Mit Łodzi wielokulturowej

2 07 2009

Każdego roku w Łodzi organizowany jest Festiwal Dialogu Czterech Kultur – impreza kulturalno artystyczna, która ma nawiązywać do wielokulturowej tradycji miasta, tworzonego przez przedstawicieli czterech nacji: Polaków, Niemców, Żydów i Rosjan. To sposób łódzkich władz na promocję miasta. Prawda jest taka, że tych kultur było znacznie więcej, żyli tutaj także Czesi, Holendrzy, Francuzi i inni. Sami Rosjanie byli głównie przedstawicielami zaborczej administracji i żołnierzami w łódzkim garnizonie. Nigdy nie mieli specjalnie dużego wpływu na kulturowy kształt miasta. Ale niech będzie…

Fajna impreza, w mieście, w którym przedstawicieli innych kultur już właściwie nie ma, w którym resztki Niemców, wygonionych przez Rosjan, Żydów, wygonionych przez Niemców, Rosjan, których nigdy wielu nie było i innych nacji toną w morzu Polaków – katolików. Łódź jest już taka, jak inne miasta naszego kraju monolityczna etnicznie i religijnie. Bezpiecznie jest więc zaprosić żydowskiego kantora, niemiecki teatr czy rosyjskiego muzyka. Miło, sympatycznie i nostalgicznie. No i bez problemów: przyjedzie, wyjedzie, spokój. I zobaczcie jakim wielokulturowym, otwartym i tolerancyjnym miastem jesteśmy. Żeby obciachu nie było, raz w roku zamalujemy malowane przez “wielokulturowe” społeczeństwo antysemickie napisy.

Zgodnie z linią promowania wielokulturowego dziedzictwa Łodzi rozebrano ostatnio 100 letni kościół przy ulicy Rzgowskiej. Wzniesiony na początku XX wieku jako siedziba zboru baptystów (których w Łodzi było kiedyś więcej niż teraz w całej Polsce, którzy mieli tutaj kilka zborów, wydawnictwo, dom opieki), po wojnie przekazany został Kościołowi Rzymsko – Katolickiemu, podobnie jak inne protestanckie obiekty: kościół św. Świętej Trójcy (dziś Świętego Ducha), św. Jana czy prawosławna cerkiew św. Jerzego. Kościół rozebrano, bo rzekomo jego stan techniczny nie był najlepszy, a parafia bardzo chciała mieć ładny, nowy i większy budynek. Kościół nie był wpisany do ewidencji zabytków (!!!), można go było bezproblemowo zburzyć. I przy okazji z krajobrazu miasta wymazać ostatni zachowany budynek kościelny związany z baptystami. Poza kilkoma forami internetowymi, “wielokulturowa” Łódź ma to wszystko gdzieś… Nikt nie ma odwagi powiedzieć, że decyzja władz parafii to zwykłe barbarzyństwo.

Oczywiście można zadać sobie pytanie dlaczego nie objęto kościoła opieką prawną? Pewnie z tych samych powodów, dla których dzisiaj wszyscy milczą na ten temat. Nie ma sprawy.

Pewnie też z szacunku dla wielokulturowej tradycji miasta udajemy, że kościół z Nowosolnej, wystawiony obecnie w skansenie pod Białą Fabryką, był kościołem katolickim św. Andrzeja Boboli, choć powstał jako obiekt protestancki dla osadników niemieckich, którzy zbudowali Neu-Sulzfeld. Rekonstruując obiekt w skansenie nie zapomniano o artystycznie kiepskim, ale dobrze maskującym ewangelicką historię obiektu, malowidle przedstawiającym świętego.

Bo bezpieczniej i wygodniej jest raz w roku zaprosić żydowskiego kantora, niemiecki teatr i rosyjskiego muzyka, niż rzeczywiście zadbać i wyeksponować wielokulturową tradycję miasta.





Ostrowite 2009 – ćwiczenia terenowe

18 06 2009

Uwaga szanowni studenci!

