San Lorenzo w Weronie

12 05 2008

Kościół San Lorenzo (świętego Wawrzyńca) w Weronie położony był poza murami średniowiecznego miasta, nieopodal zachowanej rzymskiej bramy “Porta dei Borsari” i zamku Scaligerich (Castellvecchio). Zbudowany był już w 4 wieku, później przebudowywany. Obecna kreacja pochodzi zasadniczo z 2 połowy XII w. - wzniesiono ją po trzęsieniu ziemi w 1177 r., a poświęcono już w 1184 r., przez samego papieża Lucjusza III (Ubaldo Allucingoliego).

Obecny kościół znajduje się w kwartale dość ścisłej zabudowy, pomiędzy ulicami Corso Cavour a Riva S. Lorenzo. Jest to stosunkowo nieduża, transeptowa bazylika trójnawowa. Nawa główna zakończona jest absydą, podobnie jak nawy boczne. Absydialne kaplica dostawiono także do wschodnich ścian transeptu. Szczególnie ciekawe i dość nietypowe dla architektury włoskiej, jest rozwiązanie partii zachodniej, z cylindrycznymi wieżyczkami, na przedłużeniu naw bocznych. Ponad nawami bocznymi oraz w zachodnim przęsłem bazyliki pomieszczono empory, otwarte do wnętrza biforyjnie, powtarzając naprzemienny rytm podpór wnętrza (filary wiązkowe na przemian z kolumnami). W ramiona transeptu wstawiono arkady oparte na kolumnach.

Główny portal wiedzie od południa, przez portal pomieszczony pod gotyckim portykiem z XV w. Od zachodu, pomiędzy cylindrycznymi wieżami znajduje się kolejny portal.

Portal południowy z gotyckim portykiem (to taki włoski gotyk :D)

Fasada zachodnia z cylindrycznymi wieżami. Jak twierdzą Włosi ma to być taki normański motyw architektoniczny. Niech im będzie, choć mnie podobne elementy kojarzą się z architekturą cesarstwa, już od czasów karolińskich…

Jak widać powierzchnia ścian zewnętrznych została opracowana (zapewne pod wpływem San Zeno) z cegły i jasno - kremowego kamienia (tufu), tworząc naprzemienne pasy - efekt dość typowy  romańskiej architekturze Italii.

Ściany we wnętrzu opracowano podobnie, w naprzemienne pasy. Nawa główna przykryta została stropem, bez sklepień, co także jest dość typowe w architekturze romańskiej Włoch.

Widoczna artykulacja wewnętrznych ścian bazyliki, z emporami ponad nawami bocznymi.

Wejście do kościoła jest obecnie płatne. Jeśli będziecie w Weronie kupcie sobie Verona Card - kartę uprawniającą do wchodzenia do wszystkich muzeów i płatnych kościołów oraz do używania środków komunikacji miejskiej. Karta kosztuje 8 euro i uwierzcie - to się opłaca (zwykle wstęp w jedno miejsce to koszt 2-4 euro). Oczywiście we wnętrzu nie można robić zdjęć używając flasha i statywu (co widać wyżej).




Pracowite wakacje

9 05 2008

Wczoraj powróciłem z wakacji… tfu - z objazdu naukowego (:D) we Włoszech. Nie próżnowałem - w ciągu kilku dni objechałem kilkadziesiąt wczesnochrześcijańskich, bizantyjskich, romańskich i gotyckich obiektów, w rejonie Wenecji i Friuli (renesansu i baroku nawet nie wspominam). Obejrzałem i obfotografowałem kościoły i budynki świeckie w Treviso, Weronie, Wenecji (z Torcello i Murano), Akwilei, Grado, Cividale oraz w mniej znanych miejscowościach: Caorle, Portogruaro, Concordia. Te drugie mają taką przewagę, że turystów tam mniej i nikt nie krzyczy za używanie aparatu (może poza Caorle, które jest obecnie kurortem). Po drodze jeszcze było Brno i Ołomuniec. Niestety nie starczyło czasu na dwie rzeczy, jakie planowałem: wizytę w Mikulcicach i w Rawennie. Mimo to wyjazd mogę uznać za udany. Jego pokłosiem jest grubo ponad 800 fotografii, z czego większość to zabytki architektury. Mniej zabawnym aspektem tego wszystkiego jest fakt, że na plaży spędziłem jedynie w sumie ok. 2-3 godziny i to wieczorami, po powrocie z objazdów. Udało mi się jednak raz wykąpać w Adriatyku.

