Monument reuse

Tytułowe określenie jest w ostatnich latach dość modne w archeologii funeralnej. Opisuje się nim sytuację, w której dawny obiekt grobowy został ponownie wykorzystany, niekiedy też prze-aranżowany lub przekształcony, by pełnił funkcje grobowe dla nowej grupy ludzi, w nowych czasach i zyskał nowe znaczenie. Np. kurhan z epoki brązu, który zostaje we wczesnym średniowieczu wykorzystany do złożenia w nim zupełnie nowego pochówka albo staje się centralnym punktem nowego cmentarzyska. Archeolodzy więc dyskutują: na ile celowo wykorzystano ten starszy obiekt?, czy miano świadomość jego pierwotnej funkcji?, jaki komunikat chciano w ten sposób wystosować?, jakie znaczenia kryją się za takim sposobem postępowania? Jaka była ich rola w tworzeniu mitów dotyczących pochodzenia i historii grupy?

W Gniezdowie byliśmy świadkami podobnego wydarzenia. Oto rozrastający się cmentarz współczesnej wsi, wkroczył na cmentarzysko wczesnośredniowieczne. Jeden z nowych pochówków naruszył starszy kurhan:

DSC07729Jaki komunikat krył się za takim postępowaniem? Czy współcześni mieszkańcy Gniezdowa chcieli w ten sposób zamanifestować swoją łączność z wczesnośredniowiecznymi przodkami? A może po prostu zignorowali szacowną pamiątkę przeszłości w imię pragmatyki rozwoju współczesnego miejsca grzebalnego?

DSC07733Naturalnego rozwoju cmentarza najwyraźniej nie zrozumieli archeolodzy, którzy postanowili profilaktycznie przebadać kurhan. Póki jeszcze przynajmniej jego część stoi…

DSC07728Z wczesnośredniowieczną obrzędowością pogrzebową łączy dzisiejszych mieszkańców Gniezdowa znacznie więcej. Przy niektórych współczesnych monumentach grobowych znajdują się nie tylko ławki (jak na naszych cmentarzach), ale także stoły, umożliwiające ucztowanie. Odprawianie w ten sposób zrytualizowanych posiłków, przypominających mickiewiczowskie „Dziady” (znane na Białorusi do dzisiaj, a obwód smoleński etnograficznie wykazuje łączność właśnie z Białorusią), różne prawosławne „soboty”, czy polskie zaduszki, najwyraźniej nadal jest żywe w okolicy. Pozostałością po takim wydarzeniu jest stojący na stole kieliszek.

DSC07728xPrzypomina mi się odkrycie na jenieckim cmentarzu w Sandbostel, o którym pisałem kiedyś.

Reklamy

Gniezdowo

Welcome in the center of viking archaeology in Russia – powiedział profesor Heinrich Härke, kiedy wysiedliśmy z samochodu w bazie ekspedycji archeologicznej prowadzącej badania w Gniezdowie.

Hard to belive – cisnęło się na usta w odpowiedzi.

Ekspedycja zajęła dawną, carską stację pocztową, z której znakomita większość budynków przedstawiała obecnie pożałowania godny stan ruiny. W gruncie rzeczy jednak warunki były tutaj wcale nie gorsze niż w namiotowej bazie w Sertei. A do tego był prąd i znacznie lepszy zasięg internetu. W dodatku pracowici członkowie ekspedycji uporządkowali teren stacji i rozpoczęli wznoszenie nowego, drewnianego budynku wielofunkcyjnego na swoje potrzeby. Pomimo to większość ekipy zamieszkiwała w namiotach. Zamiłowanie rosyjskich kolegów do koczowniczego trybu życia stale mnie zdumiewa. W Polsce i w Niemczech mało komu się jeszcze chce. Wolimy nawet te 20-30 km dojeżdżać z wygodniejszego locum, pod trwałym dachem. Wyjątkiem są badania takie, jak kierowana przez Panią Profesor Magdalenę Mączyńską, wieloletnia, namiotowa ekspedycja w Babim Dole. Natomiast w Rosji zwyczaj organizowania namiotowych ekspedycji ma się dobrze. Nawet w środku dość dużej wsi.