Powstała podstrona poświęcona tegorocznym badaniom w Ostrowitem. Docelowo mają się tam znaleźć informacje dotyczące ćwiczeń terenowych. Na razie wszystkiego jeszcze nie ma, ale wkrótce będzie więcej.

Proszę się zapoznać i odwiedzać w poszukiwaniu bardzo, ale to bardzo ważnych informacji organizacyjnych.





Aktualizacje w iPhone 3.0

18 06 2009

Dzisiaj wpis gadżeciarski.

Wczoraj Apple wypuściło nową wersje systemu obsługującego iPhone i iPod touch. Ponieważ miała ona przynieść cały szereg rozmaitych udogodnień i niedostępnych wcześniej funkcji zainstalowałem ją natychmiast do swojego telefonu. Ponoć takich łosi było na świecie coś koło 10 milionów, nic dziwnego, że padł serwer aktywacji Apple. Po jakimś czasie się udało. Serwer odzyskał siły, ja dostęp do oprogramowania. Wspaniale.

Mniej wspaniale się zrobiło, gdy okazało się, że część oprogramowania nie chce działać z nową wersją systemu. Konieczna jest aktualizacja.

IMG_0168

O! Tak właśnie system sygnalizuje konieczność dokonania aktualizacji. 10 programików do zaktualizowania. Nic trudnego.

IMG_0169

Na początek zajmiemy się Skype’m. Klikamy na Install i…

IMG_0170

Na razie wszystko normalnie. Pojawia się pulpit główny i na ikonie widoczny jest pasek postępu. Wszyscy użytkownicy iPhone znają to dobrze. Do czasu…

IMG_0165

A to coś nowego. Jakaś zmiana zasad funkcjonowania AppStore, czyli sklepu z aplikacjami i repozytorium programów na iPhone. No dobra, co nam szkodzi zatwierdzić nowe zasady.

IMG_0166

Pojawia się zasady. Jeśli komuś przyjdzie do głowy je czytać może się zdziwić. Karty z treścią są zapętlone i po przewinięciu kilku podstawowych kart startujemy od początku. Zatwierdzamy i…

IMG_0167

Ja też dziękuję. Klikam “Done” i…

Mogę całą operację zacząć od nowa. Wybieram aplikację do aktualizacji, zatwierdzam, pojawia się okno informujące o konieczności wydania zgody na nowe warunki AppStore. Potwierdzam zgodę i próbuję zaktualizować od nowa. I tak “ad mortam usrandam”.

Jeśli spróbujecie aktualizować z poziomu iTunes, z waszego komputera, też napotkacie na zadziwiające sprawy:

screen-capture-2

Dostępnych 14 uaktualnień. Wspaniale. Do roboty. Klikam na aktualizacje i…

screen-capture-3

Komunikat informuje mnie, że uaktualnień dla mnie brak. Jednocześnie w zakładce programy wyświetla się liczba “14″, co oznacza, że tyle programów wymaga aktualizacji. Fascynujące.

Takiej wtopy Apple jeszcze nie widziałem.

Aha – system da się obejść instalując każdą aplikację po kolei, wybierając je z poziomu iTunes. Nie korzystamy wtedy z funkcji aktualizacji, a wyszukujemy pojedynczo aplikacje i ściągamy na kompa.

Aktualizacja (19.06.2009):

Apple doprowadziło sprawę do porządku. AppStore działa już normalnie. Aktualizacje są dokonywane bezproblemowo, z poziomu telefonu.





Wybieraj!

6 06 2009

Miał być tekst, który będzie zachęcał do głosowania w wyborach do europarlamentu, na jedyną słuszną (czyli popieraną przeze mnie) osobę i partię, ale w międzyczasie zrobiła się cisza wyborcza, więc zrobię tylko taki gest ;) [przymykam porozumiewawczo jedno oko] i wiecie na kogo głosować, nie?

Mam nadzieję, że za taki tekst nie będę musiał płacić 5 tysięcy grzywny przewidzianej za zakłócanie ciszy…

Aha – kilka głupich powodów dla których ludzie nie głosują:

1. Bo jestem zawiedziony polityką – cóż polityka nie ma być estetyczna, ma być efektywna. Jak chcę wziąć udział w czymś co jest estetyczne to idę do galerii (ewentualnie do teatru). Kto powiedział, że będzie uroczo?