Krótko mówiąc dzisiaj rozpoczynam nowy cykl wpisów prezentujących obfotografowane przeze mnie obiekty. Nie oznacza to, że innych wpisów nie będzie. Po prostu będę karmił was opowieściami dziadka Paździerzaka o architekturze…

Na marginesie - gdybyście podróżowali przez południowe Morawy i nie mieli gdzie nocować to polecam przyjemny hotelik Cech w Breclaviu - żadna to kryptoreklama, po prostu wspomnienie zadowolonego klienta. A bramboraki (placki ziemniaczane) ze smesem (czymś w rodzaju gulaszu) popijane czeskim piwem - to po prostu rozkosz. No i internet był…

Zresztą Czechy to wspaniały kraj.




Współczesna archeologia

27 04 2008

Idąc w ślady Chakiera, postanowiłem przed prawdopdobną przerwą w publikacji nowych postów, wykręcić się sianem (nie łubinem!!!!) i przypomnieć branżowy skecz o współczesnej archeologii. Zapraszam do oglądania.

Oczywiście ten skecz powinien skłaniać do refleksji nad stanem współczesnego środowiska archeologicznego. Sytuacja tutaj, u nas w kraju, niewiele różni się od tej brytyjskiej z epoki Pythonów.




Nowoczesna dokumentacja zabytków architektury

25 04 2008

Natrafiłem niedawno na stronę CyArk - prezentującej możliwości nowoczesnej dokumentacji zabytków architektonicznych z wykorzystaniem laserowego skanowania 3D, fotografii cyfrowej, fotografii panoramicznej, video, pomiarów geodezyjnych i GPS. Interesujące są nie tylko zastosowane, bardzo kompletne i wzajemnie uzupełniające się, metody dokumentacji, ale także sposób ich prezentacji w sieci z pomocą narzędzi Java SUN i Adobe Flash. Polecam wizytę na tej stronie i dedykuję ją osobom odpowiedzialnym w naszym kraju za dokumentację dziedzictwa kulturowego.

cyark-z.png

Zrzut ekranu z otwartym firefoksem i stroną CyArk - okno przeglądarki chmury punktów ze skaningu laserowego 3D (portal katedry w Beauvais).




Mandriva 2008.1 Spring - rzut oka na system

20 04 2008

Dopiero (?) teraz znalazłem czas by ściągnąć i zainstalować sobie najnowszą Mandrivę 2008.1 Spring.  Różnych wersji Mandrivy używam od 2005 roku i do tej pory ta dystrybucja całkowicie mnie zadowalała, choć po drodze wypróbowałem kilka innych “linuksów” (openSuSE, Ubuntu, Kubuntu, KateOS, gOS). Niektóre zagościły u mnie nawet nieco dłużej, jak choćby Ubuntu, które “zmuszony” byłem używać gdy okazało się, że Mandriva 2008.0 zawiesza się na moim laptopie. Na komputerze stacjonarnym działała bez zarzutu, a na przenośnym postanowiła się zawieszać (mimo, że na tym samym sprzęcie wersja 2007.1 chodziła bezawaryjnie). Niestety, do Ubuntu przyzwyczaić się nie mogłem - kilka rozwiązań strasznie mnie tam irytowało. Co więcej nie mogłem na nim zainstalować mojego skanera (który pod Mandrivą działał). Pewnie prędzej czy później by się to udało, ale nie znalazłem czasu na poszukiwania na forach internetowych. Z niecierpliwością więc czekałem na nową Mandrivę.

