Badania w Smoleńsku i komunikat dla uczestników badań w Ostrowitem

Na początek komunikat:

W związku z gwałtowną burzą, jaka przeszła w rejonie naszej Stacji Archeologicznej w Białych Błotach, podczas której doszło do tragicznych wydarzeń na obozie harcerskim w Suszku, proszę uczestników ekspedycji o stałe monitorowanie bloga. Informacje o szczegółach związanych z ewentualnymi modyfikacjami planów wykopaliskowych będą się pojawiały tak szybko, jak to tylko możliwe. Na razie żadne zmiany nie są planowane, jednak warto pamiętać, że las w tym rejonie uległ powaleniu, a drogi do Stacji są aktualnie kompletnie nieprzejezdne. Będę się z Wami kontaktował gdyby coś miało się zmienić.

A teraz o tegorocznych badaniach w Rosji.

Tegoroczny PolSex (Polish Serteya Expedition) był ponownie imprezą dużą, w której wzięło udział sporo osób sproszonych przez Przyrodnika. Niestety, nie ja. W tym czasie podróżowałem po Normandii, podczas pierwszych od 3 lat wakacji. Do Rosji dotarłem dopiero z początkiem sierpnia, po 11 upojnych godzinach spędzonych na przejściu granicznym Buraczki. Podczas owych 11 godzin, czekając „tamożniki” zajmą się moją odprawą, obiecałem sobie, że do Rosji już nigdy więcej nie wrócę, co zapewne jest nieprawdą. Po godzinie 22 czasu miejscowego wypuścili nas z przejścia granicznego i już koło 3 nad ranem byłem w Smoleńsku, po upojnej, nocnej podróży samochodem.

W Smoleńsku, a ścisłej na niewielkiej „daczy” (wbrew wyobrażeniom niektórych Polaków, dacza to najczęściej odpowiednik ogródka działkowego, a nie jakiejś wielkiej posiadłości z willą) pod miastem był już Przyrodnik oraz Krzysiu. Byli też nasi gospodarze: Nikolai Krenke z Rosyjskiej Akademii Nauk w Moskwie oraz jego ekipa.

Od lewej: Krzysiu, Nikolai Krenke, w tle moja żona, oraz Przyrodnik.

Pamiętacie zeszłoroczną histerię z barszczem Sonsnowskiego? W Rosji barszcz rośnie wszędzie i osiąga nieprawdopodobne rozmiary. Te piękne egzemplarze, wysokości ponad 3 m rosną niemal w samym centrum Smoleńska.

Prace w Smoleńsku koncentrowały się wokół poszukiwań XIII-wiecznego wału. Ostatecznie wału nie było, były natomiast warstwy stokowe. Wykop wyglądał jak pobojowisko – pomieszczony na tyłach kamienic, wśród gigantycznych okazów barszczu, ruin zabudowy z początków XX wieku i masy śmieci zrzucanych po stoku, w kierunku przebiegającego tu wąwozu. W tle widać wieże smoleńskiego soboru.

Większość naszego czasu spędziliśmy jednak poza miastem.

To odwiedziny w ekspedycji moskiewskiego Muzeum badającej tzw. naddnieprzańską grupę kurhanów w ramach gniezdowskiego kompleksu osadniczego. Tegoroczne badania w Gniezdowie były nad wyraz udane. Podczas prac na centralnej grupie kurhanów znaleziono pochówki komorowe z wyposażeniem, w tym dwa miecze, których nie notowano tutaj już od lat. W grupie naddnieprzańskiej zlokalizowano kilka pochówków szkieletowych poza kurhanami. Przebadano także dwa kurhany…

Badania na jednym z kurhanów, z niewielką komorą grobową.

Widok na największy kurhan w grupie naddnieprzańskiej, o rozmiarach odpowiadających tzw. Bolszym Kurganom z grupy centralnej.

Widok na wielki kurhan i towarzyszące mu mniejsze nasypy od strony Dniepru.

Większość naszych prac realizowaliśmy w rejonie Katynia, przy czym nie chodziło tu o jakieś nowe badania na miejscu pochówku polskich oficerów z okresu wojny, a o wielofazowy zespół osadniczy nad rzeką Katynką. Na zdjęciu przyrodnik stoi nad brzegiem rzeki w rejonie jej ujścia do Dniepru.

Odwierty w rejonie paleokoryta Katynki. W tle widoczny kurhan. Nie jest jasne, czy jest on związany z osadnictwem średniowiecznym, czy może raczej z epoką brązu.

Przyrodnik i Krzysiu w „szurfie”, czyli wykopie sondażowym. Pobieranie próbek.

Badania w Katyniu trwały zaledwie kilka dni i miały charakter bardzo wstępnego rozpoznania otoczenia. Tymczasem w Sertei trwały nadal badania na pełną skalę. Którym mogłem się przyjrzeć jedynie przez dwa dni.

Prace odbywały się w trudnych warunkach z maksymalnym poświęceniem.

Noc nad Serteją.

Badania się zakończyły. Powrót do domu troszkę przedłużył nam się z powodu wizyty w Rydze, Tallinie i Kownie, ale to już zupełnie inna historia…

Psków

W ostatnich dniach razem z Przyrodnikiem i Mateuszem odwiedziliśmy Psków. Przyczyną podróży były różne kwestie organizacyjne związane z badaniami w Sertei, jednak przy okazji mogliśmy zwiedzić sobie miasto. A jest to jedno z ciekawszych miast zachodniej części Rosji, pełne zabytków, w tym odbudowanych fragmentów murów obronnych (tzw. krepost), wznoszonych od XIII po XVI wiek oraz licznych cerkwi (głównie z XV i XVI wieku) i dworów. Zwiedzanie odbyło się w zimowej, prawdziwie rosyjskiej scenerii.

Widok na Kreml – centralną część kreposti (twierdzy) pskowskiej od strony rzeki Pskowy. Za murami Kremla widoczne są kopuły Soboru Troickiego (Świętej Trójcy).

