Polowanie na łosie – koniec

Kiedy już powoli traciliśmy nadzieję. Zdarzyło się to:

dsc08640_lznNa słynnej Road 65, w drodze do Moniek pojawiły się one – dzikie łosie: klępa i łoszak

dsc08643_lznmusicie wiedzieć, że na tej drodze wypadki z łosiami w roli głównej zdarzają się niezwykle często (zobacz galerię); zwierzaki traktują drogę jak lizawkę – zlizują sól z nawierzchni

dsc08654_lznnasze łosie zlazły niemrawo z drogi i ruszyły do lasu. Tam pozowały nam do zdjęć: półprofil

dsc08666_lznportret (zwróćcie uwagę na rzęsy)

dsc08681_lznscena zbiorowa

dsc08671_lzni indywidualna

a później daliśmy im spokój – bo łosie też potrzebują nieco intymności

A jeśli wy chcecie spotkać łosia, to musicie wybrać się na Podlasie. Albo rozejrzeć się wokół siebie…

Polowanie na łosie – ciąg dalszy

Godziny buszowania po lesie, kilometry tras w trudnym terenie, wczesne wstawanie – wszystko na nic. Łosie skutecznie unikały naszych obiektywów. Aż pewne dnia…

dsc08573_lznpostanowiliśmy wybrać się na Czerwone Bagna (zimą są białe, ale widocznie nikomu nie chciało się zmieniać szyldów i tablic informacyjnych)

dsc08612_lzna tam… tak to on – łoś

dsc08549_lznbył całkiem blisko

dsc08547_lznniestety – to był łoś na wybiegu, w ośrodku rehabilitacji

Pojawiły się więc opinie, że łoś był sztuczny, najpewniej mechaniczny i nakręcany. Prawdziwe łosie nie mieszkają w ośrodkach rehabilitacji, a w lesie i na bagnach – twierdzili sceptycy. Wróciliśmy więc do lasu i na bagna, a tam:

dsc08593_lznNiestety – to nie łoś, to sarna…

dsc08497_lznKolejny dzień minął. A dzikich łosi nadal nie udało się upolować.

ciąg dalszy nastąpi

Polowanie na łosie

Wakacje świąteczne spędziłem nad Biebrzą, zaraz obok parku narodowego, na Podlasiu moim ukochanym. Krainie pachnącej kartaczami i babką ziemniaczaną, lasem i łosiem… (choć jak twierdzi moja żona łosie też pachną lasem – ja nie wiem, bo miałem katar). W każdym razie było nas tam kilka  osób, w tym trzech nawiedzonych, którzy postanowili ustrzelić łosia. Fotograficznie. Były więc wielokilometrowe wyprawy po lasach, bagnach i niekończących się łąkach. Wszystko na próżno. No prawie – bo z braku łosi fotografowaliśmy co się dało. Oto próbka tej jazdy:

dsc08310_lznlas o poranku

dsc08284_lznpajęczyna w mroźnej szacie

dsc08327_lznmroźna szata jest fascynująca zarówno, gdy skrywa zwykły płot

dsc08588_lznjak i bagienne trawy

dsc08371_lznmrozowe gwiazdy

dsc08416_lznz braku łosi fotografowaliśmy wszystko

dsc08422_lznwszystko – nawet pusty las

dsc08450_lzni wszechobecne pastuchy… elektryczne

dsc08449_lzn1były dzięcioły

dsc08455_lzni jakieś inne ptaszki 🙂

dsc08404_lzni tak aż do zachodu słońca

Nawet raz w lesie zdybaliśmy łosia, a właściwie klępę. Nim uruchomiliśmy aparaty fotograficzne, dała dyla. Upewniło nas to jednak, że łosie istnieją, nie są jedynie legendą jak gryfy, czy syreny.

dsc08350_lznmusiały wystarczyć nam gęsi

ciąg dalszy nastąpi