Ostatnio dość obszerną jej recenzję zaprezentował serwis idg. Ja recenzował nie będę, opiszę jedynie kilka impresji z pierwszych dni użytkowania…

W instalatorze Mandrivy zaszły dość nieznaczne zmiany, pozwalające na odpowiednio wcześniejsze dodanie dodatkowych źródeł pakietów. To pozytywna zmiana, choć i tak instalator Mandrivy od dawna może być uznawany za modelowy. Przy instalacji system rozpoznał doskonale istniejącą partycję i konto użytkownika, a więc nie straciłem żadnych ustawień z poprzedniej instalacji. Piszę o tej pozornie oczywistej sprawie dlatego, że poprzedni mój system (Ubuntu) nie chciał obsłużyć partycji /home po Mandrivie 2008.0 i konieczne okazało się jej sformatowanie (oczywiście WSZYSTKO da się ominąć, problem w tym czy warto poświęcać cały tydzień na poszukiwanie rozwiązania… ja poświęciłem AŻ jeden dzień). Tak więc po zakończonej instalacji przywitał mnie taki mniej więcej domyślny pulpit Springa (w wersji Power Pack):

Trzeba przyznać, że zarówno tapetki, jak i splashe oraz wygaszacze ekranu w Mandrivie są na prawdę ładne. Szkoda, że nie zdecydowano się wymienić domyślnych ikon KDE. W każdym razie wygląd to nie jedyna fajna rzecz w Springu. W systemie jest kilka usprawnień, w stosunku do poprzednich wersji, o których można sobie poczytać tutaj - nie będę więc tego powtarzał. Warto w tym miejscu wspomnieć o zmianach w urpmi (managerze pakietów oprogramowania) i draku (graficznym konfiguratorze) z nim związanym. Ustawianie repozytoriów pakietów jest teraz działaniem banalnie prostym. Co ciekawe, w wersji One, repozytoria są ponoć ustawione out of box! Minusem nowego rozwiązania jest jedynie to, że pliki xml z informacjami o pakiecie system dość długo ciągnie z serwera; przynajmniej konfiguracja urpmi trwa krócej.

A tak wygląda konfiguracja repozytoriów z easy urpmi (pełna automatyzacja, za pośrednictwem przeglądarki internetowej):

To rzeczywiście działa. Niestety repozytoria PLF musiałem edytować ręcznie, bo to co proponował mi automatycznie system miało jakiś feler, stojący raczej po stronie serwera, niż mojego systemu.

Mając skonfigurowane urpmi mogłem zaktualizować system i dociągnąć dodatkowe oprogramowanie (parę rzeczy zbędnych wywalić). Oczywiście przyda się qGIS, GRASS (w celach edukacyjnych), qCAD, Thunderbird z Ligthtning (czyli kalendarzem opartym o Sunbird); inne przydatne programy (GIMP, digiKam, OpenOffice) mamy out of box, jeszcze inne (LightZone, openJump, Stratify) działają spod javy lub wine, i są uruchamiane na koncie użytkownika, więc zostały po starszej instalacji.

Oprogramowanie to nie wszystko. Fajnie jak narzędzie pracy wygląda ładnie. Tutaj przydaje się Compiz Fusion. Uruchomiłem wszystkie te wodotryski ręcznie edytując xorg.conf i /etc/sysconfig/compositing-wm (przepis tutaj). Mandriva ma odpowiedni kreator graficzny, ale w starszych wersjach nie zawsze działał on tak jak trzeba. Na wszelki wypadek wolałem nie ryzykować i popracować w mc… Oto rezultat tych działań:

visto-podobny efekt tasowania okienek…

maco-podobny efekt eksponowania wszystkich otwartych okien…

i całkiem oryginalny, linuksowy efekt expose - prezentuje wszystkie pulpity i umożliwia przenoszenie okien pomiędzy nimi.

