Góra Św. Małgorzaty – kości

29 07 2009

Wczoraj zakończyliśmy wiercenia w Górze Św. Małgorzaty, na samej górze góry. No prawie.

Na podstawie odwiertów wytypowaliśmy miejsce, w którym zachowały się nienaruszone przez cmentarzysko, warstwy kulturowe. Wytyczyliśmy tam wykop o numerze 1. Drugi wykop, o niewielkich rozmiarach i sondażowym (czyli rozpoznawczym) charakterze, założyliśmy na skłonie jednego z “terasów” w północnym zboczu góry. Chodzi o to, by sprawdzić, czy obecne ukształtowanie zbocza to wynik eksploatacji żwiru (która, jak wiemy trwała do połowy XX w.), czy też ma wcześniejszą genezę.

DSC00294

Dzisiaj rozpoczęliśmy pracę w wykopach.

DSC00288

Staramy się nie nafajdać za bardzo na pięknej murawie.

DSC00290

Po zdjęciu darni okazało się, że nie będzie różowo. W lewym, dolnym narożniku mamy kupę kości – prawdopodobnie jest to ossuarium – dół, do którego zrzucano kości, ze starszych pochówków, znalezione na cmentarzysku, podczas kopania jam grobowych. Kości wypełniające wkop są połamane, przemieszane i pochodzą od wielu różnych osobników.

Obok, na prawo, przemieszane kości kilku osobników. Trzy czaszki: jedna silnie zniszczona, druga bez wątpienia należąca do młodej kobiety, trzecia należąca do dziecka.

DSC00292

Po wyeksplorowaniu górnego poziomu, poprzemieszczanych pochówków, pojawiły się już kompletne szkielety, w układzie anatomicznym, ułożone na wznak, na osi wschód – zachód, z czaszkami, w kierunku zachodnim.





Góra Świętej Małgorzaty – zaczynamy

27 07 2009

Rozpoczynam serial p.t. Góra Świętej Małgorzaty. Dzisiaj odcinek 1:

W dokumencie nazywanym przez historyków “falsyfikatem trzemeszeńskim”, datowanym na rok 1145, w miejscu gdzie wymienione są nadania dla klasztoru kanoników regularnych w Trzemesznie, mowa jest o tym, że “Mesco et Boleslaus et fratres nostrii Henricus et Kasimirus duces” [Mieszko i Bolesław i nasi bracia Henryk i Kazimierz książęta], a więc książęta – juniorzy, synowie Bolesława Krzywoustego: Mieszko III zwany później Starym, Bolesław nazwany Kędzierzawym oraz Henryk Sandomierski i Kazimierz II, który otrzymał później przydomek Sprawiedliwego, nadają klasztorowi “cappellam sancte Marie apud Lanciciam in monte sitam” [kaplicę Świętej Marii pod Łęczycą, położoną na górze]. Owa kaplica, to kościół w miejscowości, która dzisiaj nazywa się Górą Świętej Małgorzaty.

Nie wiemy na pewno, kto był fundatorem owej kaplicy; historycy (m.in. Józef Dobosz) podejrzewają, iż był to ojciec książąt: Bolesław Krzywousty. Słownik Geograficzny Królestwa Polskiego podaje wcześniejszą datę sięgającą lat 40. XI wieku, nie wskazując jednak żadnych źródeł dla tej daty.

Górę, aż do 15 wieku nazywano po prostu Górą, dodając ewentualnie indykator lokalizacji: pod Łęczycą. Później Góra stała się Górą Świętej Małgorzaty i tak zostało do dzisiaj. Jeszcze później pojawiła się legenda, zapisana w formie malowideł w zakrystii kościoła o Świętej, która nosząc ziemię i kamienie we własnym fartuchu usypała wzgórze, na którym stanął kościół.

Współczesny kościół w Górze Świętej Małgorzaty, położony jest na górze oczywiście, troszkę w stylu barokowym, troszkę klasycystycznym, a troszkę jeszcze w… noo… nie mam pojęcia, a nie trawię pojęcia “bezstylowy”. Sama góra, położona całkowicie płaskim i równym jak stół krajobrazie pradoliny Warszawsko – Berlińskiej, wygląda niezwykle. Ooo – własnie tak:

Współczesna budowla przechowała w południowej ścianie fragmenty murów romańskich i gotyckiej przebudowy. Wiemy o tym, bo kilka lat temu, w trakcie remontu tynków, kamienny wątek romański został odsłonięty i zadokumentowany. Ponieważ jednak nie wiemy, jak dokładnie wyglądały owe najstarsze fazy kościoła, a wiedzieć byśmy chcieli, koniecznym okazało się podjęcie szerzej zakrojonych badań.