Gniezdowo to mekka archeologów okresu wikingów w Rosji. Miejsce pielgrzymek naukowców z całego świata. Stąd też obecność Heinricha Härke, specjalisty od archeologii funeralnej, związanego z badaniami obrzędowości anglo-saskiej, a obecnie koncentrującego się na badaniach koczowników w Rosji i Kazachstanie. W rejonie wsi znajduje się kilka stanowisk, przede wszystkim zaś skupisk kurhanów. Łączna ilość kurhanów nie jest jasna – spora część z nich została bez wątpienia zniszczona podczas budowy linii kolejowej, a także podczas rozbudowy samej wsi, w tym dwóch, potężnych żwirowni. Szacuje się ją na 3000 do 5000. Wśród nich liczne pochówki zawierające przedmioty pochodzenia skandynawskiego, lub też wykonane z wykorzystaniem skandynawskich stylów zdobniczych. Za to ceramika – słowiańska (oraz nieliczna importowana m.in. z Bizancjum, a nawet z krajów arabskich). No ale cóż to ciekawego w zakresie produkcji ceramicznej mogli zaproponować wczesnośredniowieczni Skandynawowie?

DSC07558Drogowskaz na Szosie Smoleńskiej prowadzący do tzw. leśnej grupy kurhanów.

DSC07642_v1 Mapa z muzeum w Smoleńsku, ukazująca zespół w Gniezdowie. Czerwone kółka to grodziska. Pomarańczowe to piaśnice – żwirownie. Cyframi zaznaczono kolejne grupy kurhanów:

  1. leśna, 2. centralna, 3. lewobrzeżna, 4. naddnieprzańska, 5. olszańska (obok tzw. Olszanskoje Gorodiszcze), 6. zaolszańska, 7. niwlańska.

DSC07571Kurhany z grupy leśnej.

DSC07575Kurhan Ł-13. Znaleziono w nim między innymi bizantyjską amforę ze znakami zinterpretowanymi jako napis cyrylicki: гор(о)у(хщ)а. Literki w nawiasach zostały dostawione jako interpretacja. Napis oznaczać miał imię lub też, zdaniem niektórych, gorczycę. Ponieważ byłby to najstarszy zachowany cyrylicki napis w Rosji, na szczycie kurhanu zrekonstruowanego po badaniach postawiono stosowny pomnik amfory.

Ze swojej strony dodałbym jedynie, że napisy na amforach bizantyjskich są dość częste i zwykle wykonane w języku greckim. Wcale więc nie zdziwiłbym się, gdyby właśnie w takim języku wykonano ów napis…

DSC07618Kurhany grupy lewobrzeżnej. Tutaj turyści docierają rzadko. My trafiliśmy tutaj dzięki Nikołajowi Krenke z moskiewskiej Akademii Nauk, który ugościł nas w Smoleńsku, w bazie ekspedycji prowadzącej badania w tym mieście (nie namiotowej!).

DSC07714Kurhany z grupy centralnej są położone częściowo w miejscu wsi Gniezdowo. Można je znaleźć tuż obok domów, niekiedy na posesjach.

DSC07715Jeden z tzw. „Bolszych kurganow” z grupy centralnej. Kilka ze znajdujących się tutaj nasypów ma rozmiary znacznie wykraczające poza standardowe – średnicę przekraczającą 20 m, wysokość kilku metrów. Te, które przebadano zawierały szczególnie okazałe i bogato wyposażone pochówki, w tym wyposażenie wojowników: miecze, groty włóczni, a nawet hełm i tarcze.

DSC07719Kolejne nasypy z grupy centralnej.

DSC07720Przyrodnik stoi w rowie przykurhanowym jednego z wielkich kurhanów. Rów pełnił przede wszystkim funkcje związane z pozyskiwaniem materiału na nasyp. Domyślać się możemy też jego znaczeń symbolicznych.

DSC07730Jeden z aktualnie badanych kurhanów grupy centralnej. O tych kurhanach napiszę kilka słów następnym razem, bo wiążą się z arcyciekawymi obserwacjami „etnograficznymi”.

DSC07726Badania na „pojmie”, czyli w dnie doliny Dniepru, gdzie znajdowała się potężna osada związana z kompleksem osadniczym w Gniezdowie. Przyrodnika zafascynowała stratygrafia, zawierająca wyraźne elementy związane z procesami rzecznymi. Dzisiaj obszar Pojmy jest cyklicznie zalewany wodami Dniepru. Z lewej strony Sergiej Kainow, który nas oprowadzał po kompleksie, za co winien mu jestem wielkie podziękowania.