Oprócz compiza koniecznie trzeba było zmienić ikony (wypróbowałem styl oxygen z KDE4, ale zastosowany na KDE3.5), dograć superkarambę (motywy Aero AIO i Liquid Weather) oraz kooldock dla szybkiego uruchamiania najczęściej używanych programów. Tapety zostawiłem na razie oryginalne, choć pewnie wkrótce pojawi się tu jakaś nowość. Efekt:

Mam więc w pełni użyteczny i do tego estetyczny system z zestawem oprogramowania do pracy i rozrywki. Szkoda tylko, że aby grać w Wiedźmina muszę przełączać się na Windows…

P.S. Za KDE4 się nie zabieram. Nie mam czasu na zabawę i czekam do wersji 4.1.




Trochę czeskich (i nie tylko) tekstów

20 04 2008

Buszując po internecie i oglądając stronki czeskich uczelni wykładających archeologię natrafiłem na odnośniki do kilku tekstów, które mogą się komuś przydać:

http://www.kar.zcu.cz/texty.php

http://uprav.ff.cuni.cz/

I to co mnie ucieszyło najbardziej: e-book Jiří Macháčka: Studie k velkomoravské keramice. Metody, analýzy a syntézy, modely, na stronie http://www.phil.muni.cz/archeo/uam/htm/. Książki w formacie pdf szukaj pod zakładką Oddeleni archeologie - Publikace, na samym dole strony.

I na dokładkę coś od sąsiadów zza zachodniej granicy: http://www.mittelalterarchaeologie.de/publik.htm

Oraz zza granicy północnej: http://fornvannen.se/fornvannen.html - niestety tylko część artykułów jest a cywilizowanych językach (czytaj: po angielsku lub niemiecku)…

Miłej lektury!




Bibliografia dla studentów

17 04 2008

O ile pamiętam miałem podrzucić jakąś bibliografię. Jak się domyślam dotyczyć miała najbliższych referatów na zajęcia z osadnictwa grodowego Pomorza.

Bydgoszcz - Fordon:

W. Chudziak, Wczesnośredniowieczny ośrodek bydgoski w świetle źródeł archeologicznych, [w:] Kraje słowiańskie w wiekach średnich. Profanum i sacrum, red. H. Kocka - Krenz, W. Łosiński, Poznań 1998, s. 177 - 186

W. Chudziak, E. Dygaszewicz, Wczesnośredniowieczny ośrodek osadniczy w Bydgoszczy. Stanowiska 1 i 2, [w:] Stan i potrzeby badań nad wczesnym średniowieczem w Polsce - 15 lat później, red. W. Chudziak, S. Moździoch, Toruń - Wrocław - Warszawa 2006, s. 351-358.

Kołobrzeg:

L. Leciejewicz, Kołobrzeg – wczesne miasto na pomorskim wybrzeżu Bałtyku, Salsa
Cholbergiensis. Kołobrzeg w średniowieczu, red. L. Leciejewicz, M. Rębkowski, Kołobrzeg 2000,
s. 73-83.
L. Leciejewicz, M. Rębkowski, Kołobrzeg – an Early Town on the Baltic Coast, [w:] Polish Lands
at the Turn of the First and the Second Millennia, ed. Przemysław Urbańczyk, Warsaw 2004, s.
33-46.
red. L. Leciejewicz, M. Rębkowski, Kołobrzeg. Wczesne miasto nad Bałtykiem, Warszawa 2007.