Ujście rzeki Pskowy do Rz. Wielkiej. W trójkącie, którego dwa bogi stanowiły koryta rzek zbudowano Kreml. Wokół rozłożyło się średniowieczne miasto. Za Pskową znalazła się jedna z jego dzielnic – tzw. Zapskowie. Ujście rzeki broniły dwie baszty połączone pierwotnie przerzuconymi nad rzeką arkadami dźwigającymi mur i obronny chodnik.

To samo miejsce widoczne z drugiego brzegu rzeki Wielkiej. Zauważcie, że rzeka jest w całości zamarznięta.

Brama prowadząca do tzw. Dowmontow Goroda czyli grodu Dowmunta – księcia pskowskiego z XIII wieku. Obszar ten zabudowany był licznymi twierdzami (wznoszonymi od XII do XIV-XV wieku). Ich partie fundamentowe, odsłonięte po badaniach archeologicznych, są zabezpieczone i eksponowane na dziedzińcu.

Widok na mur oddzielający Dowmontow Gorod od centralnej części Kremla z Soborem Troickim. Na pierwszym planie fundamenty cerkwi.

Szyja bramna prowadząca do centralnej części Kremla.

Sobór św. Trójcy. Obecna budowla pochodzi z XVII wieku. Wzniesiono ją na miejscu starszych konstrukcji z XIV i XII wieku. Budynek ma imponującą wysokość 72 metrów.

Ikonostas w Soborze Troickim.

Jeszcze jeden widok na Kreml oraz na mur miejski z tzw. Własewską Basztą. Znajdowała się tutaj brama prowadząca do przeprawy przez rzekę Wielką. W baszcie znajduje się dzisiaj restauracja serwująca dania kuchni rosyjskiej.

Baszta Pokrowska znajduje się na południowym krańcu umocnień kreposti. W rejonie tej baszty koncentrował się ostrzał polskiej artylerii w czasie oblężenia w 1581-1582 r. To tutaj dokonano wyłomu w murze i w to miejsce kierowały się szturmy wojsk Stefana Batorego. Dzisiaj w pobliżu znajduje się pomnik poświęcony bohaterskim obrońcom, którzy pokonali wrażych Polaków, Litwinów (i Białorusinów), Węgrów i Niemców.

Chyba pierwsze selfie na blogu. Wygląda na to, że jestem mocno zacofany (no niech będzie konserwatywny). To nasza banda na tle pomnika poświęconego obrońcom Pskowa.

Naprzeciwko Baszty Pokrowskiej stoi Monastyr Moriżskij, gdzie w czasie oblężenia miasta stacjonowały siły Batorego.

Najważniejszą świątynią monastyru jest Spaso-Prieobrażeński Sobor, czyli świątynia Przemienienia Pańskiego. Kościół powstał w 2 połowie XII wieku i zawiera zachowane wewnątrz cenne freski z tego stulecia. Niestety – dotarliśmy do niego po 18.00, kiedy był już zamknięty. Fresków nie widzieliśmy, poza jednym, umieszczonym na zewnątrz, w tympanonie portalu.

Dalej na północ, naprzeciw Kremla, znajduje się Sobór Narodzenia Jana Chrzciciela – zbudowany w latach 40. XIII wieku – jedna z najstarszych, zachowanych świątyń Pskowa.

Wnętrze soboru Jana Chrzciciela.

Cerkiew Nowoje Wozniesenie (Wniebowzięcie) z XV w.

Cerkiew Anastazji Męczennicy z XV w.

Cerkiew Waisilija na Gorce z 1 ćw. XV wieku. Moja ulubiona…

Tzw. Pogankiny Pałaty – dwór rodziny Pogankinów z XVII wieku. Obecnie mieści muzeum pskowskie.

Klatka schodowa Pałaty Podznojewych.

Polskie ślady w zachodniej Rosji

Podczas pobytu w Sertei zrobiliśmy sobie kilka wycieczek o lekko naukowym zabarwieniu. Dziwnie się składało, ale właściwie wciąż trafialiśmy na ślady polskie, lub ślady Rzeczypospolitej Obojga Narodów (Białorusini uparcie twierdzą, że to ich ślady). W sumie nie jest to takie dziwne, skoro tereny te, przynajmniej przejściowo, do Rzeczypospolitej należały.

DSC04125Uświaty. Miasteczko leżące na trasie słynnej, pskowskiej wyprawy Stefana Batorego w 1580. Wojska polsko – węgierskie zdobyły tutejszy zamek. Później, aż do pierwszego rozbioru Uświaty należały do Rzeczpospolitej. Na zdjęciu widać jezioro Uświackie (tzw. małe, właściwa część leży dalej na południe), na pierwszym planie, gdzieś pod trawami i trzcinami znajduje się stanowisko mezo i neolityczne, po drugiej zaś stronie zespół osadniczy z wczesnego średniowiecza, z grodziskiem i cmentarzyskiem. Uświaty są wcześnie wspominane w ruskich źródłach, a w samej wczesnośredniowiecznej aglomeracji miały znajdować się przynajmniej trzy kościoły. Nie w kij dmuchał…

DSC04128Malowniczy mostek drewniany prowadzący na drugą stronę jeziora. Na wczesnośredniowieczne cmentarzysko.

DSC04129Góra zamkowa w Uświatach.

DSC04132Ruiny stajni, nieopodal Uświat. Ten łącznik z Polską ma nieco inny charakter. To ponoć w tym majątku miał pomieszkiwać w latach wczesnej młodości Konstanty Rokossowski, marszałek Armii Czerwonej, a później marszałek Polski, z nadania władzy radzieckiej. W polskiej historiografii trwają spory, czy urodził się w Warszawie, czy w Wielkich Łukach (koło 80 km od Uświatów).

DSC04136Cmentarzysko kurhanowe na wschód od Uświatów.

DSC04168Sobór Uspieński (Zaśniecia Matki Bożej) w Smoleńsku. Obecny budynek powstał już po okresie Rzeczypospolitej.

