Słowianie za Łabą a detektoryści

W ramach naszych wspólnych z Przyrodnikiem występów zagranicznych, odwiedziliśmy niewielką miejscowość, leżącą nad Łabą, ale już po zachodniej (a właściwie w tym miejscu prawie południowej) jej stronie. Odwiedziny wiązały się z tym, że grupa poszukiwaczy – detektorystów z Szlezwiku (którzy swego czasu pracowali nawet w Polsce), zidentyfikowała tutaj dużą ilość wczesnośredniowiecznych przedmiotów. O znalezisku poinformowali Jensa, szefa naszej ekspedycji w Sittensen, podczas rutynowego przeszukiwania naszego stanowiska. To ostatnie działo się za zgodą i we współpracy z archeologami. W ogóle trzeba dodać, że grupa ta jest bardzo profesjonalna, dobrze wyposażona i stale współpracuje z archeologami z Niemiec.

W każdym razie Jens postanowił owe doniesienia sprawdzić i pojechaliśmy na miejsce. Okazało się, że na otwartej przestrzeni, którą właśnie zabudowywano nowym osiedlem jednorodzinnych domków, wala się mnóstwo przedmiotów.

DSC09164Fragmenty naczyń ceramicznych znalezione dosłownie w ciągu kilku minut chodzenia po tym terenie. Oprócz polewanej ceramiki nowożytnej sporą część stanowiły tutaj fragmenty naczyń wczesnośredniowiecznych, z XI-XII wieku, wykonanych w technologii typowej dla garncarstwa zachodniosłowiańskiego, reprezentujących także typowe, zachodniosłowiańskie formy naczyń i zdobnictwa.

DSC_0063Równolegle detektoryści znaleźli tutaj sporą ilość metalowych przedmiotów, w tym typowe zachodniosłowiańskie okucia pochewek noży, same noże, a także ozdoby, w tym zapinki wczesnośredniowieczne, tzw. Heiligenfibel, typowe raczej dla terenów załabskich (na obszarach słowiańskich spotykane raczej sporadycznie – w ogóle Słowianie jakoś nie nadużywali zapinek w średniowieczu…).

W tej sytuacji postanowiliśmy zrobić ciąg odwiertów, które pozwoliłyby troszeczkę wyjaśnić z czym mamy do czynienia. Pojawiły się bowiem pogłoski, że obszar ten jest zniszczony w trakcie prac budowlanych i ziemia mogła zostać przemieszczona.

Screenshot_2014-05-06-08-55-05Do namierzenia odwiertów użyliśmy (z braku innych urządzeń pomiarowych) mojego telefonu i aplikacji Locus. W ogóle nowy telefon, z modułem GPS dokładniejszym niż w starszym urządzeniu, w połączeniu z Locusem wielce się zasłużył podczas tego wyjazdu.

DSC09165Przyrodnik autorytarnie uznał, że stopień zniszczenia stanowiska jest stosunkowo niewielki i ogranicza się jedynie do warstw przypowierzchniowych. Poniżej zaś mamy do czynienia z rozmaitymi antropogenicznymi i naturalnymi poziomami, które mogą świadczyć o dość zaawansowanych procesach osadniczych.

Krótkie sprawozdanie napisane przez Jensa za pomocą e-maila (!), w połączeniu z dokumentacją odwiertów, trafiło do lokalnego urzędu konserwatorskiego (wyłącznie drogą elektroniczną!). Może to się nie spodobać właścicielom działem budowlanych, których prawdopodobnie czekają komplikacje podczas budowy, związane z koniecznością przeprowadzenia wyprzedzających badań archeologicznych. Nie wiem jakie konkretnie przepisy dotyczą miejscowości, w której udało się rozpoznać owe ślady osadnictwa, ale usłyszałem od naszych gospodarzy, że w niektórych powiatach landu Dolna Saksonia, to lokalny urząd konserwatorski sam prowadzi i finansuje badania wyprzedzające dla właścicieli domów jednorodzinnych (oczywiście dla firm obowiązuje finansowanie przez inwestora). Bogaty kraj…

