Jak zostałem przyrodnikiem

W zeszłym roku, gdy pracowaliśmy w Niemczech, jedna z miejscowych gazet zamieściła artykuł o wykopaliskach. Właśnie wtedy zostałem geoarcheologiem:

DSC_0081Geoarcheolog brzmi jednak nadal zbyt humanistycznie. Wszystko zmienili bracia Rosjanie. W Rosji zostałem geologiem:

Останки девушки и молодого человека на разбросанных ветках деревьев – впервые в бассейне реки Сертеи под Велижем обнаружены останки людей эпохи неолита. Ценная находка была сделана геологами из Польши.

Źródło: http://gtrksmolensk.ru/news/v-smolenskoj-oblasti-v-bassejne-reki-sertei-vpervy/

I w wersji filmowej:

Jak mówi stare przysłowie: kto z kim przestaje, takim się staje. Ja zostałem przyrodnikiem. Na szczęście prawdziwy Przyrodnik jest tylko jeden…

A w Rozprzy tymczasem śniegi zeszły. Zamiast nich podniósł się poziom wód:

DSC09682

DSC09677A tymczasem w wykopie przecinającym fosę udało się znaleźć górne poziomy konstrukcji tzw. przedwala.

Reklamy

Koniec z Niemcami

Zakończyliśmy naszą wyprawę do Niemiec. Badania w Sittensen także się zakończyły…

DSC09310Pobieranie próbek z nawarstwień dna fosy do datowań C14. Materiał, który można było powiązać z grodziskiem okazał się być na tyle nieliczny, że nie było możliwe datowanie na jego podstawie. Udało się zidentyfikować jedynie dość liczny materiał i obiekty osadnicze ze starszej fazy okupacji tego terenu (?), w okresie rzymskim.

W międzyczasie trafiliśmy do kolejnego grodziska w Hollenstedt. Obiekt ten został przebadany w znacznym stopniu, w trakcie badań ratowniczych, które odbyły się tutaj, gdy jego znaczną część ówczesny właściciel terenu postanowił w 1968 r. zamienić na stawy rybne.

DSC09314Tablica informacyjna na grodzisku.

W badaniach lat 70. XX wieku rozpoznano zarówno materiał ruchomy (ze sporą domieszką ceramiki naczyniowej typu słowiańskiego, którą jednak dość powszechnie spotyka się na zachód od Łaby, na stanowiskach niekoniecznie słowiańskich). Pojawiły się jednak istotne kontrowersje dotyczace chronologii obiektu.

DSC09313Tak wygląda grodzisko po badaniach i rekonstrukcji około 3/4 obwodu.

Lokalny Urząd Archeologiczny planuje badania weryfikacyjne obiektu, które pozwoliłyby na pozyskanie materiału do badań dendrochronologicznych oraz ponowne zadokumentowanie przekroju wału.

DSC09315Przyrodnik został poproszony o rozpoznanie sytuacji środowiskowej obiektu. Zrobiliśmy wstępne odwierty i wygląda na to, że będziemy mieć powód by powrócić do Niemiec wkrótce.

A w międzyczasie musimy jeszcze popracować nad kilkoma projektami w kraju – czekają nas kolejne grodziska do badań nieinwazyjnych, doroczne badania w Ostrowitem, jeszcze jedno grodzisko na Pomorzu oraz praca nad pewnym wielkim projektem, która będzie możliwa dzięki grantowi NCN. Pracowity czas przed nami.

W poszukiwaniu królewskiego dworu

Wraz z Kolegą Przyrodnikiem postanowiliśmy dokonać badawczego najazdu na sąsiedni, bratni naród niemiecki. Na zaproszenie Jensa Schneeweissa z Göttingen bierzemy właśnie udział w badaniach grodziska w miejscowości Sittensen. Obiekt nazywa się Königshof i jest podejrzewany o metrykę wczesnośredniowieczną. Wzmiankowany jest co prawda dopiero w początkach XIII wieku (pod nazwą Königshof, czyli królewski dwór), jako włość ministeriałów związanych z jednym z okolicznych klasztorów, ale podejrzewa się, iż mógł być stacją królewską z czasów Karola Wielkiego.

DSC_0051Nasza baza w typowym, dolnosaskim długim domu.

DSC09060_v1A oto widok na grodzisko, a ściślej wał i fosę od południa. Porośnięte jest lasem, co nie ułatwia badań.

DSC_0057Zasadniczy powód dla którego nas zaproszono nie jest efektem mojej sławy i popularności. Właściwie to robię tam za kierowcę dla Przyrodnika, który wykonuje rozpoznanie geoarcheologiczne. Na zdjęciu – w ferworze poszukiwania kolejnych paleokoryt…

DSC_0067Ale przy okazji udało nam się znaleźć drugie dno w fosie grodziska… a zaraz później trzecie…

DSC09055_v1Kierownik naszej wycieczki… znaczy – wykopalisk: Jens Schneeweiss przy pracy…

DSC09074_v1A oto Herr Neumann – technik eksplorator z lokalnego, powiatowego urzędu konserwatorsko-archeologicznego w Rotenburgu. Mieliśmy okazję zwiedzić sam urząd i muszę przyznać, że jestem pod wielkim wrażeniem. Wszystko zorganizowane jest w zgodzie z najbardziej typowymi, niemieckimi stereotypami – idealny porządek w biurze, bogate, doskonale uporządkowane archiwum, magazyn i biblioteka. Do tego urząd dysponuje zarówno pracownikami, jak i stosownym sprzętem (oczywiście idealnie uporządkowanym i poukładanym, w stosownym magazynie) by samodzielnie prowadzić badania ratownicze. Ponadto mają własny magazyn zabytków (doskonale uporządkowany i zorganizowany), a nawet własną pracownię konserwacji (tylko w razie bardziej skomplikowanych zabiegów wysyłają znaleziska do Hamburga). W Polsce urząd konserwatorski to po prostu urząd. Tutaj to cała instytucja. Z tego co opowiadają nasi gospodarze nie jest to jednak typowa sytuacja. W landzie Dolna Saksonia większość urzędów tak nie wygląda, a ponoć są powiaty w których konserwatorstwo archeologiczne niemal w ogóle nie działa…

Jak dotąd nie udało się właściwie znaleźć żadnych średniowiecznych zabytków, są za to obiekty i zabytki z okresu rzymskiego. W Niemczech grodziska z okresu rzymskiego są raczej rzadkie, więc sprawa jest zdecydowanie tajemnicza. Do tego właścicielka kluczowej łąki obok grodziska nie chce wpuścić nas z odwiertami (co w Polsce też się zdarza – ci Niemcy są zupełnie jak ludzie :)), a to oznacza, że badania Przyrodnika mogą być niepełne. Jak nieszczęścia to nieszczęścia. Oczekujcie dalszych relacji…