DSC04175_v1I jeszcze raz…

DSC04176Widok z Góry Soborowej na wschodnią część miasta. W oddali widać wieże i mury Kreposti – czyli twierdzy smoleńskiej. Mury wzniesiono w XVI i XVII wieku. W czasach polskiego oblężenia już istniały. Za nimi jednak, nadal zachowano drewniano – ziemny wał, który okazał się przydatny, gdy polska artyleria zburzyła odcinek murów.

DSC04203Baszta Gromowa w Smoleńsku. Znajduje się w niej obecnie muzeum Krepostii, z kilkoma wystawami poświęconymi m.in. czasom oblężeń w XVII związanych z wojnami Rzeczypospolitej oraz okresowi napoleońskiemu.

DSC04192Wnętrze drewnianego hełmu wieży o konstrukcji zrębowej.

DSC04211Monument w Katyniu. Ta karta wspólnej historii jest znacznie świeższa i bardziej tragiczna.

DSC04215Pomnik poświęcony pomordowanym polskim oficerom w Katyniu.

DSC04216_v1Katyń.

DSC04231Nie zawsze pamiętamy, że w lesie katyńskim, jeszcze przed wojną oraz w latach 40. NKWD zabiło tysiące obywateli Związku Radzieckiego. Dzisiaj w tej części lasu stoją drewniane krzyże.

DSC04234Łódzki akcent. Profesor Marian Głosek na jednej z tablic informacyjnych w Katyniu. Pod kierownictwem Profesora były tutaj prowadzone prace archeologiczno – ekshumacyjne. A w pracach tych brał udział cały szereg łódzkich archeologów i antropologów. Jako student archeologii uczestniczył w nich Przyrodnik.

DSC04241Tutaj polskich śladów już niewiele. Więcej szwedzkich. Ponownie odwiedziliśmy Gniezdowo. Widok na wczesnośredniowieczne grodzisko od strony doliny Dniepru.

DSC04239Wykopaliska w Pojmie, czyli w dolinie zalewowej Dniepru, na osadzie wczesnośredniowiecznej.

DSC04248W tym roku, po raz pierwszy chyba, udało się znaleźć dobrze zachowane relikty konstrukcji drewnianych. Na pierwszym planie, wśród studentów biorących udział w badaniach Veronika Murasheva z Muzeum w Moskwie. Za świadkiem (czy też murkiem profilowym) widać przebieg drewnianej palisady. Analizy dendrochronologiczne ma wykonywać ponoć profesor Marek Krąpiec. Mamy kolejny polski ślad…

Tryumfy i klęski PolSEx-u

W sierpniu 2016 wraz z Przyrodnikiem ponownie odwiedziliśmy Rosję. Tym razem jednak wyjazd nie miał charakteru kameralnej wyprawy, jak w roku poprzednim. Była to prawdziwa ekspedycja, w którą zaangażowanych było łącznie 11 osób. Przyrodnik nazwał ekspedycję przecudnie: PolSEx – Polish Serteya Expedition. Do udziału zaangażowani byli geolodzy, biolodzy, archeolodzy i moja Małżonka. Celem było zdobycie bogatych materiałów źródłowych, szczególnie różnej maści próbek i rdzeni, które posłużyć by mogły do rekonstrukcji środowiska w rejonie Sertei. Badania nasze miały być realizowane przy właściwej ekspedycji sertejskiej, zorganizowanej przez Andreya Mazurkevicha i Muzeum Ermitaż w Petersburgu.

Pech prześladował ekspedycję od samego początku. 2 dni przed wyjazdem okazało się, że nie dotarła Zielona Karta jednego z pojazdów. Po gorączkowych ustaleniach zdecydowaliśmy się, że pojedziemy na raty: pierwsza tura złożona z dwóch aut zabierze 7 osób, w tym mnie i Małżonkę. Druga tura, pojedynczy samochód z przyczepką, na której znalazł się sprzęt: świdry, młot, rynienki do pobierania rdzeni miała wyruszyć kiedy tylko dotrze Karta, wysłana przez ubezpieczyciela pocztą. W samochodzie geologów udało się pomieścić świder ze specjalną końcówką do pobierania rdzeni, kilka korytek plastykowych do ich pomieszczenia oraz trzech dzielnych członków geologicznej załogi.

Podróż w pierwszym etapie poszła gładko. Nocowaliśmy na Łotwie w campingu Ozianna. Fajne miejsce, z przyjazną obsługą, drewnianymi domkami i banią…

DSC04060Tu spaliśmy…

Trudniejszy był etap drugi. Na granicy łotewsko – rosyjskiej spędziliśmy 8 upojnych godzin. To dotychczasowy rekord. Napotkani Rosjanie twierdzili, że to dlatego, że kończą się turnusy i mieszkańcy Federacji gromadnie wracali do kraju z wakacji w zachodniej części kontynentu. Tak czy inaczej, do obozu ekspedycji sertejskiej dotarliśmy w nocy.

DSC04066Następnego dnia, rano, w obozie…

Druga część ekipy wyruszyła we wtorek. W środę dotarli na granicę. Tam spędzili 28 godzin. Ponieważ ciągnęli wypełnioną sprzętem badawczym przyczepkę uznano ich za ciężarówkę, wiozącą do Rosji „gruz”, czyli ładunek. Trafili więc na kanał obsługi dla TIRów. Tam, oprócz licznych pertraktacji z obsługą przejścia mieli okazję trafić na rentgen dla ciężarówek. Ostatecznie , gdy okazało się, że konieczne będzie korzystanie z usług urzędów celnych w samej Moskwie, zawrócili na Łotwę. Powodzenie wyprawy stanęło pod znakiem zapytania.

W tym czasie pierwsza część ekipy zabrała się za działalność badawczą. Na pierwszy ogień poszło zbieranie próbek z torfowiska, położonego nieopodal obozu ekspedycji i zespołu stanowisk nad rzeką Serteyą.

DSC04074Odwierty na torfowisku.

W kolejnych dniach geolodzy zajęli się dalszą działalnością naukową, a ja z Małżonką dołączyliśmy do ekipy archeologicznej, która znacząco poszerzyła obszar badań w rejonie, w którym w zeszłym roku, wraz z Przyrodnikiem, znaleźliśmy szkielety ludzkie z neolitu.