2. Bo po wyborach politycy zapominają o nas – to fascynujące, że najczęściej mówią to osoby, które przez lata głosowały na tych samych ludzi. Zagłosuj na kogoś innego.

3.Zagłosowałem na wszystkich możliwych i wszyscy o nas później zapominali – bez przesady, nie wszyscy politycy są aż tak beznadziejni. Ale jeśli uważasz, że tak jest, to musisz sam wziąć udział w najbliższych wyborach.

4. Bo nie będę wysyłał nierobów, żeby w Brukseli zarabiali kokosy – nie wyślesz ich, to wyślą ich inni. Tak, czy inaczej będą zarabiali, a ty będziesz mógł pluć sobie w brodę, bo pojedzie największy idiota.

5. Bo nie ma partii/osoby, która by w pełni reprezentowała moje poglądy – jedyną osobą, która w pełni reprezentuje twoje poglądy jesteś ty sam. Znajdź takich, którzy są ci najbliżsi. Lepsze mniejsze zło, niż wielka katastrofa.

Bądź szczery – nie chodzisz na wybory z lenistwa. Jeżeli na prawdę masz dość wszystkich to przekreśl wszystkie karty i zamanifestuj sprzeciw. Bądź obywatelem, a nie trutniem.





Badania w Chojnicach trwają

6 06 2009

Pamiętacie sedesik z Chojnic? Nadzory archeologiczne nad pracami przy jednej z kamienic w Chojnicach twają i zbliżają się do końca. Należy żałować, że są to jedynie podyktowane doraźnymi potrzebami konserwatorskimi nadzory, ograniczone zasadniczo do rejestracji struktur archeologicznych odsłanianych przez ekipy budowlane, zbierania źródeł ruchomych (a więc fragmentów ceramiki naczyniowej, kafli piecowych, fragmentów skór i innych “gadżetów” zalegających w warstwach kulturowych) i próbek (głównie do badań dendrochronologicznych). Takie były decyzje konserwatorskie. Ideałem byłoby przeprowadzenie stacjonarnych badań archeologicznych, które pozwoliłyby na bardziej precyzyjne obserwowanie nawarstwień i przeprowadzanie dodatkowych analiz (botanicznych, zoologicznych etc). Wówczas nasza wiedza o rozwoju i przemianach działki miejskiej oraz życiu zamieszkujących tutaj ludzi, byłaby niewspółmiernie większa. Łukaszowi Trzcińskiemu, który uratował to stanowisko, nawet dla tak ograniczonych obserwacji, należą się podziękowania za konsomolską czujność.

Łukasz przesłał mi właśnie kolejną porcję zdjęć z badań:

P6047015

Są to takie właśnie wąskie i dość głębokie (ponad 3 metry) wykopy pod fundamenty i instalacje nowego budynku. Praca w takich warunkach nie jest ani łatwa, ani przyjemna.

studnia 1

Oprócz opisywanych już latryn na działce Łukasz zlokalizował trzy studnie. Szczegóły konstrukcyjne studni numer 1 widoczne są na zdjęciu powyżej. Jak widać to zrębowa konstrukcja z dranic.

studnia-2

A to wnętrze studni 2. Obie wstępnie datowane są na schyłek XV, początek XVI wieku.

studnia 3 - 2

I studnia 3 – późniejsza od poprzednich. W wypełnisku znaleziono przedmioty sugerujące datowanie na XVII – XVIII wiek. Studnia znjdowała się w piwnicy barokowej kamienicy.

kafel

W środku znajdował się m.in. taki kafel.

granica

I na koniec zdjęcie mało czytelne może, ale jak się przypatrzycie to zauważycie grube pionowe pale wbite w podłoże. Zdaniem Łukasza może to być późnośredniowieczna lub wczesnonowożytna (na pewno starsza od barokowej kamienicy) granica działki miejskiej. Jeśli uda się to potwierdzić, to będziemy mieli wspaniałe źródło do rekonstrukcji przekształceń struktury miasta w tym miejscu.

