z waszym NMT. Później wystarczy wskazać punkt na mapie z włączoną ortofotomapą z geoportal.gov.pl. Wskazujecie na ortofotomapie, ale zaznaczony jest NMT.

model2rW bocznym panelu wyświetli wam się, odczytana przez program z NMT, wartość wysokości. Skopiujcie ją i wklejcie do Photoscana.

6. Dla przeciętnego modelu powinno wam wystarczyć 5-6 punktów. Im więcej zrobicie, tym dokładniejszy powinien być gotowy produkt. Nie ma jednak sensu robić ich zbyt wiele. Mając gotowe punkty musicie zbudować ortofotomapę. W panelu „Workflow” kliknijcie „Build Orthomosaic”.

model6rUstawcie układ odniesienia dla powstającego pliku (może być ten sam, który macie dla projektu Qgis).

model5rW panelu na zrzucie jest Local Coordinates, zmieńcie to na wybrany układ odniesienia.

7. Ostatni krok to wyeksportowanie ortofotomapy. Wybierzcie „File” i „Export Orthomosaic” oraz format, do którego chcecie wyeksportować plik (najprościej i najbardziej uniwersalnie – tiff). Gotowy plik wystarczy wrzucić do Qgis.

model7rI gotowe.