Tak wyglądał nasz malutki „szurf” – czyli sondaż w zeszłym roku.

DSC04085A tak, to samo miejsce, wyglądało w momencie naszego przyjazdu…

Tymczasem Przyrodnik wraz drugą częścią ekipy postanowił raz jeszcze spróbować przedostać się przez granicę. Przyczepkę zostawili na campingu, na Łotwie, spakowali niezbędny sprzęt do samochodu i wyruszyli. Tym razem granicę udało się sforsować. Ekipa była cała. Ale nie był to koniec problemów…

DSC04115Najbardziej mokry sierpień od lat był problemem drugorzędnym. Czasami trzeba było pchać ekspedycyjne UAZy, czasami przydawała się wyciągarka, jak tutaj…

Nie łatwiej było geologom, patrolującym okolicę w starym, niezawodnym Passacie (zdjęcie Bartka)…

I Citroenowi biologów, którzy stanowili znaczący składnik drugiej części ekspedycji, która dojechała później (zdjęcie Bartka)…

DSC_0664Jakoś przetrwaliśmy też wielką burzę, która spowodowała obalenie drzew na jedyną drogę wiodącą do obozu…

Później czekała na nas już tylko awaria citroena biologów, którym podróżował też Przyrodnik. W samochodzie przestał pracować jeden z cylindrów i rozwaliła się chłodnica. Na stacji benzynowej pod Wieliżem, właśnie wtedy gdy wyruszaliśmy do Pskowa wyciekł cały płyn chłodzący. Mieliśmy wiele szczęścia, że udało się nam znaleźć mechanika, który prowizorycznie to naprawił. To znaczy – naprawił chłodnicę, cylinder nadal nie pracował.

DSC_0666Niestety, z podróży do Pskowa musieliśmy zrezygnować. Brakujące części, niezbędne do uruchomienia cylindra doszły by w ciągu jednego lub dwóch dni. Naprawa to zajęłaby kolejne, a do tego niedziela i jakieś święto. A czas pobytu w Rosji, wyznaczony wpisanymi w „Migracionną Kartę” datami, nieubłaganie zbliżał się do końca. Nie mogliśmy czekać. Zdecydowaliśmy się ruszyć ku granicy z Łotwą nie w pełni sprawnym pojazdem. Tam czekał nas epilog pasma nieszczęść…

Na granicy spędziliśmy już tylko pięć godzin. Głównie na czekaniu. Rosjanie odprawili nas całkiem sprawnie. Gorzej z Łotyszami. Trafiliśmy chyba na jakąś zmianę służby, bo przez dwie godziny właściwie nic się tam nie działo. Strażnicy chodzili, rozmawiali ze sobą, ale żaden samochód nie zjechał z przejścia. Kiedy w końcu dotarliśmy do odpowiednich budek, zamiast rutynowej pobieżnej kontroli połączonej z rytualną papierologią, czekały nas ciekawsze doświadczenia. Skierowano nas na dokładną dokładną kontrolę do wydzielonego pomieszczenia. Najpierw na zamknięty kanał wysłano citroena biologów, a tuż za nim znalazł się nasz samochód. Wyobraźcie sobie: pełne przejście, dziesiątki samochodów z rejestracjami łotewskimi, rosyjskimi, niemieckimi. A na „trzepanie” skierowano wyłącznie dwa pojazdy z Polski. Musieliśmy wyjątkowo podejrzanie wyglądać. Ostatecznie celnicy nie zaglądali do każdej pary brudnych gaci i skarpet. Jedyną ofiarą kontroli stała się puszka polskiej szynki konserwowej, którą jeden z kolegów zachował na podróż powrotną. Uznana za niebezpieczny przetwór mięsny, wkraczający z wrażej Rosji w granice Unii, została wyrzucona do kosza na śmieci. Mniej więcej w tym samym czasie jeden z łotewskich strażników granicznych tłumaczył jednemu z naszych geologów, który dziwił się, że w kraju Unii Europejskiej nie może dogadać się po angielsku, że powinien nauczyć się łotewskiego. Tłumaczył mu to oczywiście po rosyjsku… Na nocleg dotarliśmy dopiero w nocy.

DSC_0668I tutaj pochwały należą się właścicielowi łotewskiego campingu, który rozwiał złe wrażenie, jakie pozostało nam po pobycie na łotewskim przejściu granicznym. Okazało się, że nie mógł nas przenocować, bo nie miał już wolnych miejsc (w końcu mieliśmy być w Pskowie, a u niego dopiero nazajutrz), ale załatwił nam noclegi w innym campingu, także w drewnianych domkach. Następnego dnia ruszyliśmy na Litwę. Wydawało się, że to kres nieszczęść. nic bardziej mylnego…

Po nocy spędzonej w „pensjonacie” na Litwie (chcieliśmy zwiedzić po drodze Wilno i Troki, więc nie gnaliśmy do Polski, wiedząc, że w razie czego uruchomimy dla dotkniętego awarią citroena europejski Assistance), część ekipy obudziła się wśród anielskich zapachów szamba. Okazało się, że wybiła woda z ubikacji i spod prysznica, zalewają położoną obok łazienkę i jadalnię oraz zbliżając się do sypialni. Gdyby więc przyszło wam kiedyś do głowy nocować pod Trokami, w miejscowości Jaworyszki, to przemyślcie sprawę. Może się okazać, że obudzicie się w wybitym szambie.

Następnego dnia ruszyliśmy do Polski. Obyło się bez dalszych problemów.

Zapytacie: a gdzie tryumf? Wszyscy żyjemy. W gruncie rzeczy nie spotkało nas nic bardzo złego. Godziny na granicy, zwalone drzewa, wszechobecne błoto to nic. Pobraliśmy próbki. I przeżyliśmy niesamowite dwa tygodnie, o których w następnych wpisach.