DSC07727_v1Widok na teren osady wczesnośredniowiecznej w Gniezdowie. Widoczne są namioty ekspedycji archeologicznej oraz nasypy grodziska.

Znaleziska z wieloletnich, prowadzonych od XIX wieku badań w Gniezdowie znajdują się głównie w Moskwie, bo to tamtejsze instytucje wysyłają swoje ekspedycje. Część zabytków można jednak obejrzeć w Smoleńsku, na wystawie w tamtejszym muzeum.

DSC07643Zapinka żółwiowata – typowa skandynawska ozdoba kobieca.

DSC07645_v1Zestaw ozdób, w tym niewielkie zapinki podkowiaste i zapinka równoramienna.

DSC07646_v1Szpile pierścieniowate.

DSC07654_v1Miecze.

DSC07657_v1Okucia rzemieni z charakterystycznymi maskami oraz okucia rogów do picia.

DSC07658_v1Nity szkutnicze. Część pochówków zawierała spalone fragmenty łodzi klepkowych.

DSC07661_v1Złote i srebrne zawieszki.

DSC07668Żelazny pierścień z zawieszkami – amuletami, w tym o formie tzw. młotów Thora.

DSC07669Zapinka.

DSC07570Na koniec jeszcze jedno zdjęcie kurhanów z grupy leśnej. Za nimi widoczny jest nasyp i słupy trakcyjne związane z linią kolejową. Przechadzając się po tym lesie, usianym wczesnośredniowiecznymi kurhanami, nie sposób zapomnieć, że tą właśnie linią kolejową z obozu w Kozielsku transportowano w kwietniu i maju 1940 roku polskich oficerów. Wysiadali oni na stacji Gniezdowo, po czym więziennymi autobusami przewożono ich do Lasu Katyńskiego, gdzie zabijano strzałem w tył głowy. Część polskich oficerów przewożono tutaj już martwych, zabitych najpewniej w Smoleńsku. Ci, którzy jechali żywi, przejeżdżali przez gniezdowski kompleks stanowisk archeologicznych…

W krótkiej rozmowie profesor Tamara Puszkina, wieloletnia badaczka Gniezdowa, powiedziała nam, że każdego roku, wraz ze studentami uczestniczącymi w pracach ekspedycji organizują wyjazd do Katynia.

ух ты!

Ponieważ przyjechałem do Sertei głównie jako asystentka Przyrodnika, większość czasu brałem udział w jego geoarcheologicznych poczynaniach. Początkowo mieliśmy wsparcie w postaci ekipy rosyjskich geografów, którzy także wykonywali geomorfologiczne rozpoznanie okolicy.

DSC07232Praca odbywała się z podziałem na dwa stanowiska, przy użyciu dwóch świdrów: rosyjskiego i naszego (czyli holenderskiego). W centrum kadru Przyrodnik świdruje rosyjską ziemię z pomocą Saszy i Sierioży – dwóch studentów historii z Samary, którzy zostali nam przydzieleni do pomocy. Z prawej strony ekipa rosyjska.

DSC07223A tutaj obie ekipy razem. Trwa dyskusja: gytia to (czyli po rosyjsku sapropiel) czy też nie gytia?

DSC07234Niektóre odwierty były dość głębokie. Przyrodnik postanowił wykonać przekrój przez całą dolinę w rejonie stanowiska. Wkrótce ekipa rosyjska zakończyła pracę, a na placu boju pozostaliśmy tylko my, wraz z naszymi pomocnikami.

DSC07264W tym miejscu przyrodnik stanął i zadumał się nad genezą krajobrazu Sertei…

DSC07278W pewnym momencie okazało się, że odwierty nie wystarczą. Konieczne było wykonanie „szurfu”, czyli wykopu sondażowego. Zasadniczo chodziło o odnalezienie brzegu jeziora (chodzi o dawne jezioro, którego miejsce zajęła dolina rzeczna). Szurf miał być wyłącznie geologiczny. Przyrodnik wiele sobie po nim obiecywał: miała być gytia, nawarstwienia stokowe i nie wiadomo co jeszcze…