Kałdus:
red. W. Chudziak, Mons Santii Laurentii, t. 1 – 3, Toruń 2003 – 2006.
J. Bojarski, Wojciech Chudziak, M. Weinkauf, Z badań nad wczesnośredniowiecznym zespołem
osadniczym w Kałdusie na Pomorzu Nadwiślańskim (lata 2000 – 2003), [w:] Stan i potrzeby badań
nad wczesnym średniowieczem w Polsce – 15 lat później, red. W. Chudziak, S. Moździoch, Toruń –
Wrocław – Warszawa 2006, s. 369-382.

Traktujcie te pozycje jako punkt wyjścia - w publikowanych tam bibliografiach (ew. przypisach) znajdziecie kolejne pozycje. Mam nadzieję, że wystąpienia będą dobrze przygotowane. Życzę powodzenia.




Lepszy Mieszko, a c14 nadal problematyczne

12 04 2008

Właśnie wróciłem z konferencji w Gnieźnie, o której już wspominałem. Pora więc na kilka gnieźnieńskich impresji.

Cóż, miasto specjalnie się od mojej ostatniej wizyty nie zmieniło. Wrażenie zrobiło całkiem sympatyczne, gdyby nie przykre doświadczenia z hotelem City. Jeśli będziecie mieli ochotę nocować w Gnieźnie, nie próbujcie zostać na noc w City, na Rynku. Dostarczyć wam on może wielu wrażeń, których zapewne wolelibyście uniknąć:

  • już wchodząc do hotelu powinienem się zaniepokoić stanem schodów; niestety zignorowałem ostrzeżenie jakie dały mi uginające się, stare stopnie. Później było już za późno…
  • Dopiero grubo po północy, wracając ze spotkania towarzyskiego zauważyłem, że lampka w łazience
    jest zepsuta i nie świeci
  • nie był to wielki problem, bo woda i tak była zimna. Nad ranem dowiedziałem się, że w hotelu “w ogóle nie ma ciepłej wody” !!!!!!!!
  • pościel była tak sprana, że aż poprzecierana i dziurawa,
  • no i w pokoju było zimno - nie ogrzewali, a ta noc była na prawdę mało wiosenna.

Ostatecznie nad ranem uciekłem z tego miejsca i zakwaterowałem się w hotelu Mieszko, gdzie ceny były zbliżone, a jakość usługi zdecydowanie lepsza. Wystrzegajcie się więc City.

Ale wróćmy do meritum. W końcu pojechałem tam przede wszystkim by wiedzieć więcej. Czego się dowiedziałem?

  • C14 jako metoda badania chronologii budowli murowanych było przedstawione ponownie jako wielka szansa doprecyzowania naszej wiedzy. Profesor Urbańczyk niezmordowanie tłumaczył, że jest to nowa, wspaniała możliwość i szansa na taką samą rewolucję, jaką było zastosowanie dendrochronologii. Wielu osób nie przekonał. Zarówno młodsi badacze, jak i wiele uznanych autorytetów w dziedzinie badań nad wczesnośredniowieczną architekturą zachowało sceptycyzm. Nie będę ukrywał, że ten sceptycyzm jest mi bliski.
  • Większość referatów prezentowała nowe odkrycia w badaniach nad architekturą wczesnośredniowieczną. Obok wyników niemal rewolucyjnych (jak atrium katedry i murowana brama z wieżą na Wawelu czy niezwykłe pomieszczenie w klasztorze dominikanów w Gdańsku), weryfikacji starszych ustaleń (klasztor w Lubiniu czy zespół budowli w Płocku), były też wystąpienia skupione na problemach metodologicznych i próby nowej interpretacji kilku budowli (zamki dolnośląskie, kolegiata w Opatowie).
  • Zauważyć można było coraz powszechniejsze korzystanie z komputerowych wizualizacji (zaprezentowano wizualizacje budowli wawelskich, przemyskich i gdańskich). Część badaczy przestrzegała przed wizualizacjami podnosząc kwestie nadinterpretacji w szczegółach rekonstrukcji. Słusznie, ale zdając sobie sprawę z hipotetyczności wielu szczegółów takiej rekonstrukcji staje się ona wspaniałym narzędziem pozwalającym nie tylko “sprzedać” odkrycie, ale także ustalić możliwe rozwiązania przestrzenne. Komputer zwykle nie pozwoli nam na takie rzeczy, jak kartka papieru.