Smoleńsk

Wspomnienia z lata w środku zimy bez śniegu. Kilka zdjęć z wyprawy do Rosji, z wpisu, który w znacznej mierze był gotowy już w sierpniu, ale jego publikacja była wstrzymana z powodu wykopalisk w Ostrowitem, Rozprzy i Giecznie. Smoleńsk, kojarzy się nam głównie z katastrofą z 2010 roku – niesłusznie. Z archeologicznego punktu widzenia jest to fascynujące miejsce. I to nie tylko dlatego, że Gniezdowo jest tuż obok.

Do Smoleńska trafiliśmy z Przyrodnikiem po zakończeniu badań w Sertei, a przed wyprawą na Białoruś. Przez kilka dni byliśmy gośćmi ekspedycji Nikolaia Kranke z Moskwy, z Rosyjskiej Akademii Nauk, który badał tutaj najwcześniejsze dzieje miasta. Właściwie terenowy etap terenowy był już zakończony. My mogliśmy obejrzeć rezultaty i dowiedzieć się czegoś o chronologii i specyfice materiałów oraz zwiedzić „pojmę”, czyli dno doliny Dniepru.

DSC07704_v1Ulica prowadząca do Soboru Uspieńskiego (czyli Zaśnięcia Najświętszej Matki Bożej). Sam sobór to ta zielona budowla w dole ulicy.

DSC07705_v1Brama prowadząca do soboru, zza niej widać kawałek dzwonnicy i sam sobór.

DSC07710Mury obronne otaczają centrum historyczne miasta. Wzniesione z cegieł, głównie w XVI i XVII wieku z prostokątnymi i okrągłymi basztami. W ich architekturze widać przebłyski gotyku, podobnie jak w murach moskiewskiego Kremla. Wartość obronna tych fortyfikacji była chyba średnia, skoro nie przetrzymały polskiego oblężenia. Co ciekawe, mury stanowiły na niektórych odcinkach rodzaj teatralnej dekoracji. Prawdziwe funkcje obronne pełnił pomieszczony za nimi ziemny wał.

Przyznaję, że ujęcie fortyfikacji smoleńskiej Kreposti jest wyjątkowo mało atrakcyjne. W sieci znajdziecie znacznie więcej, ciekawszych ujęć. Niestety – czas mieliśmy tak ściśle wypełniony, że nie wystarczyło go na zdjęcia…

DSC07604Dniepr na zachód od miasta. Wysokość skarpy to 8 – 9 m. Dopiero nad skarpą mieści się dno doliny zalewowej, czyli Pojmy. W czasie wiosennych wylewów poziom wody jest tak wysoki, że zalewa całe dno doliny. To specyfika rzek w klimacie kontynentalnym. Przyrodnik był zachwycony…

DSC07611_v1Zaskroniec w wodach Dniepru

DSC07620Ślady po „czarnych archeologach” – tak w Rosji nazywa się nielegalnych detektorystów. Właściwie wszędzie można spotkać ślady po tym procederze, którym zajmują się zarówno indywidualni „miłośnicy historii”, jak i zorganizowane szajki, które mogą cieszyć się nieformalną ochroną władz różnego szczebla (tak przynajmniej mówili nam o tym rosyjscy archeolodzy).

DSC07625_v1Zabytki z grodziska w Tuszemli na wystawie w Muzeum w Smoleńsku.

DSC07627_v1Makieta grodziska w Tuszemli, także z wystawy w muzeum.

DSC07634_v1Zabytki ze stanowisk kultury długich kurhanów.

DSC07678_v1Gramoty pochodzące ze Smoleńska. Warto pamiętać, że o ile większość populacji Europy Zachodniej, w tym Polski, w średniowieczu była niepiśmienna, to na Rusi pismiennictwo w języku rodzimym było dość silnie rozpowszechnione.

DSC07686_v1Szklane bransolety. Już niemal 10 lat temu kilka tego typu zabytków udało nam sięznaleźć w Drohiczynie.

DSC07682_v1Fragmenty amfor z XII-XIII wieku. Zabytek podpisany jest „fragmenty głośników” – amfory były bowiem używane w murach kościołów jako tzw. naczynia akustyczne. Wmurowane w ściany miały poprawiać akustykę budowli.

DSC07685_v1Zestaw przęślików z łupku – charakterystyczny wyrób wczesnośredniowiecznego rzemiosła ruskiego. Prawdziwy hit eksportowy w XI-XIII wieku, znajdowany w całej środkowej i północnej Europie, a nawet na Bałkanach.

DSC07601_v1Cerkiew Michała Archanioła z XIII wieku – jedna z najstarszych zachowanych w Smoleńsku.

DSC07597_v1Artykulacja ścian cerkwi Michała Archanioła. Zwróćcie uwagą na ceglane dekoracje. Cegła to tzw. plinta – wywodząca się z tradycji rzymskich, dotarła na Ruś z Bizancjum.

DSC07582_v1Okno lub blenda ze średniowiecznej fazy kościoła.

DSC07588_v1I wnętrze budowli, w kierunku na chór. Całość sprawia wrażenie niesamowicie wertykalne.

DSC_0444W trakcie naszego pobytu pojawili się w ekspedycji smoleńskiej goście. Od lewej: Nikolai Kranke, Weronika Muraszewa, z tyłu zabytki fotografuje Heinrich Harke.

DSC07736_v1Ceramika jedenastowieczna ze Smoleńska. Wykonana z białej gliny, całkowicie obtaczana o bardzo zaawansowanej technologii. Już w 2 połowie XI wieku zanika i jest zastępowana przez naczynia produkowane z gliny żelazistej, czerwonawe i brunatne w barwie, o zupełnie innych formach i mniej doskonałej technologii, bardziej przypominające to co znamy z Polski.

DSC07737_v1I przełom (czy też przełam, bo przełom to na Dunajcu fajny jest, jak zawsze mówi Przyrodnik). Widać jak doskonale wypalone jest to naczynie. Te formy naczyń były uważane wcześniej za produkty późnośredniowieczne, pochodzące z XIV wieku. Udało się je jednak znaleźć w kontekstach wskazujących właśnie na wiek XI, w towarzystwie licznych, dobrze datowanych przedmiotów z brązu. Ekspedycja Nikolaia Kranke sądzi, że technologia produkcji takich naczyń dotarła do Smoleńska z południa, z obszaru dzisiejszej Ukrainy.