DSC07390Gytia rzeczywiście była w dużych ilościach, co Przyrodnika ukontentowało, bowiem lubi gytię bardzo.  W pewnym momencie pod nawarstwieniami mułków i gytii znaleźliśmy cały poziom wyłożony licznymi gałęziami i korzeniami drzew. Ponieważ w tym momencie wykop zaczął przypominać tradycyjną archeologię mogłem i ja nieco bardziej się ożywić, porzucić zeszyt z przyrodniczymi notatkami i zabrać za eksplorację. Zwłaszcza, że pomiędzy gałęziami występowała też nielicznie neolityczna ceramika…

DSC07418Prawdziwa sensacja nastąpiła jednak później. W kolejnej warstwie, po zdjęciu drewna znaleźliśmy kości. Nie było wątpliwości, że są to kości ludzkie. Nasz osamotniony szurf, którym nikt wcześniej nie zaprzątał sobie specjalnie głowy, stał się centrum zainteresowania całej ekspedycji. A jej szef, czyli Andriej Mazurkiewicz, kiedy tylko zobaczył co znaleźliśmy, wykrzyknął tytułowe „uch ty!”. To pierwsze szczątki ludzkie z tego stanowiska (choć, jak przypomina Przyrodnik, z odległego o ok. 50 m stanowiska w kanale pochodzą inne znaleziska kości, z tego samego okresu). Ich stratygraficzny kontekst, obecność w pobliżu wyłącznie fragmentów neolitycznej ceramiki naczyniowej, wskazywał, że mamy do czynienia z neolitycznym mieszkańcem Sertei.

DSC07426A ja mogłem w końcu zająć się prawdziwą archeologią.

DSC07429Oprócz kości długich, kręgów, żeber i łopatki, w wykopie pojawiła się czaszka. Zęby były doskonale zachowane co pozwoli bez wątpienia zrobić analizy aDNA, radiowęglową i stabilnych izotopów.

DSC07445„Naczalnik” ekspedycji, prof. Andriej Mazurkiewicz, wyglądał na przejętego znaleziskiem. Przyrodnik był nieco zawiedziony – nasz czas w ekspedycji sertejskiej się kończył, a on nie mógł dokończyć geologicznego szurfu, który w międzyczasie stał się bardzo „archeologiczny”.

DSC07505Tempo pracy w wykopie osłabło. Konieczna była znacznie bardziej precyzyjna dokumentacja. Rosyjska ekipa wykonała dokumentację rysunkową, a ja zrobiłem fotogrametrię (za pomocą rosyjskiego programu od Agisoft).

DSC07451Cała ziemia z warstwy obejmującej znalezisko była przepłukiwana.

DSC07507I na koniec jeszcze znaleziona czaszka. Zwróćcie uwagę na brak jedynek – to nie efekt eksploracji. Wygląda na to, że je wybito. Jedynek brakowało też na żuchwie, która znalazła się nieopodal. Kości nie zostały bowiem złożone w porządku anatomicznym, a raczej bezładnie (?) rozrzucone i należały do co najmniej dwóch osobników. Niestety nie mogliśmy uczestniczyć w eksploracji tego wykopu do „calca”. Nasz czas w Sertei zbliżał się do końca. Dalszą eksplorację przejęli w całości nasi gospodarze, a my musieliśmy udać się w dalszą drogę, do Smoleńska i Gniezdowa.

Jak zostałem badaczem neolitu?

W Serteji znajdziemy ślady osadnictwa z niemal wszystkich epok i okresów od średniowiecza po epokę kamienia, ale to z czego najbardziej jest znana to badania neolitu. Szkic dotyczący dziejów osadnictwa w tym regionie i okresie znajdziecie tutaj. Ja napiszę jedynie, że chodzi tutaj o neolit odmienny od tego, do którego przyzwyczailiśmy się w Polsce. Związany nie z rolnictwem (które pojawia się tutaj na dobrą sprawę dopiero w epoce żelaza), ale z łowiectwem i zbieractwem, ale także z pewnymi formami hodowli.

Ekspedycja sertejska prowadziła w tym roku badania na stanowisku Serteya II. To bardzo interesujący zespół odkryty podczas budowy w latach 80. XX wieku melioracji. Zadecydowano wówczas o zalaniu części stanowiska, co pozwala na doskonałe zachowanie drewnianych konstrukcji, które pierwotnie tkwiły w nawarstwieniach organicznych.