I tyle. Może jeszcze dostaniemy jakiś raport.





Romański kościół w Skrzyńsku

1 06 2009

Dzisiaj otrzymałem przesyłkę, w której była nowiutka, pachnąca drukiem i magazynami Poczty Polskiej książka p.t. Architektura romańska w Polsce. Nowe odkrycia i interpretacje, pod red. T. Janiaka, z Muzeum Początków Państwa Polskiego. Książka jest zbiorem artykułów będących drukowaną wersją wystąpień z konferencji, która odbyła się w Gnieźnie, w zeszłym roku, a której poświęciłem jeden z pierwszych wpisów na blogu. Z książeczki cieszę się podwójnie – po pierwsze jak już przeczytam wszystkie 6 książek, które równolegle teraz czytam, to będę miał co robić (703 strony!); po drugie wydano komunikacik o odkryciach w Skrzyńsku. Skoro są już opublikowane mogę te odkrycia tutaj skrótowo zaprezentować.

To nie są odkrycia archeologiczno – wykopaliskowe, raczej krajoznawcze. Ale sądzę, że i tak ciekawe. Doszło do nich w 2005 r., w czasie wycieczki krajoznawczej do Skrzynna, Skrzyńska, Przysuchy i okolic, a właściwie w trakcie zbierania materiałów do pracy doktorskiej. Okazało się, że na terenie kościelnym leżą sobie spokojnie dwa romańskie kapitele kostkowe i średniowieczna (?) chrzcielnica kamienna, a w ścianach kościoła odsłonięto kamienne wątki murów z wtórnie użytymi romańskimi ciosami oraz dwie płyty nagrobne, nawiązujące do typowego w XII – XIII wieku przedstawienia z krzyżem, tzw. crux immissa (z Polski podobne egzemplarze znane są z Inowłodza, Tarczka, Krakowa i Starego Zamku. W 2007 r. relikty były dokumentowane przeze mnie i przez dr Zbigniewa Lechowicza z ROBIDZ w Łodzi. W 2008 r. przeprowadzono także analizy materiału kamiennego.

Źródła pisane do wczesnośredniowiecznych dziejów Skrzynna są stosunkowo nieliczne. Informują nas jednak o istnieniu tutaj grodu, który wymieniony został, obok Łęczycy, Sieradza, Spicymierza, Wolborza, Żarnowa i Małogoszczy w tzw. Bulli Gnieźnieńskiej z 1136 r. opisującej uposażenie arcybiskupstwa gnieźnieńskiego. Nieco wcześniejsza jest data 1124 r., którą podaje Długosz w swoich Rocznikach. Wówczas to Bolesław Krzywousty podarować miał Skrzynno Piotrowi Włostowicowi. Dalsze przekazy źródłowe dotyczą dopiero XIII w., są to dokumenty Konrada Mazowieckiego zwalniające mieszkańców wsi biskupstwa poznańskiego położonych pod Sochaczewem, Czerskiem i Skrzynnem od opłat i posług książęcych w 1231 r. oraz podobne zwolnienie dotyczące wyłącznie wsi per districtum Scrin.4 W 1280 r. Skrzynno posiadał Przemysł II, który zamienił je z księciem pomorskim Mszczujem II na Wyszogród. Po śmierci Mszczuja, w 1294 r. Skrzynno nadał opactwu cystersów w Sulejowie książę Władysław Łokietek6, zaś w 1368 od opatów wydzierżawił je Kazimierz Wielki. Rekonstrukcję dziejów miejscowości utrudnia znacząco problem identyfikacji wymienianego w źródłach „Scrina” z istniejącymi w terenie lokalizacjami. Mamy bowiem dzisiaj do czynienia z dwoma, położonymi w odległości ok. 5 km od siebie miejscowościami o zbliżonych nazwach: Skrzynnem i Skrzyńskiem. Sytuacja ta sięga dowodnie późnego średniowiecza. Już Jan Długosz informuje nas, że Piotr Włostowic ufundował kościoły „w jednym i drugim Skrzynnie”. Stan ten ilustruje także Liber Beneficiorum Jana Łaskiego, wedle której istniał w początkach XVI wieku „Skrzyn” (dziś Skrzynno) – miejscowość z murowanym kościołem św. Szczepana, w którym prawo patronatu dzielili lokalni przedstawiciele rodu Łabędziów z opactwem sulejowskim oraz „magna Skrzyn” (czyli dzisiejsze Skrzyńsko) z kościołem murowanym św. Wojciecha, w którym patronat należał wyłącznie do Łabędziów. W historiografii utrwalony jest pogląd o tym, iż do Skrzynna przeniesiono książęcy zarząd nad okręgiem grodowym, w momencie przekazania Skrzyńska Piotrowi Włostowicowi.
Kościół w Skrzyńsku, którego powstanie przypisał Długosz Piotrowi Włostowicowi, w swojej obecnej późnobarokowej kreacji jest fundacją Karola Szydłowskiego, starosty uszyckiego. Powstał w latach 1760 – 1768, a jego konsekracja odbyła się w 1816 r. W roku 1909 – 1910 dokonano w nim podwyższenia wież, według projektu Jarosława Wojciechowskiego. Jest to obecnie jednonawowa świątynia, o trójprzęsłowym korpusie z parą kwadratowych w planie wież od południowego wschodu, flankujących główny portal z herbem Lubicz fundatora. Prezbiterium, węższe od nawy, pomieszczone w północno – zachodniej części świątyni, jest prosto zamknięte i poprzedzone dwoma przybudowanymi do nawy aneksami mieszczącymi kaplice, zakrystię i składzik.