Badania takie podjęto przy okazji szerszego programu, poświęconego rozpoznaniu wczesnej architektury Polski Centralnej, który realizują pracownicy Instytutu Archeologii Uniwersytetu Łódzkiego i Regionalnego Ośrodka Badań i Dokumentacji Zabytków w Łodzi, pod kierownictwem Profesora Leszka Kajzera. W trakcie badań zamierzamy archeologicznie rozpoznać wzgórze, dokonać analiz architektonicznych (w tym odkrywek tynkowych i wykopów archeologiczno – architektonicznych przy kościele) i wykonać zwiad geofizyczny, we wnętrzu kościoła, co powinno pomóc rozpoznać ewentualne relikty starszych faz budowli bez konieczności zrywania podłogi.

DSC00283

Zaczęliśmy dość tradycyjnie, od wierceń wykonanych ręcznym świdrem geologicznym. Celem tych działań jest wstępne rozpoznanie stratygrafii kulturowej, czyli układu nawarstwień powstałych w wyniku działalności człowieka. Pozwoli to na wyznaczenie miejsc, w których założymy wykopy badawcze.

DSC00284

Odwierty, to nie jest łatwa sprawa…

W ogóle zaczęło się nieszczęśliwie, bo zepsuł się nam samochód. Dojechaliśmy dość późno, zrobiliśmy zaledwie 17 odwiertów, ale udało się wytypować już dwa miejsca pod wykopy.

DSC00285

Przy okazji zrobiliśmy zwiad na stanowisku, znajdując na powierzchni nieco fragmentów naczyń ceramicznych, wykonanych w technologii typowej dla młodszych faz wczesnego średniowiecza. Wstępnie odnieść je można do XII – XIII wieku. Jutro wiercimy dalej. Ma przyjechać Bardzo Mądry Człowiek i nas nieco oświecić. Czekamy…





Badania zamku w Pyzdrach cz.2

14 07 2009

Część pierwszą tego wpisu wypuściłem w sieć mniej więcej rok temu. Wówczas to, Tomasz z Chojen, vel Olszacki kontynuował drugi sezon badań nad zamkiem fundacji Kazimierza Wielkiego w szacownym pyzdrzańskim grodzie. Ten pierwszy wpis musicie sobie koniecznie poczytać, bo tam już jest historia pierwszej wojny technologicznej w historii naszego kraju oraz dzieje zamku zamienionego na “Dziewiarkę”.

Właśnie trwa trzeci już sezon badań, które ujawniły pod budynkiem młyna, kamienicy i “Dziewiarki” relikty jednego z największych wielkopolskich zamków. “Potwór”, wzniesiony przez króla Kazimierza, był założeniem regularnym, czworobocznym, o czterech skrzydłach zamykających wewnętrzny dziedziniec. Z zewnątrz opięty był regularnie rozmieszczonymi przyporami i niewielkimi, czworobocznymi wieżami. Położony na nadwarciańskiej skarpie, włączony w obręb obwarowań miejskich, musiał być rzeczywiście imponującym założeniem.

DSC00125

Tomasz z Chojen prezentuje odkrycia swojej ekipy… głównie mury…

DSC00135

Tymczasem w głębokich wykopach trwa katorżnicza praca studentów, którzy w ten sposób zmuszeni są odrabiać obowiązkowe ćwiczenia terenowe. Odkrywają w nich mury…

DSC00123

Efektem tych nieludzkich wysiłków są kolejne relikty założenia zamkowego. Ot – takie łęki… czyli też mury…

DSC00127

Praca odbywa się także w ciemnych, mrocznych i wilgotnych piwnicach, w kurzu i zagrożeniu reumatyzmem. W tych skrajnie nieprzyjaznych warunkach odsłaniane są mury…

DSC00136

Czyszczone są mury…

DSC00134

Dla odreagowania od murów i cierpień studenckich, widok z zamku… tfu… kamienicy wzniesionej w miejscu zamku.