Przyznaję, że poza wydarzeniami z Żarnowa, z 2012 roku, kiedy jacyś wykrywaczowcy poryli nam grodzisko, nie miałem zbyt wielu kontaktów z detektorystami. Wiem, że w Polsce jest sporo pozytywnych przykładów działań poszukiwaczy, choć nie brak też sytuacji skandalicznych i godnych potępienia. O ile w Niemczech też są spore problemy z nielegalnymi poszukiwaniami i niszczeniem stanowisk, to grupa ze Szlezwiku zrobiła na mnie pozytywne wrażenie. Poszukiwania na stanowisku przeprowadzili uzyskując zgodę lokalnego urzędu konserwatorskiego, powiadomili i współpracowali z archeologami, przyczyniając się do zidentyfikowania nowego stanowiska, a więc de facto stanowili część systemu ochrony dziedzictwa archeologicznego. Z prywatnych rozmów z polskimi konserwatorami archeologicznymi wiem, że polscy poszukiwacze o pozwolenie występują sporadycznie. Średnio urzędy (te które znam) wydają 1-2 pozwolenia rocznie. Niemiecki przykład pokazuje, że jednak da się…

Reklamy

Drogi bandyto

Cóż strzeliło ci do tego zakutego łba, że postanowiłeś odwiedzić Żarnów? Dlaczego nie poprzestałeś na obejrzeniu unikalnego romańskiego kościoła z XII wieku, ze wspaniałym późnogotyckim prezbiterium? Podobno interesujesz się historią? Dlaczego nie wystarczyło ci wdrapać się na szczyt Góry Mierzińskiej? Dlaczego nie przeszedłeś się łąkami pod Górą, wzdychając nad klęską wojsk koronnych Jana Kazimierza? Mogłeś nawet zajrzeć do naszego wykopu, wciąż jeszcze (do wczoraj otwartego)? Co strzeliło ci do łba, że postanowiłeś wyciągnąć swój wykrywacz i poryć stok Góry?

Znam na pamięć argumenty twoje i twoich koleżków szkodników o tym, że archeolodzy zdominowali ten interes i bronią swojego monopolu, że zabierają fajne fanty i upychają je po magazynach, gdzie nikt nie ma do nich dostępu. Że tak na prawdę to wy tworzycie regionalną historię i jesteście jej pasjonatami. Od lat w tym miejscu piszę bloga archeologicznego, gdzie dzielę się wynikami badań własnych i nie tylko. W Żarnowie już w sierpniu prezentowałem wyniki starszych badań archeologicznych przed wszystkimi chętnymi zgromadzonymi w gminnym domu kultury. W trakcie badań każdy mógł zajrzeć na stanowisko i na pewno nikt zainteresowany nie zostałby przepędzony. Gdyby rzeczywiście zależało ci na historii, to na pewno dogadalibyśmy się w kwestii wolontariatu. Ale powiedzmy sobie szczerze – tobie zależy na fantach. Mam nadzieję, że znalazłeś tylko złamany gwóźdź i kilka kapsli…

Napisałem, że jesteś bandytą. Łamiesz prawo, niszczysz bezpowrotnie archeologiczne konteksty wyciągając z nich zabytki. Robisz to świadomie, na zabytku znanym i zewidencjonowanym. Nie możesz tłumaczyć się tym, że nie wiedziałeś gdzie kopiesz. Wiedziałeś.

Zastanawiam się tylko, czy wpadłeś na ten genialny pomysł wcześniej, czy po przeczytaniu na tym blogu wpisu o badaniach w Żarnowie. Czy to przypadek, że pojawiłeś się na Górze tydzień po opublikowaniu tego wpisu? Być może rację mają wszyscy ci, którzy odradzali mi wpisy o aktualnych badaniach. Być może naiwnością było myślenie kategoriami popularyzacji – w końcu prędzej czy później zdarzy się taki „miłośnik historii”, który wykorzysta zamieszczone informacje dla zwykłego szabrowania.

Pewnie zostanę mianowany przedstawicielem „archeologicznego betonu”, bo nie wykazuję entuzjazmu dla szabrowników i złodziei.

[Powyżej to list otwarty dla bandyty, który w zeszłym tygodniu wyrył kilka dziur w stoku Góry Mierzińskiej w Żarnowie, wykorzystując naszą nieuwagę, ewentualnie niedzielną nieobecność. Po kilku dniach jakie minęły od zauważenia śladów działalności tego szkodnika trochę mi już przeszło. Pierwotna wersja była nieco bardziej rozbudowana i dosadna.]