dsc06661

Wymienione wyżej pozostałości kościoła romańskiego odkryto w trakcie prac porządkowych i wymiany tynków w kościele na początku XXI w. Zdecydowano się wówczas odsłonić i wyeksponować kamienne wątki oraz zaprezentować detale pozyskane z rozbiórki późnobarokowego (?) muru kościelnego. Należy jedynie żałować, że nie przeprowadzono przy tej okazji dokumentacji architektonicznej wątków murów, która być może pozoliła by wyjaśnić tajemnice budowy kościoła.

dsc06689

Kapitel I to prosty, kostkowy kapitel romański o nieco przysadzistych, „leżących” proporcjach. Wymiary abakusa wynoszą ok. 54 x 54 cm, wysokość 6 cm. Wysokość kapitela to 35 cm. Ścianki tarczy kapitela nie zakreślają pełnego półkola i mają wysokość 21 cm. Poniżej znajduje się wałek, o profilu zbliżonym do półkolistego, obtłuczony przy jednym z narożników. Ślady na głowicy sugerują, iż trzon związanej z nią kolumny miał zapewne średnicę około 35 cm.

dsc06685

Kapitel II ma zbliżone wymiary i kształt. Jest również kostkowy, o podobnych do poprzedniego, nieco przysadzistych proporcjach. Wymiary abakusa to 54 x 54 cm, zaś wysokość 6 cm. Cała głowica ma wysokość 35 cm. Także i tutaj tarcza nie zakreśla pełnego półkola, stanowiąc jego wycinek i ma wysokość ok. 25 cm. Na krawędziach tarczy widoczne są wyraźne ślady obróbki dłutem, tzw. rant, o szerokości ok. 1,5 cm. Pola pomiędzy tarczami mają charakterystyczny, wysklepiony kształt, przypominający nieco szpony, jakie spotyka się w bazach kolumn romańskich. Poniżej kostki głowicy znajduje się wałek o profilu półkolistym. Powierzchnię styku kapitela z trzonem kolumny odcięto od reszty wałka wyraźnym rowkiem o szerokości i głębokości nie przekraczającej 1 cm. Sam trzon miał zapewne średnicę 35 – 37 cm.