DSC07275_v1Drewniane słupy układają się w prostokątne zarysy domostw, interpretowanych jako założenia palowe.

DSC07540Zachowały się trzy horyzonty tych konstrukcji, związanych z kolejnymi funkcjonującymi tutaj jednostkami kulturowymi. Pomiędzy tymi drewnianymi konstrukcjami zachowały się fragmenty naczyń ceramicznych, kościane i drewniane narzędzia, pułapki na ryby, ciężarki, liczne pokonsumpcyjne szczątki kostne, czy sieci z łyka.

DSC07247Badania są prowadzone w tej części stanowiska metodami podwodnymi, z użyciem sprzętu nurkowego.

DSC07251Pompy stacjonujące na pontonie pełnią rolę ejectorów, zasysają materiał z podwodnych warstw kulturowych.

DSC07248Wypompowywany materiał trafia na sita, skąd jest transportowany do bazy, a na miejscu segregowany i klasyfikowany. Baza mieści się kilka kilometrów od stanowiska, w środku lasu, w okolicach wsi Rudnia. Podobnie jak wiele rosyjskich ekspedycji archeologicznych stacjonuje w namiotach (w Polsce to już rzadkość – zrobiliśmy się wygodni).

DSC07242Do transportu służą należące do Ermitarzu pojazdy marki UAZ. Zwykła osobówka, nawet pancerne lokalne Łady, nie dały by rady dojechać.

DSC07230_v1Samochody pełnią zresztą funkcje nie tylko transportowe.

DSC07267Na miejscu rozłożona jest baza polowa.

DSC07536Mieszcząca niezbędny ekwipunek oraz służąca ochronie ekipie…

DSC07235Ze szczególnym uwzględnieniem dużej ilości różnej maści wieszaków i podstawek pod sprzęt do nurkowania…

DSC07266A oprócz wykopów mokrych realizowano także wykop suchy. Który niestety trzeba było w pewnym momencie porzucić…

DSC07305Bo znalazł się w nim granat.

I w sam środek tego neolitycznego raju trafiliśmy razem z Przyrodnikiem…

Go East!

Trzytygodniowa przerwa w funkcjonowaniu bloga nie była spowodowana brakiem chęci, czy też tematów – wręcz przeciwnie – jest ich wiele. Niestety mój dostęp do internetu był mocno ograniczony. Na szczęście mogę to teraz naprawić opisując w odcinkach dzieje mojej wyprawy na wschód.

Wszystko to wina Przyrodnika. Podczas jednej z konferencji trafił nad rzekę Sertejkę w Rosji, w Obwodzie Smoleńskim, gdzie w ramach wycieczki konferencyjnej odwiedzał neolityczne stanowisko, którego badania prowadzi od lat Andriej Mazurkiewicz w ramach Północno – Zachodniej Ekspedycji Archeologicznej Państwowego Muzeum Ermitażu. Po tym spotkaniu Przyrodnik, jako wielki miłośnik Rosji, zaczął regularnie jeździć na około 2 tygodnie w każdym sezonie, na badania w Serteji. Po około 2 latach opowieści z cyklu tysiąca i jednej nocy o cudach wschodu postanowiłem wybrać się razem z nim. Dostałem zaproszenie z Ermitażu oraz z Akademii Nauk Białorusi (by „po drodze” wykonać badania także we wschodniej części tego kraju) i po załatwieniu wiz (co wymagało kilkukrotnych wycieczek do Warszawy) wyruszyliśmy. Pojechaliśmy samochodem Przyrodnika, choć na miejscu kilka razu żałowałem, że nie wykorzystaliśmy Land Rovera. Niestety LR ostatnio coraz częściej jest kapryśny i narowisty, więc mógłby nam wyciąć na miejscu jakiś numer. W dodatku przechodził drobny tunning w postaci wymiany zderzaka, więc musiał pozostać w Łodzi. Przyrodnicza Skoda dała radę, choć po wiejsko – leśnych drogach gruntowych w Rosji jechaliśmy z duszą na ramieniu (to znaczy: ja jechałem, Przyrodnik jest odważny i niczego się nie boi, poza remontami dróg w Białorusi).