DSC07743Fragmenty tygielków odlewniczych. Okazało się, że w trakcie badań udało się natrafić na pozostałości pracowni metalurgicznej z XI wieku. Oprócz tygielków (w tym także nieużywanych) znaleziono tutaj liczne fragmenty przedmiotów z brązu: zausznic, krzyżyków oraz brązowe pręty służące jako surowiec. Wykonane analizy metalurgiczne wskazują, że brąz pochodzić mógł z obszaru dzisiejszej Szwecji.

Jak zostałem przyrodnikiem

W zeszłym roku, gdy pracowaliśmy w Niemczech, jedna z miejscowych gazet zamieściła artykuł o wykopaliskach. Właśnie wtedy zostałem geoarcheologiem:

DSC_0081Geoarcheolog brzmi jednak nadal zbyt humanistycznie. Wszystko zmienili bracia Rosjanie. W Rosji zostałem geologiem:

Останки девушки и молодого человека на разбросанных ветках деревьев – впервые в бассейне реки Сертеи под Велижем обнаружены останки людей эпохи неолита. Ценная находка была сделана геологами из Польши.

Źródło: http://gtrksmolensk.ru/news/v-smolenskoj-oblasti-v-bassejne-reki-sertei-vpervy/

I w wersji filmowej:

Jak mówi stare przysłowie: kto z kim przestaje, takim się staje. Ja zostałem przyrodnikiem. Na szczęście prawdziwy Przyrodnik jest tylko jeden…

A w Rozprzy tymczasem śniegi zeszły. Zamiast nich podniósł się poziom wód:

DSC09682

DSC09677A tymczasem w wykopie przecinającym fosę udało się znaleźć górne poziomy konstrukcji tzw. przedwala.

Monument reuse

Tytułowe określenie jest w ostatnich latach dość modne w archeologii funeralnej. Opisuje się nim sytuację, w której dawny obiekt grobowy został ponownie wykorzystany, niekiedy też prze-aranżowany lub przekształcony, by pełnił funkcje grobowe dla nowej grupy ludzi, w nowych czasach i zyskał nowe znaczenie. Np. kurhan z epoki brązu, który zostaje we wczesnym średniowieczu wykorzystany do złożenia w nim zupełnie nowego pochówka albo staje się centralnym punktem nowego cmentarzyska. Archeolodzy więc dyskutują: na ile celowo wykorzystano ten starszy obiekt?, czy miano świadomość jego pierwotnej funkcji?, jaki komunikat chciano w ten sposób wystosować?, jakie znaczenia kryją się za takim sposobem postępowania? Jaka była ich rola w tworzeniu mitów dotyczących pochodzenia i historii grupy?

W Gniezdowie byliśmy świadkami podobnego wydarzenia. Oto rozrastający się cmentarz współczesnej wsi, wkroczył na cmentarzysko wczesnośredniowieczne. Jeden z nowych pochówków naruszył starszy kurhan:

DSC07729Jaki komunikat krył się za takim postępowaniem? Czy współcześni mieszkańcy Gniezdowa chcieli w ten sposób zamanifestować swoją łączność z wczesnośredniowiecznymi przodkami? A może po prostu zignorowali szacowną pamiątkę przeszłości w imię pragmatyki rozwoju współczesnego miejsca grzebalnego?

DSC07733Naturalnego rozwoju cmentarza najwyraźniej nie zrozumieli archeolodzy, którzy postanowili profilaktycznie przebadać kurhan. Póki jeszcze przynajmniej jego część stoi…

DSC07728Z wczesnośredniowieczną obrzędowością pogrzebową łączy dzisiejszych mieszkańców Gniezdowa znacznie więcej. Przy niektórych współczesnych monumentach grobowych znajdują się nie tylko ławki (jak na naszych cmentarzach), ale także stoły, umożliwiające ucztowanie. Odprawianie w ten sposób zrytualizowanych posiłków, przypominających mickiewiczowskie „Dziady” (znane na Białorusi do dzisiaj, a obwód smoleński etnograficznie wykazuje łączność właśnie z Białorusią), różne prawosławne „soboty”, czy polskie zaduszki, najwyraźniej nadal jest żywe w okolicy. Pozostałością po takim wydarzeniu jest stojący na stole kieliszek.

DSC07728xPrzypomina mi się odkrycie na jenieckim cmentarzu w Sandbostel, o którym pisałem kiedyś.

Gniezdowo

Welcome in the center of viking archaeology in Russia – powiedział profesor Heinrich Härke, kiedy wysiedliśmy z samochodu w bazie ekspedycji archeologicznej prowadzącej badania w Gniezdowie.

Hard to belive – cisnęło się na usta w odpowiedzi.

Ekspedycja zajęła dawną, carską stację pocztową, z której znakomita większość budynków przedstawiała obecnie pożałowania godny stan ruiny. W gruncie rzeczy jednak warunki były tutaj wcale nie gorsze niż w namiotowej bazie w Sertei. A do tego był prąd i znacznie lepszy zasięg internetu. W dodatku pracowici członkowie ekspedycji uporządkowali teren stacji i rozpoczęli wznoszenie nowego, drewnianego budynku wielofunkcyjnego na swoje potrzeby. Pomimo to większość ekipy zamieszkiwała w namiotach. Zamiłowanie rosyjskich kolegów do koczowniczego trybu życia stale mnie zdumiewa. W Polsce i w Niemczech mało komu się jeszcze chce. Wolimy nawet te 20-30 km dojeżdżać z wygodniejszego locum, pod trwałym dachem. Wyjątkiem są badania takie, jak kierowana przez Panią Profesor Magdalenę Mączyńską, wieloletnia, namiotowa ekspedycja w Babim Dole. Natomiast w Rosji zwyczaj organizowania namiotowych ekspedycji ma się dobrze. Nawet w środku dość dużej wsi.