dsc06666

Płyta I – wmurowana w ścianę północno – zachodnią dzisiejszego kościoła, w odkrywkę pomiędzy wieżą fasady zachodniej a lizeną. Obserwowana długość to 1, 45 m (niestety część płyty przykryta jest tynkiem), szerokość zaś 0, 47 m. Na płycie znajduje się stosunkowo płytki, wypukły relief przedstawiający krzyż, o proporcjach łacińskich, jednak o rozszerzonych na kształt krzyża maltańskiego ramionach. Długość krzyża to 0, 63 m, zaś szerokość 0, 36 m.

dsc06669

Płyta II wmurowana jest w tą samą ścianę kościoła co poprzednia, pomiędzy lizeną, a występem muru kaplicy. Zachowana długość płyty to 0, 97 m, zaś obserwowana szerokość 0, 55 m (część przykryta jest tynkiem, jednak symetria w położeniu śladów reliefu wskazuje na to, że całkowita szerokość jest niewiele większa). Płyta przed wmurowaniem została wtórnie opracowana kamieniarsko. Widoczne są ślady skutego krzyża o łacińskiego, z rozszerzonymi, jak w krzyżu maltańskim ramionami, o wymiarach 0, 35 x 0, 21. U podstawy krzyża widoczne są dwie równoległe ryte niezbyt starannie linie, które mogą być śladami podstawy krzyża, choć prawdopodobnie mają wtórny charakter. Na powierzchni płyty widoczne są też ślady tzw. świdra ogniowego.

Kolejnym elementem kamieniarki średniowiecznej (?), jest chrzcielnica. Ma formę niewielkiej kolumny o kolistym przekroju i średnicy trzonu 35 cm (a więc zbieżnej z rekonstruowaną średnicą trzonów kolumn romańskich), zakończonej kielichem o średnicy 46 cm. Kielich oddzielony jest od trzonu wałkiem o trapezowatym profilu, o wysokości 8 cm. Głębokość niecki na wodę wynosi 14 cm, zaś jej średnica 37 cm. Podstawę chrzcielnicy stanowi rodzaj prostej bazy, w formie plinty o profilu trapezowatym, wysokości 15 cm i kwadratowej podstawie o boku 43 cm. Całość ma wysokość 96 cm. Na podstawie cech stylistycznych nie sposób precyzyjnie określić datowania chrzcielnicy. Jej powstanie należałoby chyba postrzegać w szerokich ramach, między XII a XIV/XV wiekiem, choć ostatecznie nie można wykluczyć, iż jest to wytwór niewprawnego, „ludowego” twórcy z okresu nowożytności.

Pełne informacje, wraz z analogiami podane są we wzmiankowanej na początku publikacji: Z. Lechowicz, J. Sikora, Jeden z siedemdziesięciu (?). Relikty budowli romańskiej w Skrzyńsku, [w:] Architektura romańska w Polsce. Nowe odkrycia i interpretacje, red. T. Janiak, Gniezno 2009, s. 573-585.

Dlaczego cała sprawa jest interesująca? Otóż w Skrzyńsku od lat poszukiwano romańskiego kościoła fundacji Piotra Dunina (pisanego “ze Skrzynna/Skrzyńska”). Relikty nie pozwalają na precyzyjne określenie chronologii, ale nie stoją też w sprzeczności z sugestią o piotrowej genezie kościoła. Dalsze badania planowane w tym miejscu mogłyby potwierdzić taką interpretację, a gdyby tak się stało mielibyśmy do czynienia z materialnym świadectwem po jednej z najwybitniejszych postaci polskiego średniowiecza, któremu legenda przypisywała wzniesienie 70 kosciołów i 30 klasztorów.





Moblin UX

27 05 2009

Moblin, czyli MOBilny LINux, to nowy projekt OpenSource firmowany przez Intel. Jego zadaniem jest dostarczenie nowej platformy systemowej na popularne ostatnio netbooki i nettopy, zbudowane z wykorzystaniem mobilnych procesorów Atom. Moblin to jądro linuksa i interfejs oparty na GTK+ z wykorzystaniem komponentów XFCE oraz przeglądarki na silniku Gecko.