Pierwszy postój zrobiliśmy na stacji benzynowej, tuż za granicą białoruską. Musieliśmy tam kupić „ustrojstwo” BellToll – czyli systemu podobnego do polskiego ViaToll, służącego do naliczania opłat za przejazd. W Białorusi większość dróg dwupasmowych (odpowiedników naszych autostrad, choć w Polsce nie spełniłyby norm autostrady), jest płatna. Przy czym opłaty dotyczą tylko obcokrajowców (oprócz Rosjan!) jeżdżących samochodami osobowymi oraz wszystkich ciężarówek.

DSC_0432W tle widać stację benzynową Gazpromu. A skoro mowa o Gazpromie, to koniecznie zaśpiewajmy Hymn Gazpromu, wraz z jego prezesem:

Następny postój zrobiliśmy przy zamku Radziwiłłów w Mirze:

DSC07170_v1A później dotarliśmy do Mińska gdzie przyjął nas Maksim Czerniawski z Instytutu Historii Białoruskiej Akademii Nauk.

DSC07184Widok na zachowane fragmenty historycznego przedmieścia Mińska oraz współczesną zabudowę.

DSC07185_v1Sobór Świętego Ducha, dawny kościół bernardynek.

DSC07186_v1I do kompletu kościół bernardynów, p.w. św. Józefa.

Krótkie zwiedzanie centrum miasta zakończyliśmy w knajpie ze świetnym miejscowym piwem i serowymi zakąskami. Następnego dnia ruszyliśmy do Rosji.

DSC_0434Po drodze minęliśmy całe połacie zarośnięte barszczem Sosnowskiego, który budzi obecnie w Polsce taki postrach. W Rosji rośnie to wzdłuż dróg, a nawet w samym środku tamtejszych wiosek.

DSC0719310 lipca po południu byliśmy już na miejscu docierając do obozu ekspedycji sertejskiej. Wypadałoby być może nieco odpocząć po podróży, ale Przyrodnik nie potrafi wysiedzieć na jednym miejscu zbyt długo. Ponieważ większość członków ekspedycji, wraz z „naczalnikiem”, czyli kierownikiem, profesorem Mazurkiewiczem nadal była na stanowisku, czas oczekiwania na ich powrót postanowił skrócić małą wycieczką po okolicy. Na zdjęciu powyżej widzicie dolinę rzeki Serteji.

Dotarliśmy nad rzekę Dźwinę gdzie rozciąga się wioska swoje miano biorąca od rzeki. Od upadku Związku Radzieckiego wioski w obwodzie smoleńskim ulegają stopniowemu wyludnieniu. Mieszkańcy przeprowadzają się do miast lub stopniowo wymierają. W okolicy nie funkcjonuje właściwie żadne rolnictwo – nie widziałem ani jednego pola, ani nawet wypasu bydła. Gdzieniegdzie jedynie widać zbiór siana na paszę. W Sertei zamieszkane są obecnie tylko pojedyncze domostwa. Część z nich przez mieszkańców Smoleńska, którzy mają tutaj swoje dacze. Daje to interesującą, z punktu widzenia archeologa, możliwość obserwacji zaniku drewnianej wsi.

DSC07195_v1Zabudowa wsi w całym regionie jest niemal wyłącznie drewniana. Murowane są tylko budynki dawnych kołchozów.

DSC07213_v1We wsi obowiązkowo znajduje się pomnik poświęcony żołnierzom Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Napisałem „obowiązkowo”, gdyż takie pomniki w Rosji są właściwie wszędzie. Widzieliśmy zanikłą wieś po której pozostał tylko pomnik. Nadal regularnie odmalowywany i zadbany.

DSC07215_v1Najciekawsza była zabudowa gospodarcza, wyglądająca tak, jakby ją przeniesiono wprost ze średniowiecznego Nowogrodu.

DSC07218_v1Opuszczona i zaniedbana chyli się obecnie ku upadkowi…

DSC07220_v1Odpadająca papa i płyty eternitu odsłaniają pierwotne, drewniane pokrycia dachowe…

DSC07205_v1A tej chałupie dach zapadł się do wnętrza. To zapowiada rychły koniec budynku..

DSC07217_v1Niektóre domy są pięknie ozdobione.

DSC07204_v1A już następnego dnia ruszyliśmy do pracy – Przyrodnik w charakterze geoarcheologa, a ja w charakterze jego notatnika…