Generalnie było miło, sympatycznie i chyba pożytecznie.

Nie miałem czasu nawet na to by połazić po Gnieźnie i zrobić kilka zdjęć. Zresztą pogoda nie była najlepsza. W tzw. międzyczasie zrobiłem jedynie kilka nocnych fotek. Niezbyt udanych…




O trudnościach w badaniach miejskich

1 04 2008

W ramach obchodów 1 kwietnia kilka zdjęć z badań w Drohiczynie w 2006 r. Wbrew obowiązującemu trendowi nie jest to żaden fotomontaż, ani inna ściema. Takie rzeczy zdarzają się często w trakcie badań miejskich. Należy się tylko cieszyć, że to była rura wodociągowa, a nie kanalizacyjna…

apr1.jpg

z daleka…

apr2.jpg

i z bliska…

apr3.jpg

ratunek…

apr4.jpg

walka trwa…

Ostatecznie zakończyła się sukcesem.




Dokumentacja zabytków - obróbka w Gimp - cz.1

31 03 2008

Gimp oprócz tego, że pomóc nam może w przygotowaniu efektownej dokumentacji polowej, pomaga także w obróbce fotografii zabytków. W terenie nie zawsze mamy możliwość zrobienia dobrego zdjęcia zabytku, a później może okazać się, że zabrakło nam czasu na przygotowanie odpowiedniego studia. Ostatecznie możemy pokazać jedynie takie zdjęcie:

dz.jpg

Zabytek widoczny jest dobrze, zdjęcie jest wyraźne i nawet nie najgorzej oświetlone, problem polega na tym, że tło nie jest może najbardziej atrakcyjne, nie wspominając o miarce… Na szczęście z pomocą przychodzi nam Gimp. Ładujemy obrazek do programu:

dz2.jpg

W narożniku okna edycji obrazka musimy odnaleźć ikonkę szybkiej maski:

dz3.png

Po wybraniu szybkiej maski obrazek pokryje się czerwonym kolorem. Z paska narzędziowego wybieramy narzędzie myszki. Pamiętajmy, że rozmiarem powierzchni narzędzia możemy płynnie regulować na pasku narzędziowym. Myszką wycieramy powierzchnię obrazka:

dz4.png

Należy zrobić to możliwie dokładnie. Mniej więcej na tym etapie należy zaznaczyć skalę. Przy pomocy prowadnic zaznaczamy odległość jednostki skali na zdjęciu:

dz5.png

Skąd wziąć prowadnice? Przy pomocy narzędzia “przesunięcie” można je “wyciągnąć” z lewego boku okna roboczego: kursor naprowadź na lewy bok okna roboczego obrazka, wciśnij lewy przycisk myszy i wyprowadź prowadnicę…

Następnym krokiem powinno być odznaczenie ikony szybkiej maski. W ten sposób nasz zabytek będzie objęty zaznaczeniem:

dz6.png

Teraz powinniśmy odwrócić zaznaczenie, korzystając ze stosownej opcji w menu obrazka i zakładce “zaznaczenie”:

dz7.png

Kiedy zaznaczenie zostanie odwrócone, korzystając z narzędzia “wypełnienie kubełkiem” na pasku narzędziowym wypełniamy całą powierzchnię obrazka (poza zabytkiem oczywiście) dowolnym wybranym przez nas kolorem, najlepiej możliwie neutralnym. Pomiędzy prowadnice wrysowujemy skalę liniową i:

dz8.jpg

Obrazek mamy gotowy. Wygląda chyba nieco lepiej niż wersja z krzesłem?

Możemy oczywiście jako tło użyć jakiś sympatyczny gradient, tylko po co?