Wykorzystując mój uniwersalny netbook typu VirtualBox postanowiłem sprawdzić jak się sprawuje cudo, które ma być konkurentem Androida i Windows Seven w wersji na małe laptopy. Okazało się, że nieco różni się to od reklamowego filmiku, prezentowanego powyżej. Ale od początku…

Na stronie projektu znajdziemy odnośniki do ściągnięcia obrazu płyty instalacyjnej Moblina, którą łatwo można zamieścić na pendrivie (w końcu netbooki zwykle nie posiadają napędu CD/DVD). Obraz powinien mieć 680 MB, ale w rzeczywistości ma… 666 MB. Zawiało grozą!

mob1

System można odpalić w trybie Live, lub zainstalować na twardym dysku. Cóż, bądźmy ambitni – wybierzmy instalację.

mob2

Splash systemu jest całkiem sympatyczny. Stylistyka nieco Androidowa…

mob3

Instalator dziwnie przypomina Ubuntu. Liczba języków do wyboru ograniczona. Ambitni wybiorą hindi lub koreański, ja zostałem przy angielskim…

mob4

Klawiatura…

mob5

I ustawienie zegara… no Ubuntu pełną gębą…

mob6

Partycjonowanie jest nieco inne niż w Ubuntu. Wybieramy opcję. Jak widać przewidziano bezproblemową instalację obok istniejącego już systemu.

mob7

I instalacja…

mob8

Konfiguracja ograniczona jest do minimum. I słusznie – zwykły użytkownik nie musi myśleć o roocie czy mechanizmie sudo.

mob9

I koniec instalacji. A później…

mob10

W trakcie bootowania od czasu do czasu pojawia się takie cudo. Ale tylko na chwilkę.

mob11

Interfejs systemu przypomina nieco rozwiązania z telefonów komórkowych lub PDA. W niewielkich monitorach netbooków to chyba całkiem niezłe rozwiązanie. Nie wiem czemu, ale ikony panelu górnego troszkę się u mnie poprzestawiały…

mob12

Mamy kilka gierek, w tym moje ulubione Frozen Bubble. Na VirtualBoksie nie działało zbyt płynnie.

mob13

Przeglądarka, to krewna Firefoksa, a może raczej Fenneca. Interfejs nieco ascetyczny.

mob14

Znalazło się nawet miejsce dla tradycyjnego managera plików. Związki z XFCE (Thunar) są dość czytelne.

Całość raczej słabo responsywna – działa to powoli, ale może przy bezpośredniej instalacji na twardym dysku i rysowaniu ze wsparciem openGL (popularne w netbookach są karty graficzne Intela) zadziała lepiej.

Aha – próba zainstalowania dodatków VB się nie powiodła. Brak kompilatora. Na instalację komponentów ze źródeł nie mam czasu. Ale pewnie się da, w końcu jądro to zwykły linux.





Już wiem dlaczego Okna to Okna

27 05 2009

Wczoraj Microsoft opublikował pakiety językowe dla Windows Seven, w tym pakiet z polskim językiem interfejsu. Postanowiłem zobaczyć jak to będzie działało. Okazało się, że w systemie trzeba odszukać panelu Windows Update, a w opcjonalnych aktualizacjach odszukać języka polskiego i zaznaczyć. Później wszystko dzieje się już samo:

sev-up1

Przy okazji dowiedziałem się dlaczego Windows nazywa się Windows (czyli “Okna”). Ściąganie pakietu poprawek z językiem spowodowało pojawienie się aż dwóch windowsów z paskiem postępu. W sumie cały proces instalacji tego nieszczęsnego pakietu wymagał jednoczesnego otwarcia trzech windowsów.

Ale jak już się pościagało, to zaproponowało mi wylogowanie, później zalogowanie i… już miałem interfejs w mowie Piastów, Jagiellonów i Wazów (… tzn. litewskiego/ białoruskiego i szwedzkiego nie ściągałem… może trochę się zapędziłem…):

sev-up2

Piknie.