Gniezdowo to mekka archeologów okresu wikingów w Rosji. Miejsce pielgrzymek naukowców z całego świata. Stąd też obecność Heinricha Härke, specjalisty od archeologii funeralnej, związanego z badaniami obrzędowości anglo-saskiej, a obecnie koncentrującego się na badaniach koczowników w Rosji i Kazachstanie. W rejonie wsi znajduje się kilka stanowisk, przede wszystkim zaś skupisk kurhanów. Łączna ilość kurhanów nie jest jasna – spora część z nich została bez wątpienia zniszczona podczas budowy linii kolejowej, a także podczas rozbudowy samej wsi, w tym dwóch, potężnych żwirowni. Szacuje się ją na 3000 do 5000. Wśród nich liczne pochówki zawierające przedmioty pochodzenia skandynawskiego, lub też wykonane z wykorzystaniem skandynawskich stylów zdobniczych. Za to ceramika – słowiańska (oraz nieliczna importowana m.in. z Bizancjum, a nawet z krajów arabskich). No ale cóż to ciekawego w zakresie produkcji ceramicznej mogli zaproponować wczesnośredniowieczni Skandynawowie?

DSC07558Drogowskaz na Szosie Smoleńskiej prowadzący do tzw. leśnej grupy kurhanów.

DSC07642_v1 Mapa z muzeum w Smoleńsku, ukazująca zespół w Gniezdowie. Czerwone kółka to grodziska. Pomarańczowe to piaśnice – żwirownie. Cyframi zaznaczono kolejne grupy kurhanów:

  1. leśna, 2. centralna, 3. lewobrzeżna, 4. naddnieprzańska, 5. olszańska (obok tzw. Olszanskoje Gorodiszcze), 6. zaolszańska, 7. niwlańska.

DSC07571Kurhany z grupy leśnej.

DSC07575Kurhan Ł-13. Znaleziono w nim między innymi bizantyjską amforę ze znakami zinterpretowanymi jako napis cyrylicki: гор(о)у(хщ)а. Literki w nawiasach zostały dostawione jako interpretacja. Napis oznaczać miał imię lub też, zdaniem niektórych, gorczycę. Ponieważ byłby to najstarszy zachowany cyrylicki napis w Rosji, na szczycie kurhanu zrekonstruowanego po badaniach postawiono stosowny pomnik amfory.

Ze swojej strony dodałbym jedynie, że napisy na amforach bizantyjskich są dość częste i zwykle wykonane w języku greckim. Wcale więc nie zdziwiłbym się, gdyby właśnie w takim języku wykonano ów napis…

DSC07618Kurhany grupy lewobrzeżnej. Tutaj turyści docierają rzadko. My trafiliśmy tutaj dzięki Nikołajowi Krenke z moskiewskiej Akademii Nauk, który ugościł nas w Smoleńsku, w bazie ekspedycji prowadzącej badania w tym mieście (nie namiotowej!).

DSC07714Kurhany z grupy centralnej są położone częściowo w miejscu wsi Gniezdowo. Można je znaleźć tuż obok domów, niekiedy na posesjach.

DSC07715Jeden z tzw. „Bolszych kurganow” z grupy centralnej. Kilka ze znajdujących się tutaj nasypów ma rozmiary znacznie wykraczające poza standardowe – średnicę przekraczającą 20 m, wysokość kilku metrów. Te, które przebadano zawierały szczególnie okazałe i bogato wyposażone pochówki, w tym wyposażenie wojowników: miecze, groty włóczni, a nawet hełm i tarcze.

DSC07719Kolejne nasypy z grupy centralnej.

DSC07720Przyrodnik stoi w rowie przykurhanowym jednego z wielkich kurhanów. Rów pełnił przede wszystkim funkcje związane z pozyskiwaniem materiału na nasyp. Domyślać się możemy też jego znaczeń symbolicznych.

DSC07730Jeden z aktualnie badanych kurhanów grupy centralnej. O tych kurhanach napiszę kilka słów następnym razem, bo wiążą się z arcyciekawymi obserwacjami „etnograficznymi”.

DSC07726Badania na „pojmie”, czyli w dnie doliny Dniepru, gdzie znajdowała się potężna osada związana z kompleksem osadniczym w Gniezdowie. Przyrodnika zafascynowała stratygrafia, zawierająca wyraźne elementy związane z procesami rzecznymi. Dzisiaj obszar Pojmy jest cyklicznie zalewany wodami Dniepru. Z lewej strony Sergiej Kainow, który nas oprowadzał po kompleksie, za co winien mu jestem wielkie podziękowania.

DSC07727_v1Widok na teren osady wczesnośredniowiecznej w Gniezdowie. Widoczne są namioty ekspedycji archeologicznej oraz nasypy grodziska.

Znaleziska z wieloletnich, prowadzonych od XIX wieku badań w Gniezdowie znajdują się głównie w Moskwie, bo to tamtejsze instytucje wysyłają swoje ekspedycje. Część zabytków można jednak obejrzeć w Smoleńsku, na wystawie w tamtejszym muzeum.

DSC07643Zapinka żółwiowata – typowa skandynawska ozdoba kobieca.

DSC07645_v1Zestaw ozdób, w tym niewielkie zapinki podkowiaste i zapinka równoramienna.

DSC07646_v1Szpile pierścieniowate.

DSC07654_v1Miecze.

DSC07657_v1Okucia rzemieni z charakterystycznymi maskami oraz okucia rogów do picia.

DSC07658_v1Nity szkutnicze. Część pochówków zawierała spalone fragmenty łodzi klepkowych.

DSC07661_v1Złote i srebrne zawieszki.

DSC07668Żelazny pierścień z zawieszkami – amuletami, w tym o formie tzw. młotów Thora.

DSC07669Zapinka.