P.S. Wpis o zamku w Pyzdrach pojawił się dzisiaj nieprzypadkowo. W końcu niektórzy mieszkańcy kontynentu czczą dzisiaj dzień, w którym kupa luda paryskiego zdobyła inny zamek zapoczątkowując europejski postęp. Postęp skończył się masowym terrorem, ludobójstwem i podbojami Napoleona.





Łejej, aż tyle?

5 07 2009

Właśnie zauważyłem, że blog został odwiedzony ponad 50 tys. razy.

Nieźle.

Dziękuję wszystkim odwiedzającym.





Mit Łodzi wielokulturowej

2 07 2009

Każdego roku w Łodzi organizowany jest Festiwal Dialogu Czterech Kultur – impreza kulturalno artystyczna, która ma nawiązywać do wielokulturowej tradycji miasta, tworzonego przez przedstawicieli czterech nacji: Polaków, Niemców, Żydów i Rosjan. To sposób łódzkich władz na promocję miasta. Prawda jest taka, że tych kultur było znacznie więcej, żyli tutaj także Czesi, Holendrzy, Francuzi i inni. Sami Rosjanie byli głównie przedstawicielami zaborczej administracji i żołnierzami w łódzkim garnizonie. Nigdy nie mieli specjalnie dużego wpływu na kulturowy kształt miasta. Ale niech będzie…

Fajna impreza, w mieście, w którym przedstawicieli innych kultur już właściwie nie ma, w którym resztki Niemców, wygonionych przez Rosjan, Żydów, wygonionych przez Niemców, Rosjan, których nigdy wielu nie było i innych nacji toną w morzu Polaków – katolików. Łódź jest już taka, jak inne miasta naszego kraju monolityczna etnicznie i religijnie. Bezpiecznie jest więc zaprosić żydowskiego kantora, niemiecki teatr czy rosyjskiego muzyka. Miło, sympatycznie i nostalgicznie. No i bez problemów: przyjedzie, wyjedzie, spokój. I zobaczcie jakim wielokulturowym, otwartym i tolerancyjnym miastem jesteśmy. Żeby obciachu nie było, raz w roku zamalujemy malowane przez “wielokulturowe” społeczeństwo antysemickie napisy.

Zgodnie z linią promowania wielokulturowego dziedzictwa Łodzi rozebrano ostatnio 100 letni kościół przy ulicy Rzgowskiej. Wzniesiony na początku XX wieku jako siedziba zboru baptystów (których w Łodzi było kiedyś więcej niż teraz w całej Polsce, którzy mieli tutaj kilka zborów, wydawnictwo, dom opieki), po wojnie przekazany został Kościołowi Rzymsko – Katolickiemu, podobnie jak inne protestanckie obiekty: kościół św. Świętej Trójcy (dziś Świętego Ducha), św. Jana czy prawosławna cerkiew św. Jerzego. Kościół rozebrano, bo rzekomo jego stan techniczny nie był najlepszy, a parafia bardzo chciała mieć ładny, nowy i większy budynek. Kościół nie był wpisany do ewidencji zabytków (!!!), można go było bezproblemowo zburzyć. I przy okazji z krajobrazu miasta wymazać ostatni zachowany budynek kościelny związany z baptystami. Poza kilkoma forami internetowymi, “wielokulturowa” Łódź ma to wszystko gdzieś… Nikt nie ma odwagi powiedzieć, że decyzja władz parafii to zwykłe barbarzyństwo.

Oczywiście można zadać sobie pytanie dlaczego nie objęto kościoła opieką prawną? Pewnie z tych samych powodów, dla których dzisiaj wszyscy milczą na ten temat. Nie ma sprawy.

Pewnie też z szacunku dla wielokulturowej tradycji miasta udajemy, że kościół z Nowosolnej, wystawiony obecnie w skansenie pod Białą Fabryką, był kościołem katolickim św. Andrzeja Boboli, choć powstał jako obiekt protestancki dla osadników niemieckich, którzy zbudowali Neu-Sulzfeld. Rekonstruując obiekt w skansenie nie zapomniano o artystycznie kiepskim, ale dobrze maskującym ewangelicką historię obiektu, malowidle przedstawiającym świętego.

Bo bezpieczniej i wygodniej jest raz w roku zaprosić żydowskiego kantora, niemiecki teatr i rosyjskiego muzyka, niż rzeczywiście zadbać i wyeksponować wielokulturową tradycję miasta.