Nowa Mandriva i MacBook – uzupełnienie

24 05 2009

O nowej Mandrivie na MacBooku pisałem już jakiś czas temu. Generalnie system sprawował się nieźle, poza jednym drobnym problemem: niewiadomo dlaczego nie działał mi touchpad. Piszę “nie działał”, bo już teraz działa. Najlepsze, że sam nie wiem czemu. Wczoraj zainstalowałem poprawki do systemu m.in. nową wersję jądra. Miałem nadzieję, że po tym zabiegu wszystko wróci do normy, ale nie wróciło. Później w przypływie natchnienia zainstalowałem pakiet touchfreeze. Nie spodziewałem się zbyt wiele, więc nawet nie restartowałem systemu. Tymczasem dzisiaj okazało się, że touchpad działa. Co więcej działa multitouch – czyli emulacja działania kółka myszy i prawego klawisza za pomocą poruszania dwoma palcami. Jest więc lepiej niż były w wersji 2009.0.

Dlaczego działa? Nie wiem. Moduł jądra ze sterownikiem synaptics (zależność touchfreeze) już wcześniej instalowałem, lecz touchpad nie działał. Teraz zaskoczył.

I o to chodzi…





Muzeum statków Wikingów w Roskilde

12 05 2009

Zainspirowany wpisem na Archeowieściach, w którym dowiadujemy się o odkryciu wraku statku Wikingów w Szwecji, pomyślałem, ze pokaże kilka zdjęć z Muzeum Statków Wikingów w Roskilde w Danii. W latach 60. XX wieku w wodach kanału, w miejscu zwanym Skuldelev, w rejonie fiordu w okolicach Roskilde odkryto pięć wraków z okresu wikińskiego. Zostały zatopione celowo, w jednym czasie, w drugiej połowie XI wieku, w celu zablokowania dostępu do fiordu. Port w Roskilde był chroniony wymyślnym systemem obronnym, który unimożliwiał nieprzyjacielskim okrętom dostęp od strony morza. Wykorzystano płycizny i mielizny, uzupełniono je skomplikowanym systemem zasieków i palisad wbijanych w dno fiordu, tak, by ściśle kontrolować drogę dostępu. W sytuacji zagrożenia istniejące przejścia blokowano specjalnie zatapianymi okrętami. Tak własnie zdeponowano owe pięć wraków – wypełnione kamieniami stanowiły część systemu ochrony.

W muzeum odwiedzający mogą sobie oglądać relikty tych okrętów.

DSC09190

Kolejne statki opatrzono nazwą Skuldelev i numerami. Należały do różnych typów, wykonanae były z różnych materiałów, w różnym czasie. Na zdjęciu powyżej Skuldelev 2 – długa łódź bojowa, długości ok. 30 m, wykonana w rejonie Dublina w Irlandii (w końcu było to miasto Wikingów).

DSC09191

Skuldelev 3, niewielkie (długości 13 metrów) statek transportowy. Ten wykonano w Danii.

DSC09192

Ten sam okręt w innym ujęciu.

Inne obejrzyjcie sobie w naturze…, albo na stronie muzeum (wraz z danymi technicznymi).

Wjazd do muzeum kosztuje poza sezonem 60 koron duńskich (korona to mniej więcej 0,6 PLN). W sezonie już 95. To są dość wysokie ceny – niestety Dania jest drogim krajem.

Oprócz 5 wraków są dwie sale projekcyjne (filmy o badaniach i rekonstrukcji okrętów), zestaw makiet ukazujących statki oraz Roskilde we wczesnym średniowieczu oraz specjalna sala:

DSC09207

W której dzieciaki (choć starszym też się zdarza), mogą przebrane za Wikingów bawić się (i fotografować) w pełnowymiarowych makietach okrętów.

DSC09185

Muzeum to także instytucja skupiająca osoby zaangażowane w archeologię doświadczalną. Okręty wikingów są tutaj odtwarzane (można sobie zamówić), organizowane są wyprawy morskie i imprezy rekonstruktorów. W skład kompleksu muzealnego wchodzi przystań i warsztaty szkutnicze pracujące metodami tradycyjnymi. Zobaczyć warto, choć trzeba zdać sobie sprawę z tego, że wycieczka nie jest tania (noclegi w Roskilde są potwornie drogie).