DSC07570Na koniec jeszcze jedno zdjęcie kurhanów z grupy leśnej. Za nimi widoczny jest nasyp i słupy trakcyjne związane z linią kolejową. Przechadzając się po tym lesie, usianym wczesnośredniowiecznymi kurhanami, nie sposób zapomnieć, że tą właśnie linią kolejową z obozu w Kozielsku transportowano w kwietniu i maju 1940 roku polskich oficerów. Wysiadali oni na stacji Gniezdowo, po czym więziennymi autobusami przewożono ich do Lasu Katyńskiego, gdzie zabijano strzałem w tył głowy. Część polskich oficerów przewożono tutaj już martwych, zabitych najpewniej w Smoleńsku. Ci, którzy jechali żywi, przejeżdżali przez gniezdowski kompleks stanowisk archeologicznych…

W krótkiej rozmowie profesor Tamara Puszkina, wieloletnia badaczka Gniezdowa, powiedziała nam, że każdego roku, wraz ze studentami uczestniczącymi w pracach ekspedycji organizują wyjazd do Katynia.

ух ты!

Ponieważ przyjechałem do Sertei głównie jako asystentka Przyrodnika, większość czasu brałem udział w jego geoarcheologicznych poczynaniach. Początkowo mieliśmy wsparcie w postaci ekipy rosyjskich geografów, którzy także wykonywali geomorfologiczne rozpoznanie okolicy.

DSC07232Praca odbywała się z podziałem na dwa stanowiska, przy użyciu dwóch świdrów: rosyjskiego i naszego (czyli holenderskiego). W centrum kadru Przyrodnik świdruje rosyjską ziemię z pomocą Saszy i Sierioży – dwóch studentów historii z Samary, którzy zostali nam przydzieleni do pomocy. Z prawej strony ekipa rosyjska.

DSC07223A tutaj obie ekipy razem. Trwa dyskusja: gytia to (czyli po rosyjsku sapropiel) czy też nie gytia?

DSC07234Niektóre odwierty były dość głębokie. Przyrodnik postanowił wykonać przekrój przez całą dolinę w rejonie stanowiska. Wkrótce ekipa rosyjska zakończyła pracę, a na placu boju pozostaliśmy tylko my, wraz z naszymi pomocnikami.

DSC07264W tym miejscu przyrodnik stanął i zadumał się nad genezą krajobrazu Sertei…

DSC07278W pewnym momencie okazało się, że odwierty nie wystarczą. Konieczne było wykonanie „szurfu”, czyli wykopu sondażowego. Zasadniczo chodziło o odnalezienie brzegu jeziora (chodzi o dawne jezioro, którego miejsce zajęła dolina rzeczna). Szurf miał być wyłącznie geologiczny. Przyrodnik wiele sobie po nim obiecywał: miała być gytia, nawarstwienia stokowe i nie wiadomo co jeszcze…

DSC07390Gytia rzeczywiście była w dużych ilościach, co Przyrodnika ukontentowało, bowiem lubi gytię bardzo.  W pewnym momencie pod nawarstwieniami mułków i gytii znaleźliśmy cały poziom wyłożony licznymi gałęziami i korzeniami drzew. Ponieważ w tym momencie wykop zaczął przypominać tradycyjną archeologię mogłem i ja nieco bardziej się ożywić, porzucić zeszyt z przyrodniczymi notatkami i zabrać za eksplorację. Zwłaszcza, że pomiędzy gałęziami występowała też nielicznie neolityczna ceramika…

DSC07418Prawdziwa sensacja nastąpiła jednak później. W kolejnej warstwie, po zdjęciu drewna znaleźliśmy kości. Nie było wątpliwości, że są to kości ludzkie. Nasz osamotniony szurf, którym nikt wcześniej nie zaprzątał sobie specjalnie głowy, stał się centrum zainteresowania całej ekspedycji. A jej szef, czyli Andriej Mazurkiewicz, kiedy tylko zobaczył co znaleźliśmy, wykrzyknął tytułowe „uch ty!”. To pierwsze szczątki ludzkie z tego stanowiska (choć, jak przypomina Przyrodnik, z odległego o ok. 50 m stanowiska w kanale pochodzą inne znaleziska kości, z tego samego okresu). Ich stratygraficzny kontekst, obecność w pobliżu wyłącznie fragmentów neolitycznej ceramiki naczyniowej, wskazywał, że mamy do czynienia z neolitycznym mieszkańcem Sertei.

DSC07426A ja mogłem w końcu zająć się prawdziwą archeologią.

DSC07429Oprócz kości długich, kręgów, żeber i łopatki, w wykopie pojawiła się czaszka. Zęby były doskonale zachowane co pozwoli bez wątpienia zrobić analizy aDNA, radiowęglową i stabilnych izotopów.

DSC07445„Naczalnik” ekspedycji, prof. Andriej Mazurkiewicz, wyglądał na przejętego znaleziskiem. Przyrodnik był nieco zawiedziony – nasz czas w ekspedycji sertejskiej się kończył, a on nie mógł dokończyć geologicznego szurfu, który w międzyczasie stał się bardzo „archeologiczny”.

DSC07505Tempo pracy w wykopie osłabło. Konieczna była znacznie bardziej precyzyjna dokumentacja. Rosyjska ekipa wykonała dokumentację rysunkową, a ja zrobiłem fotogrametrię (za pomocą rosyjskiego programu od Agisoft).

DSC07451Cała ziemia z warstwy obejmującej znalezisko była przepłukiwana.

DSC07507I na koniec jeszcze znaleziona czaszka. Zwróćcie uwagę na brak jedynek – to nie efekt eksploracji. Wygląda na to, że je wybito. Jedynek brakowało też na żuchwie, która znalazła się nieopodal. Kości nie zostały bowiem złożone w porządku anatomicznym, a raczej bezładnie (?) rozrzucone i należały do co najmniej dwóch osobników. Niestety nie mogliśmy uczestniczyć w eksploracji tego wykopu do „calca”. Nasz czas w Sertei zbliżał się do końca. Dalszą eksplorację przejęli w całości nasi gospodarze, a my musieliśmy udać się w dalszą drogę, do Smoleńska i Gniezdowa.