O „naukowych Fejsbukach” marudzę

Ostatnio pochwaliłem się, że dołączyłem do”naukowego Fejsbuka”, czyli academia.edu. Gwoli sprawiedliwości przypomnieć należy, że to nie jedyny taki portal. Otóż my Polacy nie gęsi i mamy własny społecznościowy portal dla ludzi nauki. Jakiś czas temu pracownicy uczelni wyższych mogli cieszyć się mailowym zaproszeniem do tego cudownego wynalazku, który w wersji nadwiślańskiej nazywa się szumnie iProfesor (a dlaczego nie iDoktor albo iMagister?). Jak czytamy w materiałach reklamowych: „to jedyna w Polsce i pierwsza w Europie interaktywna platforma internetowa łącząca ludzi nauki, ułatwiająca im swobodną wymianę informacji, nawiązywanie kontaktów zawodowych oraz realizacje wspólnych projektów badawczych” (źródło). Sporządziła go firma Innovativa za pieniądze pochodzące głównie z „8.1 Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka”, we współpracy z:

  • Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego
  • Ośrodek Przetwarzania Informacji
  • Konferencja Rektorów Akademickich Szkół Polskich
  • Konferencja Rektorów Zawodowych Szkół Polskich
  • Krajowa Reprezentacja Doktorantów
  • Business Centre Club
  • Narodowe Centrum Badań i Rozwoju

Krótko mówiąc pełne zadęcie.

Niestety, w przeciwieństwie do academia.edu nie mogę sprawdzić jak wygląda ta „innowacyjność” i „unikalny zestaw funkcjonalności” dopóki się nie zarejestruję. A z natury nie lubię się rejestrować gdzie popadnie. I tak to za publiczne pieniądze stworzono coś co powiela prywatne przedsięwzięcie (a podobnych w sieci znajdzie się jeszcze kilka) i czego nie można sobie nawet obejrzeć przed rejestracją. Sama zaś rejestracja wiąże się z weryfikacją, czy dany użytkownik rzeczywiście jest naukowcem. Strona logowania zapewnia więc, że o ile nie masz maila uczelnianego (jak ja), to proces weryfikacji się wydłuży).

W portalu można zamieszczać swoje publikacje i „blogowe” wpisy, ale dzięki procedurze weryfikacyjnej i zamknięciu na osoby niezarejestrowane można mieć pewność, że nikt niepowołany, a już nie daj Boże żaden „nie-naukowiec” nic tam nie przeczyta. Bardzo rozsądnie! W końcu za publiczne pieniądze nie robi się nauki dla zwykłych ludzi, tylko dla naukowców [uwaga: ironia!].

Nie zapytam, czy warto wydawać publiczne pieniądze, na coś co już ma dużą konkurencję w postaci prywatnych, głównie amerykańskich portali społecznościowych. Nie zapytam też jakie to kontakty zagraniczne pomoże uzyskać platforma stworzona w języku polskim i weryfikująca swoich użytkowników. No bo po co? I tak nikt nie odpowie…

A może ktoś z czytelników już jest w iProfesorze i uchyli rąbka tajemnicy?

Reklamy

Dołączyłem do „naukowego Fejsbuka”

Tym naukowym „Fejsbukiem” jest oczywiście serwis academia.edu. Trochę się wstydzę, bo kiedyś obiecałem sobie, że nie dam się omamić tzw. portalom społecznościowym, ale w tym przypadku idea wydaje się być słuszna: ludzie dzielą się swoimi dokonaniami, można „spotkać” sporo osób zajmujących się podobnymi zagadnieniami i „coś” od nich wziąć, można zorientować się w tym, któż jeszcze oprócz Ciebie zajmuje się danym zagadnieniem. Wygląda fajnie. No i można tutaj poczytać ludzi takich jak Heinrich Härke, Florin Curta, Howard Williams, czy z Polski Andrzej Janowski i wielu innych.

Z zapisaniem się do academia.edu noszę się już mniej więcej od pół roku, lub dłużej. Ale cały czas jakoś czasu brakowało na to, żeby coś tam poskanować i dorzucić. Aż przyszły święta i długie weekendy, podczas, których oprócz sprzątania, goszczenia i bycia goszczonym mogłem dokonać zakupu nowego skanera, który lepiej skanuje tekst, gorzej skanuje zdjęcia niż stary, ale za to jak szybko!

Na razie wrzuciłem kilka tekstów:

Uwagi na temat tzw. Opactwa Panny Marii w Tumie pod Łęczycą, „Kwartalnik Historii Kultury Materialnej”, t. 3-4, 2002, 392-404

Drohiczyn średniowieczny i nowożytny w świetle badań z roku 2006, „Podlaskie Zeszyty Archeologiczne”, nr 5, 2009, 153-195 (współautor: A. Andrzejewski)

Grodzisko wczesnośredniowieczne na Górze Chełmo. Badania, interpretacje, hipotezy, „Prace i Materiały Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego w Łodzi. Seria etnograficzna”, nr 34, 2008, 21-35 (Chciałem nadmienić, że z tłumaczeniem tego Summary nie miałem nic wspólnego – kazali zrobić po polsku)

Może kiedyś dorzucę coś jeszcze.